Nowa wojna o Falklandy? Milei grozi Wielkiej Brytanii. W tle potężne złoża ropy

Spór o Falklandy przybiera w tym roku na sile. Prezydent Argentyny Javier Milei, mając najwyraźniej ciche poparcie prezydenta Donalda Trumpa, grozi Wielkiej Brytanii i zapowiada ponowną walkę o wyspy. Stawką są potężne złoża ropy naftowej warte miliardy dolarów. Milei zapowiada sankcje i budowę bazy wojskowej.

Flaga Wielkiej Brytanii, obok mapa Falklandów i prezydent Milei. O sporze o złoża ropy przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Shutterstock (2), AP Photo/Santiago Saldarriaga/ Associated Press

Rośnie napięcie wokół Falklandów. Milei z poparciem Trumpa?

Stary spór o Falklandy znów rozgrzewa światową politykę, a ton nadaje prezydent Argentyny Javier Milei. W swoim telewizyjnym przemówieniu jasno dał on do zrozumienia, że kwestia przejęcia brytyjskiego terytorium zamorskiego jest żywotnym postulatem i dążeniem jego rządu. Stwierdził, że Zjednoczone Królestwo jest krajem podupadającym, natomiast "Argentyna kwitnie i zwycięży".

Nie ma innej drogi – oświadczył w telewizyjnym przemówieniu.

To nie są już tylko dyplomatyczne utarczki. Nowy, ostry ton prezydenta Argentyny Javiera Milei coraz bardziej podgrzewa i tak już napięty spór o Falklandy, zwany też przez Argentyńczyków Malwinami (w języku hiszpańskim) - grożąc wybuchem kolejnego konfliktu z Wielką Brytanią.

Kontrowersyjny prezydent Argentyny swoją pewność siebie czerpie wprost z Waszyngtonu. Onet poinformował, że pośredniego wsparcia udzielił mu prezydent USA Donald Trump, który publicznie zapowiedział, że Stany Zjednoczone mogą zrewidować swoje historyczne stanowisko w sprawie suwerenności nad wyspami. Do tej pory USA zawsze stawały po stronie Brytyjczyków w kwestii suwerenności Falklandów, a przynajmniej zachowywały korzystną dla Londynu politykę status quo. Donald Trump pokazał jednak, że nie jest amerykańskim prezydentem takim, jak wszyscy inni. Nieoczekiwane i kontrowersyjne ruchy są bardzo w jego stylu... i Mileiego. Poza tym amerykański przywódca zasugerował, że skoro Wielka Brytania nie poparła USA w konflikcie z Iranem, to Waszyngton może nie poprzeć suwerenności Brytyjczyków nad Falklandami.

Argentyński przywódca wykorzystuje skwapliwie ten moment, przedstawiając Wielką Brytanię pod rządami laburzystowskiego premiera Andy'ego Burnhama jako kraj w kryzysie, a Argentynę jako wschodzącą potęgę. I artykułuje pretensje. 

Za słowami idą też konkretne groźby. Milei zapowiedział budowę nowej bazy wojskowej na Ziemi Ognistej, co jest jasnym sygnałem rosnącego sojuszu z USA. Co więcej, ogłosił plany wprowadzenia ustawy, która uderzy w firmy wydobywające ropę na wodach wokół Falklandów. To bezpośrednie wyzwanie rzucone Londynowi i międzynarodowym koncernom.

Obecnie wiatry na świecie wieją sprzyjająco dla naszych roszczeń — ocenił w telewizyjnym przemówieniu Javier Milei.

Niedawno prezydent Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone ponownie oceniają swoje historyczne stanowisko w sprawie Malwinów. Argentyna jest krajem bogatym w zasoby naturalne, zajmującym strategiczne położenie geograficzne, na które nie ma wpływu niekontrolowana imigracja, związana z nią przemoc oraz problemy związane z bezpieczeństwem narodowym, które dziś nękają Europę. Jeśli spojrzymy na uwarunkowania strukturalne Wielkiej Brytanii, boryka się ona z wieloma kryzysami o charakterze migracyjnym, demograficznym i gospodarczym, które będą trudne do rozwiązania. Jest oczywiste, że kraj ten podupada. Argentyna natomiast kwitnie i to ona zwycięży - dodał w butnym przemówieniu do narodu.

O co toczy się gra?

Wszystko wydaje się prowadzić do tego, że Javier Milei podpisze dekret, który przyspieszy wprowadzenie sankcji, co z kolei usprawni procedury egzekucyjne, zgodne z tamtejszym prawem wobec podmiotów, które biorą udział w wydobyciu ropy naftowej na terytorium, do którego Buenos Aires rości sobie prawo. Kto jest jednak właścicielem pola naftowego Sea Lion, gdzie znajduje się 1,7 mld baryłek ropy? Są to brytyjska firma Rockhopper Exploration i izraelska spółka Navitas. Pole naftowe leży ok. 220 km na północ od brytyjskich wysp. Wydobycie ropy ma trwać ponad 30 lat.

Milei już zapowiedział, że będzie im rzucał kłody pod nogi.

Nasze roszczenia terytorialne stoją w obliczu wyraźnego i bezpośredniego zagrożenia i wymagają proporcjonalnej reakcji. Nie pozwolimy na to. Argentyna nie będzie biernie przyglądać się takiej sytuacji. Wykorzystamy wszystkie nasze narzędzia gospodarcze i dyplomatyczne, aby zniechęcić podmioty państwowe i niepaństwowe, które naruszają naszą suwerenność - zapowiedział Milei.

Jak Wielka Brytania odpowiada na groźby?

Wielka Brytania na razie reaguje ze stoickim spokojem, ale bardzo stanowczo. Rząd laburzystowskiego premiera Andy'ego Burnhama nie zamierza ustępować ani o krok. Brytyjczycy powtarzają jeden, kluczowy argument: o przyszłości wysp mogą decydować tylko ich mieszkańcy. A ci już dawno wyrazili swoją wolę. W referendum z 2013 roku aż 99,8% głosujących opowiedziało się za pozostaniem brytyjskim terytorium zamorskim.

Co bardzo istotne, Milei podczas swojego przemówienia oznajmił, że mieszkańcy wysp nie mają prawa do samostanowienia (co naturalnie jest sprzeczne z podstawowymi zasadami ONZ), choć brak zaufania Donalda Trumpa do ONZ może rozochocać argentyńskiego prezydenta.

Brytyjski minister obrony Wes Streeting uciął jednak wszelkie spekulacje w tej sprawie. 

Falklandy są brytyjskie, ponieważ mieszkańcy Falklandów chcą być Brytyjczykami - skwitował.

Rzecznik premiera Burnhama dodał też, że zaangażowanie Wielkiej Brytanii na rzecz wysp jest „niezachwiane”, a prawo mieszkańców do samostanowienia jest „nadrzędne”.

Rząd Partii Pracy wydaje się być zdeterminowany, by oprzeć się żądaniom Argentyny. "The Guardian" wskazał, że parlamentarzysta tej partii Tan Dhesi zasugerował, iż słowa Mileiego powinny skłonić Downing Street do podniesienia wydatków na obronę do 3 proc. PKP do 2030 roku.

Historyczny kontekst konfliktu. Będzie powtórka?

Dlaczego więc prezydent Javier Milei tak mocno zaostrza kurs właśnie teraz? Odpowiedzi trzeba szukać w wewnętrznej polityce Argentyny. Choć prezydentowi udało się okiełznać inflację, to koszt reform był i wciąż jest dla zwykłych Argentyńczyków ogromny. Libertariański prezydent przeprowadza coś na kształt terapii szokowej, która ze swej istoty nigdy nie jest wolna od potężnych kosztów społecznych. Mało tego, poparcie dla Javiera Mileia spada, a historyczny spór o Falklandy to sprawdzony sposób na odwrócenie uwagi i zjednoczenie narodu wokół nacjonalistycznych haseł. Jego notowania oscylują w okolicach 30 procent, a w przyszłym roku czekają go wybory, w których zmierzy się z byłą wiceprezydent Victorią Villarruel – zwolenniczką twardego kursu w sprawie Falklandów.

Nie jest to zresztą sytuacja bez precedensu, gdyż w 1982 roku wojskowa junta argentyńska pod wodzą Leopoldo Galtieriego także posłużyła się kartą Malwinów, by odwrócić uwagę obywateli od stale pogarszającej się, już i tak dostatecznie złej, sytuacji społeczno-ekonomicznej w Argentynie. Inwazja na Falklandy, której dokonała wówczas Argentyna, okazała się jednak nieskuteczna, gdyż Brytyjczycy wyjątkowo sprawnie i zdecydowanie wyprawili się przez cały Atlantyk i w spektakularny sposób swój archipelag odbili.

Prawdą jest, że wówczas na czele brytyjskiego rządu stała Margaret Thatcher, która - delikatnie rzecz ujmując - nigdy nie należała do polityków, którym można by coś narzucić. W dodatku po cichu sprzyjał jej też zaprzyjaźniony prezydent USA Ronald Reagan i chilijski dyktator gen. Augusto Pinochet. Ciekawostką jest, że Milei nigdy nie ukrywał swojego podziwu dla Thatcher i jej reform wolnorynkowych, a także stylu uprawiania polityki. Teraz chyba będzie musiał zrewidować swoje zdanie.

Powoływanie się na prawo do Falklandów przez poszczególnych argentyńskich przywódców w okresach problemów, by odwrócić uwagę społeczeństwa od stanu państwa, doczekało się nawet swojej własnej nazwy "Malvinero".

Stara, historyczna rana znów staje się więc narzędziem w bieżącej walce politycznej. Tyle że tym razem w grze pojawiły się dwa nowe, potężne czynniki: obietnica wsparcia ze strony Donalda Trumpa i miliardy baryłek ropy naftowej czekające pod dnem oceanu. To one sprawiają, że ten stary konflikt może stać się naprawdę niebezpieczny i wystawi NATO na kolejną próbę.  

Oto kot Larry, Chief Mouser to the Gabinet Office, czyli pierwszy Myszołap w Wielkiej Brytanii
QUIZ. Czwartkowy test z geografii. USA, Kanada czy Wielka Brytania? Wskaż, gdzie leży TO miasto
Pytanie 1 z 15
Gdzie leży Vancouver?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki