Dzieci rządzą przy sklepowej kasie. Rodzice często ulegają ich prośbom

Rodzice idą do sklepu z konkretną listą, liczą pieniądze i polują na promocje. Wystarczy jednak jedno „Mamo, kup mi!”, by plan zakupów legł w gruzach. Z badania zleconego przez firmę Cursor z Grupy OEX wynika, że prośba dziecka skłania do nieplanowanego zakupu aż 40 proc. rodziców. W przypadku nastolatków ten odsetek rośnie do ponad połowy.

Dziewczynka wybierająca zabawki na półce sklepowej w towarzystwie mamy. O zakupach z dziećmi czytaj na SE Superbiz.
Autor: _photos.com|photos.com/ Archiwum prywatne To domena przedszkolaków, szczególnie tych najmłodszych. Dzieci są niecierpliwe i jeśli pragną coś dostać, nie chcą czekać ani chwili. Nie ma nic gorszego dla rodziców niż publiczne „chcę to teraz” np. w sklepie. Bo jak tu się zachować, skoro wiadomo, że jeśli dziecko nie otrzyma pożądanej rzeczy, rozegra swoją scenę ataku histerii. A jednak mimo wstydu i zażenowania, trzeba byś silnym. Jeśli dziecko domaga się czegoś, co mu się obiecało, należy wymóc na nim, by powiedziało to w grzeczny sposób, używając słowa „poproszę”. Tylko pod takim warunkiem można zrealizować jego prośbę. Powtarzanie tego za każdym razem powinno szybko przynieść poprawę. Jeśli natomiast dziecko chce czegoś, na co nie dostało zgody, najważniejsze to nie ulegać. Na pierwsze „chcę to” trzeba wytłumaczyć, że nie dostanie bo…(tutaj stosowne uzasadnienie), na drugie i trzecie „chcę to teraz” należy powtórzyć argument, a na kolejne żądania nie reagować. Po jakimś czasie dziecko zrozumie, że niegrzeczne zachowanie na nic się nie zda.

Jedno „kup mi” i koszyk rośnie

Cena wciąż jest najważniejszym argumentem dla rodziców. Obniżka skłania do dodatkowego zakupu 46 proc. badanych. Ale niewiele mniej skuteczna okazuje się prośba dziecka. Aż 40 proc. rodziców przyznaje, że pod jej wpływem dokłada do koszyka coś, czego wcześniej nie planowało.

Na kolejnych miejscach znalazły się zestawy produktów w korzystniejszej cenie (30 proc.), gratis do zakupu (25 proc.) oraz promocje wielosztukowe lub drugi produkt taniej (23 proc.).

Tylko 4 proc. rodziców nie wskazało żadnego z badanych bodźców, który mógłby ich skłonić do dodatkowego zakupu.

Nastolatek potrafi przekonać

Co ciekawe, wraz z wiekiem dziecka jego głos w sklepie staje się coraz silniejszy. W przypadku rodziców dzieci w zerówce prośba pociechy może skłonić do dodatkowego zakupu 31 proc. badanych.

W klasach 1–3 jest to już 34 proc., a w klasach 4–8 – 43 proc. Prawdziwy skok następuje jednak w przypadku uczniów szkół ponadpodstawowych. Tutaj ponad połowa rodziców przyznaje, że może ulec prośbie dziecka.

A to w przypadku nastolatków „Mamo, kup mi!” działa niemal tak samo mocno jak obniżka ceny. W obu przypadkach wynik wynosi po 51 proc.

Rodzic liczy, dziecko wybiera

Dlaczego dzieci mają tak dużą siłę przebicia? Rodzic ostatecznie wyciąga portfel, ale to dziecko często wskazuje produkt, który chciałoby mieć.

Cena nadal jest niezwykle silnym argumentem, ale nie można patrzeć na zakupy dla dzieci wyłącznie przez jej pryzmat. Rodzic jest tym, który finalnie płaci, natomiast dziecko może być inicjatorem zakupu – mówi Tomasz Staszczuk, dyrektor ds. merchandisingu w Cursor z Grupy OEX.

Jego zdaniem wystarczy, że produkt odpowiada zainteresowaniom dziecka albo po prostu bardzo mu się podoba. Wtedy sama prośba może okazać się niemal tak skuteczna jak przecena.

Najmłodsi patrzą na wystawę

W przypadku małych dzieci mechanizm jest nieco inny. Dla nich ważne jest przede wszystkim to, jak produkt wygląda i czy mogą go zobaczyć z bliska.

Wśród rodziców dzieci z zerówki niemal co piąta osoba, bo aż 17 proc. wskazuje specjalną ekspozycję, a tyle samo możliwość obejrzenia lub przetestowania produktu jako czynnik zachęcający do nieplanowanego zakupu.

Wraz z wiekiem ten wpływ wyraźnie słabnie. W klasach 4–8 specjalna ekspozycja ma znaczenie już tylko dla 5 proc. rodziców, a możliwość obejrzenia lub przetestowania produktu dla 7 proc.

Cena nadal robi swoje

Wraz z wiekiem dziecka rośnie także znaczenie promocji cenowych. W przypadku najmłodszych dzieci obniżka ceny przekonuje 24 proc. rodziców. W klasach 1–3 jest to już 46 proc., a w klasach 4–8 aż 58 proc.

Wśród rodziców najstarszych uczniów cena i prośba dziecka mają dokładnie taki sam wynik – po 51 proc.

W przypadku starszych dzieci coraz mocniej pracuje już ich własna opinia, ale jednocześnie rodzic bardzo wyraźnie reaguje na konkretną korzyść cenową – podkreśla Staszczuk.

„Mamo, kup mi!” działa

Zdaniem analityków wnioski są proste. Rodzic trzyma portfel, ale dziecko coraz częściej trzyma rękę na zakupowym sterze. Im starsza pociecha, tym większy ma wpływ na to, co ostatecznie trafia do koszyka.

A początek roku szkolnego wcale tego nie zmienia. Ubrania, buty, akcesoria czy rzeczy związane ze szkołą trzeba kupować przez cały rok. I właśnie wtedy lista zaplanowanych wydatków może się nagle wydłużyć.

Bo przecież trudno odmówić, gdy pada dobrze znane: „Mamo, kup mi…”.

Handel w czasach PRL-u. Tak wyglądały zakupy wśród pustych półek i kolejek
Tak obecnie wyglądają bohaterowie Rancza. Rozpoznaj ich po zdjęciu - QUIZ
Pytanie 1 z 11
Kim jest kobieta ze zdjęcia?
Ranczo. Zosia wróci z przytupem. Marta Dąbrowska zdradziła, co się wydarzy?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki