- Polska giełda kryptowalut BitMarket24 pozywa KNF o blisko 2,5 mln zł, oskarżając nadzór o "finansową banicję" po umieszczeniu na liście ostrzeżeń.
- Firma twierdzi, że jeden wpis KNF odciął ją od bankowości i zablokował działalność, mimo iż prokuratura umorzyła później śledztwo.
- KNF odpiera zarzuty, powołując się na ustawowy obowiązek. Sprawdź, czy giełda udowodni związek przyczynowy i wygra bezprecedensową walkę o miliony!
BitMarket24 idzie na sądową wojnę z Komisją Nadzoru Finansowego. Giełda kryptowalut domaga się od KNF niemal 2,5 mln zł odszkodowania za skutki umieszczenia jej na liście ostrzeżeń publicznych. Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a jako pierwszy opisał ją money.pl.
Początek sporu sięga stycznia 2019 r. 16 stycznia Urząd KNF zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu świadczenia usług płatniczych bez wymaganego zezwolenia, a pięć dni później BitMarket24 trafił na listę ostrzeżeń publicznych. 28 stycznia Credit Agricole wypowiedział spółce rachunek firmowy. Jak opisywał money.pl, z regulaminu banku wynikało, że podstawą było umieszczenie posiadacza konta na liście KNF.
BitMarket24 przekonuje, że właśnie ten ciąg wydarzeń odciął firmę od systemu bankowego i uniemożliwił jej dalsze funkcjonowanie.
„Finansowa banicja”. Tak BitMarket24 opisuje skutki wpisu
Pełnomocnik spółki mec. Leszek Kieliszewski w rozmowie z PAP używa mocnego określenia – „finansowa banicja”. Argumentuje, że wpis na listę ostrzeżeń może oznaczać dla firmy utratę dostępu do rachunków bankowych i usług instytucji płatniczych. W przypadku giełdy kryptowalut skutki mają być szczególnie dotkliwe, bo bez rachunku trudno m.in. wymieniać złote na kryptowaluty czy rozliczać się z kontrahentami.
BitMarket24 chce przed sądem wykazać, że umieszczenie spółki na liście KNF doprowadziło do odcięcia jej od systemu finansowego, a w konsekwencji do zakończenia działalności.
W tej historii istotny jest jeszcze jeden element. Postępowanie wszczęte po zawiadomieniu KNF zostało umorzone, a decyzję utrzymał sąd. Jak podkreśla pełnomocnik BitMarket24, stwierdzono brak znamion popełnienia przestępstwa.
KNF odpiera zarzuty giełdy. Powołuje się na ustawowy obowiązek
Komisja Nadzoru Finansowego przedstawia sprawę zupełnie inaczej. UKNF przekazał PAP, że zarzuty BitMarket24 uważa za bezzasadne.
Nadzór wskazuje, że wpisanie spółki na listę ostrzeżeń było związane ze złożeniem zawiadomienia do organów ścigania. Zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym KNF ma obowiązek podać do publicznej wiadomości informację o takim zawiadomieniu. Zdaniem Komisji zamieszczenie BitMarket24 na liście było więc wykonaniem ustawowego obowiązku.
UKNF zaznacza jednocześnie, że po prawomocnym umorzeniu postępowania informacja może zostać usunięta z listy na pisemny wniosek uprawnionego podmiotu.
Przed sądem mają zeznawać pracownicy banku i KNF
Spór o prawie 2,5 mln zł będzie miał dalszy ciąg. BitMarket24 chce przesłuchania pracowników Credit Agricole oraz KNF, w tym byłego przewodniczącego Komisji Marka Chrzanowskiego i obecnego szefa nadzoru Jacka Jastrzębskiego.
Podczas poniedziałkowej rozprawy sąd zdecydował, że świadkowie mają być przesłuchiwani stacjonarnie. Kolejne terminy wyznaczono na 14 grudnia 2026 r. i 18 stycznia 2027 r.
Teraz przed sądem BitMarket24 będzie próbował wykazać związek między wpisem na listę ostrzeżeń KNF a utratą możliwości dalszego prowadzenia działalności. Komisja stoi na stanowisku, że działała zgodnie z prawem i odrzuca roszczenia giełdy. O tym, czy BitMarket24 należy się niemal 2,5 mln zł odszkodowania, rozstrzygnie sąd.