- Marek Belka, były premier i prezes NBP, stanowczo twierdzi, że przyjęcie euro mogłoby obniżyć ceny i raty kredytów w Polsce.
- Ekonomista oskarża PiS o celowe „obrzydzenie” wspólnej waluty Polakom, tworząc polityczne tabu i blokując poważną debatę.
- Sprawdź, dlaczego mimo potencjalnych korzyści większość Polaków nadal nie chce rezygnować ze złotego i co musiałoby się zmienić.
Dyskusja o euro w Polsce wróciła za sprawą... nowych banknotów. Europejski Bank Centralny konsultuje ich przyszły wygląd, a wśród rozważanych motywów znalazły się m.in. Maria Skłodowska-Curie oraz bocian. Zdaniem Marka Belki, byłego premiera i byłego prezesa Narodowego Banku Polskiego, znacznie ważniejsze pytanie brzmi jednak: dlaczego Polska po ponad dwóch dekadach członkostwa w Unii Europejskiej wciąż nie prowadzi poważnej debaty o przyjęciu wspólnej waluty?
W rozmowie z PAP ekonomista stawia mocną diagnozę. Jego zdaniem euro stało się w Polsce politycznym tabu, a duża część społeczeństwa została skutecznie zniechęcona do wspólnej waluty. Belka odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarcza przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość.
Marek Belka uderza w PiS. „Euro zostało obrzydzone”
Kwestia przyjęcia przez Polskę euro została na tyle obrzydzona przez propagandę PiS, że wszyscy boją się na ten temat cokolwiek powiedzieć – powiedział Marek Belka w rozmowie z PAP.
Według byłego szefa NBP sprzeciw PiS wobec wspólnej waluty ma związek nie tylko z gospodarką, ale również ze stosunkiem partii do dalszej integracji europejskiej. Belka ocenia przy tym, że niechęć do euro jest obecnie tak duża, że referendum w tej sprawie byłoby dla zwolenników wspólnej waluty bardzo ryzykowne. Jak stwierdził, 60–70 proc. Polaków sprzeciwia się rezygnacji ze złotego.
Co ciekawe, były premier krytykuje nie tylko PiS. Jego zdaniem również proeuropejski rząd Donalda Tuska traktuje dziś euro jak polityczny „gorący kartofel”, ponieważ otwarcie tego tematu mogłoby kosztować poparcie w sondażach.
Euro oznaczałoby wyższe ceny? Belka mówi: jest odwrotnie
Jednym z największych lęków związanych z rezygnacją ze złotego jest obawa przed wzrostem cen. Marek Belka zdecydowanie odrzuca ten argument. Według niego doświadczenia państw, które w ostatnich latach przyjmowały wspólną walutę, nie potwierdzają tezy, że euro samo w sobie prowadzi do drożyzny.
Wszystkie statystyki pokazują, że jest dokładnie odwrotnie – przyjęcie euro prowadzi do stabilizacji cen – przekonuje były prezes NBP.
Nie oznacza to, że wprowadzenie euro automatycznie spowodowałoby spadek cen produktów w polskich sklepach. Belka mówi o stabilizacji cen, a nie o gwarantowanej przecenie towarów po zmianie waluty. To ważne rozróżnienie, zwłaszcza że właśnie obawa o drożyznę jest jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwników euro.
Były premier przypomina jednocześnie o kryzysie strefy euro z lat 2010–2012 i problemach Grecji. Jego zdaniem od tamtego czasu wspólnota walutowa została jednak wzmocniona, podczas gdy kondycję polskiej polityki pieniężnej ocenia obecnie znacznie gorzej.
Tańsze kredyty po wejściu do euro? Belka wskazuje na stopy procentowe
Ceny to niejedyny argument ekonomiczny przedstawiany przez byłego szefa NBP. Marek Belka uważa, że przyjęcie wspólnej waluty oznaczałoby również znacznie niższe stopy procentowe, a konsekwencje odczuliby m.in. kredytobiorcy. Według ekonomisty spadłyby koszty kredytów hipotecznych, a tańsze finansowanie mogłoby ułatwić przedsiębiorstwom inwestycje i modernizację. Belka przekonuje również, że wejście do strefy euro byłoby korzystne dla polskiego biznesu, który prowadzi działalność na wspólnym europejskim rynku.
Były prezes NBP zwraca przy tym uwagę na koszty związane z utrzymywaniem własnej waluty. Krytycznie odniósł się m.in. do wielkich rezerw walutowych oraz gromadzenia złota przez Narodowy Bank Polski, nazywając związane z tym wydatki „miliardami wyrzucanymi do studni”. W jego ocenie po przyjęciu euro część tych pieniędzy mogłaby zostać wykorzystana na inne cele.
Polska szybko nie pożegna się ze złotym
Nawet gdyby politycy zdecydowali się rozpocząć przygotowania do przyjęcia euro, przed Polską stałyby poważne przeszkody. Jedną z nich jest konieczność zmian prawnych, w tym konstytucyjnych. Problemem pozostaje też sytuacja finansów publicznych i niespełnianie wszystkich wymaganych kryteriów konwergencji.
Belka uważa jednak, że pierwszym krokiem powinna być nie zmiana prawa, lecz zmiana nastawienia społeczeństwa. Postuluje rzetelną debatę i kampanię informacyjną, po której możliwe byłoby przeprowadzenie referendum.
Na szybki przełom były premier jednak nie liczy. Jego zdaniem opór wobec wspólnej waluty jest obecnie tak silny, że poglądy Polaków mogłoby radykalnie zmienić dopiero wyjątkowo poważne wydarzenie gospodarcze.
Tylko jakiś potężny kryzys gospodarczy mógłby wpłynąć na zmianę nastawiania Polaków do euro – ocenił Marek Belka.
Jednocześnie zastrzegł, że choć sam pozostaje zwolennikiem przyjęcia euro, takiego scenariusza Polsce oczywiście nie życzy. Nie wyklucza natomiast pojawienia się w przyszłości gospodarczego lub politycznego „czarnego łabędzia”, który całkowicie zmieni debatę o złotym i wspólnej walucie.
