- Poseł Grzegorz Braun i niemiecka partia AfD wspólnie zaproponowali odbudowę i wznowienie działania gazociągów Nord Stream, sugerując nawet udział Polski w projekcie.
- Apel ten, wygłoszony ramię w ramię z prorosyjską AfD w dzień urodzin Władimira Putina, budzi poważne kontrowersje polityczne.
- Rząd Donalda Tuska, poprzez ministra energii, ostro potępił pomysł, uznając go za "niedopuszczalny" i "sprzeczny z polskim interesem energetycznym".
- Współpraca polskiego posła z AfD w tej kwestii jest postrzegana jako działanie zagrażające polskiej racji stanu i bezpieczeństwu energetycznemu.
Grzegorz Braun i AfD chcą wznowić Nord Stream. Co dokładnie proponują?
Wydawało się, że temat gazociągów Nord Stream, wysadzonych w tajemniczych okolicznościach jesienią 2022 roku, jest już zamknięty. Tymczasem wraca za sprawą polskiego posła i niemieckiej skrajnej prawicy. 7 października 2026 roku w niemieckim Lubminie, czyli w miejscu, gdzie kończą się nitki bałtyckich gazociągów, odbyła się konferencja prasowa z udziałem posła Grzegorza Brauna. Prezes Konfederacji Korony Polskiej wystąpił tam ramię w ramię z politykami prorosyjskiej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), w tym z deputowanym do Bundestagu Steffenem Kotré.
Ich wspólny postulat jest prosty: trzeba odbudować i ponownie uruchomić gazociągi Nord Stream. Poseł Grzegorz Braun publicznie poparł wznowienie Nord Stream, sugerując nawet, że Polska powinna stać się udziałowcem tego projektu. Całe wydarzenie miało symboliczny wymiar, na co zwróciła uwagę analityczka Instytutu Zachodniego Patrycja Tepper – konferencja odbyła się dokładnie w dniu urodzin Władimira Putina.
Rząd Donalda Tuska ostro o pomyśle na Nord Stream
Nic dziwnego, że pomysły zaprezentowane w Lubminie wywołały natychmiastową i bardzo ostrą reakcję w Warszawie. Na opublikowany przez Grzegorza Brauna film z konferencji błyskawicznie odpowiedział minister energii Miłosz Motyka. Jego zdaniem popieranie projektu, który od lat był uznawany za narzędzie rosyjskiego szantażu energetycznego, jest niedopuszczalne.
Stanowisko rządu Donalda Tuska w tej sprawie jest jednoznaczne i zostało wyrażone przez ministra energii Miłosza Motykę. W swoim wpisie w serwisie X (dawniej Twitter) napisał on wprost:
„Nie ma bardziej sprzecznego z polskim interesem energetycznym i naszą racją stanu projektu niż Nord Stream. Poparcie Brauna i jego partii dla tego projektu to dyskwalifikacja i zapisanie się do grona zwolenników bycia pod putinowskim butem. Nie można nazywać się patriotą i wspierać projekty zagrażające żywotnym interesom Polski. Wstyd!”.
Tym samym rząd Donalda Tuska jednoznacznie odciął się od jakichkolwiek pomysłów powrotu do importu rosyjskiego gazu przez Bałtyk, uznając je za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Dlaczego współpraca Brauna z AfD w sprawie Nord Stream budzi kontrowersje?
Aby w pełni zrozumieć wagę tego wydarzenia, trzeba znać kontekst polityczny. Alternatywa dla Niemiec (AfD) to partia, która w ostatnich latach rośnie w siłę, szczególnie we wschodnich landach. We wrześniu 2026 roku wygrała wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, zdobywając ponad 38% głosów. Partia ta jest otwarcie nacjonalistyczna, antyunijna i prorosyjska.W jej programie znajduje się m.in. postulat "normalizacji" stosunków z Rosją, zniesienia nałożonych na nią sankcji oraz właśnie odbudowy i uruchomienia gazociągu Nord Stream. Kontrowersje wokół apelu Grzegorza Brauna o Nord Stream potęguje fakt, że wygłosił go ramię w ramię z politykami AfD, partii znanej z prorosyjskich sympatii. Wspólna konferencja polskiego posła z przedstawicielami ugrupowania, które jawnie dąży do zbliżenia z Moskwą kosztem europejskiej solidarności, jest w Warszawie odbierana jako działanie całkowicie sprzeczne z polską racją stanu. Zwłaszcza w kontekście tego, co stało się z gazociągami cztery lata temu i trwającej od lat próby uniezależnienia się Polski od rosyjskich surowców