- Pomysł "trollingu" poprzez żądanie faktur KSeF na NIP polityków czy urzędów ma znikome szanse powodzenia, gdyż wiele takich transakcji (np. paragony do 450 zł) nie trafi do systemu.
- Nawet jeśli faktura trafi do KSeF, odbiorca nie ma obowiązku jej księgować ani ponosić konsekwencji, a zaawansowane systemy księgowe mogą automatycznie odfiltrować niechciane dokumenty.
- "Bunt" wymaga znacznego wysiłku ze strony protestujących, a rezygnacja z faktury na własne nazwisko przy droższych zakupach pozbawia praw do reklamacji i gwarancji.
- Sprzedawcy mogą odmawiać wystawienia faktury, jeśli zorientują się, że jest to "trolling", aby uniknąć problemów prawnych związanych z wystawianiem pustych faktur
"Faktura na premiera", czyli na czym polega bunt przeciwko KSeF?
Zbliżający się termin wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur budzi ogromne emocje. W mediach społecznościowych rośnie popularność pomysłu na specyficzną formę protestu, określaną jako "obywatelski trolling". Akcja ma polegać na masowym żądaniu faktur wystawianych na numery NIP urzędów, Kancelarii Premiera czy firm należących do znanych polityków. Pomysłodawcy nawołują, by za drobne zakupy, np. alkohol czy kebab, płacić gotówką dla zachowania anonimowości, a następnie prosić o dokument sprzedaży na dane nielubianej osoby publicznej. Jak analizuje money.pl, inspiracją dla tej akcji jest sytuacja z Portugalii z 2013 roku, gdzie obywatele w ramach protestu masowo podawali NIP ówczesnego premiera.
Dlaczego masowe wystawianie faktur na polityków jest nieskuteczne?
Choć pomysł na bunt przeciwko KSeF wygląda efektownie na forach internetowych, w praktyce jego skuteczność będzie znikoma. Jak czytamy w analizie money.pl, wynika to przede wszystkim z fundamentalnego braku wiedzy o tym, jak będzie działał Krajowy System e-Faktur. Pierwszą i najważniejszą barierą dla protestujących jest fakt, że większość ich działań w ogóle nie zostanie zarejestrowana w systemie. Problem w tym, że paragon z NIP do kwoty 450 zł, który pełni funkcję tzw. faktury uproszczonej, do końca 2026 r. w ogóle nie trafi do systemu KSeF. To samo dotyczy faktur drukowanych bezpośrednio z kas fiskalnych. Oznacza to, że przytłaczająca większość "protestacyjnych" zakupów nigdy nie dotrze do adresata.
Nawet jeśli komuś udałoby się wygenerować fakturę, która trafi do KSeF, jej odbiorca nie jest bezbronny. Eksperci, na których powołuje się money.pl, wskazują, że systemy księgowe nie działają automatycznie. Odbiorca może taką fakturę po prostu odrzucić. Co więcej, w KSeF ma zostać wdrożony mechanizm zgłaszania tzw. faktur scamowych, co pozwoli jednym kliknięciem oznaczyć dokument jako podejrzany. Odbiorca nie poniesie więc żadnych negatywnych konsekwencji podatkowych.
Kto naprawdę straci na "trollingu"? Buntownik może zaszkodzić samemu sobie
Paradoksalnie, największe problemy w wyniku "trollingu" może mieć sam protestujący. Jak ostrzega money.pl, przy droższych transakcjach ryzyko jest ogromne. W sieci pojawiają się absurdalne pomysły, by "kupić samochód na firmę nielubianego sąsiada". Taka osoba, żądając faktury na cudze dane, dobrowolnie pozbawia się wszelkich praw konsumenckich. Bez faktury nie ma gwarancji, nie ma prawa do zwrotu, nie ma możliwości dochodzenia reklamacji, a w przypadku pojazdu – nie da się go zarejestrować. Taki "troll" w rzeczywistości zaszkodziłby wyłącznie sobie.
Warto też pamiętać, że sprzedawcy szybko zorientują się w nowej praktyce. Sprzedawca, widząc, że klient prosi o fakturę na premiera lub lokalny urząd skarbowy, będzie miał pełne prawo odmówić wystawienia takiego dokumentu. Narażałoby go to na ryzyko prawne związane z wystawieniem tzw. pustej faktury. Podsumowując, jak wynika z analizy money.pl, protest, który dobrze "klika się" w internecie, w realnym świecie okaże się czasochłonną i całkowicie bezcelową zabawą.
