Spis treści
Donald Trump ogłasza plany. Dania stawia sprawę jasno
Wszystko zaczęło się od wpisu na platformie Truth Social. Prezydent USA Donald Trump w środę rano ogłosił, że na „naszej nowej i pięknej Grenlandii” ruszają przygotowania do poszukiwań ropy naftowej i gazu na ogromną skalę. Nie podał jednak żadnych konkretów, ale podkreślił, jak ważne jest to terytorium dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i Europy.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Duńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zareagowało błyskawicznie i bardzo stanowczo. W komunikacie przekazanym mediom przypomniało, że kwestia zasobów mineralnych to kompetencja autonomicznego rządu Grenlandii. Jeśli Stany Zjednoczone chcą szukać surowców na Grenlandii, muszą to robić na zasadach określonych przez Grenlandczyków, a nie Waszyngton. Duńczycy jasno zaznaczyli, że niedawne porozumienie z USA niczego w tej sprawie nie zmienia.
Jakie są zasady gry o surowce na Grenlandii?
Całe zamieszanie rozgrywa się w cieniu umowy podpisanej zaledwie kilka tygodni temu. We wrześniu 2026 roku w Nowym Jorku prezydent USA Donald Trump, premier Danii Mette Frederiksen oraz szef rządu Grenlandii Jens-Frederik Nielsen zawarli porozumienie dotyczące bezpieczeństwa. Jego celem było załagodzenie napięć po tym, jak kilka lat wcześniej amerykański prezydent sugerował chęć przejęcia kontroli nad wyspą.
Umowa faktycznie rozszerza obecność wojskową USA na Grenlandii – przewiduje budowę nowych baz i instalację elementów tarczy antyrakietowej. Jednocześnie jednak dokument potwierdza duńską suwerenność nad wyspą i prawo Grenlandczyków do samostanowienia. Duński MSZ podkreśla kluczowy zapis. Porozumienie to nie przyznaje inwestorom z USA żadnego uprzywilejowanego statusu w porównaniu z innymi krajami UE czy NATO w zakresie dostępu do surowców Grenlandii. Co więcej, umowa blokuje inwestycje państw spoza NATO w strategiczne sektory gospodarki na tym terenie, co pokazuje, jak delikatną materią jest grenlandzka autonomia.
Czy na Grenlandii naprawdę ruszą masowe odwierty?
Zapowiedź Trumpa, choć prawnie nieugruntowana, natychmiast poruszyła rynki finansowe. Jak donoszą duńskie media, po publikacji jego wpisu kursy akcji amerykańskich spółek, które już działają na Grenlandii, poszybowały w górę. Przykładem jest firma Greenland Energy, posiadająca koncesję na poszukiwanie ropy, która jednak do tej pory nie mogła rozpocząć odwiertów z powodu braku zgody lokalnych władz.
Jednak entuzjazm inwestorów studzą sami Grenlandczycy. Głos w sprawie zabrał Joergen Hammeken-Holm, wysoki rangą urzędnik grenlandzkiego rządu odpowiedzialny za gospodarkę i zasoby. W rozmowie z CNN przyznał, że na wyspie aktywne są firmy z USA, ale sytuacja jest daleka od wizji masowych poszukiwań, jaką roztoczył Donald Trump. Przedstawiciel rządu Grenlandii, Joergen Hammeken-Holm, podkreśla, że od planów do ich realizacji może minąć wiele lat. Wygląda więc na to, że bitwa o grenlandzkie złoża to na razie głównie wojna na słowa, a na realne efekty trzeba będzie jeszcze długo poczekać.