Spis treści
Kto ma większe szanse na zwycięstwo?
Polityczna gorączka w Szwecji sięga zenitu. Na placu boju przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi pozostają dwa bloki. Pierwszy to opozycja, której przewodzi była premier Magdalena Andersson, skupiająca Partię Robotniczą-Socjaldemokratyczną, Partię Lewicy, Partię Centrum oraz Zielonych. Drugi to obecna koalicja rządowa premiera Ulfa Kristerssona, w skład której wchodzą jego Umiarkowana Partia Koalicyjna, Chrześcijańscy Demokraci i Liberałowie, wspierani w parlamencie przez Szwedzkich Demokratów.
Na papierze wygląda to na niewielką, ale stabilną przewagę opozycji. Sebastian Nizio informuje na portalu wszystkoconajwazniejsze.pl, że średnia z jedenastu ostatnich badań opinii publicznej daje ugrupowaniom koalicji Magdaleny Andersson łącznie 51,5 proc. poparcia. W tym samym czasie centroprawicowy blok obecnego premiera może liczyć na 46,4 proc. głosów. Choć średnia z ostatnich sondaży wciąż daje przewagę opozycji, wybory w Szwecji wcale nie są jeszcze rozstrzygnięte, a rząd premiera Ulfa Kristerssona wyraźnie odrabia straty.
Walka o fotel premiera między Ulfem Kristerssonem a Magdaleną Andersson to tylko jedna strona medalu. Niedzielne głosowanie ma znacznie głębszy wymiar i może na stałe zmienić szwedzką scenę polityczną. Stawką jest historyczne, pierwsze w dziejach wejście do rządu ugrupowania Szwedzkich Demokratów.
Historyczna szansa dla Szwedzkich Demokratów. O co naprawdę toczy się gra?
Od 2022 roku Szwedzcy Demokraci, choć nie mają swoich ministrów, są kluczowym wsparciem dla mniejszościowego rządu Ulfa Kristerssona. Teraz, jeśli prawica utrzyma władzę, cena za dalsze poparcie może być znacznie wyższa – chodzi o objęcie tek ministerialnych. Wybory w Szwecji zdecydują więc, czy proces włączania Szwedzkich Demokratów do głównego nurtu polityki zakończy się ich wejściem do rządu. To scenariusz, który jeszcze dekadę temu był nie do pomyślenia, ponieważ Szwedzcy Demokraci są uważani przez polityczny mainstream jako "skrajna prawica", wokół której latami trwał budowany sumiennie kordon sanitarny pozostałych ugrupowań.
Szwedzcy Demokraci są jednak zapleczem parlamentarnym obecnego rządu i choć nie są oficjalnie członkiem koalicji rządzącej, ich współpraca opiera się na porozumieniu z Tidö, które umożliwiło wywieranie wpływu na gabinet Kristerssona, zwłaszcza w obszarze polityki bezpieczeństwa, migracyjnej, czy dotyczącej prawa karnego. Sytuacja może ulec radykalnej zmianie, gdyż premier już zapowiedział, że jeśli utrzyma się przy władzy, Szwedzcy Demokraci będą mogli objąć "ważne stanowiska ministerialne". Premier co prawda zadeklarował, że może oddać kilka resortów pod pieczę Szwedzkich Demokratów, jednak ich lider Jimmi Åkesson żąda o wiele więcej, nawet kilkunastu ministerstw. Póki co Kristersson odmówił, ale Szwedzcy Demokraci to partia, która w sondażach ma ok 20. proc. (drugie miejsce), więc z pewnością trzeba się z nią liczyć.
Kim są? To narodowo-konserwatywna partia o rysie socjalnym, która w Parlamencie Europejskim zasiada we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, czyli tam, gdzie np. stronnictwo włoskiej premier Giorgii Meloni czy Prawo i Sprawiedliwość. Deklarują przywiązanie do monarchii, protestanckiego Kościoła Szwecji, są zwolennikami ograniczenia imigracji, utrzymania zdobyczy socjalnych, ale ograniczenia ich dla imigrantów. Ponadto posługują się dość ostrą retoryką.
Nie jest to środowisko wolne od kontrowersji. Onet informuje, że lider partii Jimmie Åkesson od lat miał utrzymywać kontakty z szefem gangu motocyklowego Comanches. Dziennikarze ujawnili, że znajomość trwała co najmniej trzy lata, a sama grupa jest uznawana przez policję za organizację przestępczą. Pod koniec grudnia 2025 roku dwa czołowe szwedzkie media – tabloid "Expressen" oraz telewizja publiczna SVT – opublikowały materiały dowodzące, że polityk od dawna zna się z człowiekiem stojącym na czele regionalnego oddziału gangu motocyklowego. Sam Jimmie Åkesson nie zaprzeczył tym doniesieniom. Z akt śledczych, do których dotarli szwedzcy dziennikarze, wyłania się obraz Comanches grupy specjalizującej się w handlu narkotykami na dużą skalę, wymuszeniach haraczy od lokalnych przedsiębiorców oraz praniu brudnych pieniędzy. Biorąc pod uwagę, że Szwedzcy Demokraci kreują się jako obrońcy porządku i propagatorzy walki z przestępczością, posądzenie ich lidera o kontakty z grupą przestępczą z pewnością nie będzie pozytywnie procentowało w kontekście wyborów parlamentarnych.
Nowy krajobraz polityczny w Szwecji
Największą zmianą jest to, że nawet socjaldemokraci, którymi kieruje była premier Magdalena Andersson, mówią dziś znacznie twardszym językiem w sprawach migracji i bezpieczeństwa. To zwrot, który przybliża ich do stanowiska, jakie od dawna prezentują ich duńscy odpowiednicy. To zdecydowanie nowość dla największej partii lewicowej, która od dziesiątek lat słynęła z propagowania polityki otwartych granic i asymilacji imigrantów.
W efekcie spór nie toczy się już o to, czy w ogóle ograniczać napływ imigrantów. Teraz głównym tematem jest to, jak bardzo zaostrzyć przepisy i kto ma tym zarządzać. Zamiast tego, na pierwszy plan wysunęły się dwa tematy, które realnie dotykają Szwedów na co dzień: stan ochrony zdrowia i rosnąca przestępczość. To właśnie krajowe problemy najpewniej zadecydują o tym, kto wygra w niedzielę.
Kwestie zagraniczne, takie jak potępienie rosyjskiej agresji, członkostwo w NATO i dalsza pomoc dla Ukrainy, nie budzą większych kontrowersji. Tu panuje niemal pełna zgoda. W sferze ekonomicznej największa partia opozycyjna deklaruje tradycyjne dla socjaldemokracji przywiązanie dla welfare state i wyższych podatków dla najzamożniejszych. Cała uwaga skupia się na problemach wewnętrznych, które mogą przesądzić nie tylko o wyniku, ale i o przyszłym kształcie szwedzkiego rządu.
Portal wszystkoconajwazniejsze.pl ocenia, że Magdalena Andersson musi znaleźć wspólny język z mniejszymi partiami opozycyjnymi, które mają zupełnie inne, często sprzeczne oczekiwania. Partia Centrum i Partia Lewicy, potencjalni koalicjanci socjaldemokratów, wykluczają zasiadanie w jednym rządzie. Centryści chcą liberalnej polityki gospodarczej, podczas gdy Lewica domaga się większych wydatków socjalnych. Partia Lewicy nie jest też wolna od kontrowersji, gdyż, jak wskazuje "Rzeczpospolita", skandale związane z kandydatami o poglądach antysemickich, wspierających terroryzm palestyński, odcisnęły się piętnem na wizerunku ugrupowania. Wielu z kandydatów do parlamentu Partii Lewicy ma korzenie bliskowschodnie.
Do tego dochodzą Zieloni, którzy będą naciskać na radykalną zmianę w polityce klimatycznej i energetycznej. Zawiązanie koalicji między rak różniącymi się stronnictwami z pewnością będzie wymagało wiele wysiłku i elastyczności.
Szanse centroprawicy
Jeśli chodzi o obecny, centroprawicowy rząd, to tworzą go Umiarkowana Partia Koalicyjna oraz Chrześcijańscy Demokraci i Liberałowie. W ostatnim czasie gabinet Kristerssona walczył o elektorat, uwypuklając poprawiającą się kondycję szwedzkiej gospodarki i korzystne zmiany podatkowe. Od kwietnia bieżącego roku VAT na żywność został zmniejszony z 12 do 6 proc., co przełożyło się, jak twierdzi rząd, na lepszą sytuację gospodarstw domowych. Podniesiona została też prognoza wzrostu szwedzkiego PKB z 2,3 do 2,5 proc. Na korzyść koalicji rządzącej wpływa też bardziej restrykcyjna polityka bezpieczeństwa i malejąca liczba przestępstw, a zwłaszcza strzelanin. Zaostrzono też politykę azylową i możliwość uzyskania szwedzkiego obywatelstwa, co w dobie kryzysu migracyjnego, szczególnie mocno odczuwanego w Skandynawii, jest mocnym argumentem na wybory parlamentarne.
Głównym zmartwieniem pozostaje bezrobocie, które sięga już 8,7 proc. i jest jednym z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Do tego dochodzą wciąż odczuwalne skutki inflacji, która mocno dotknęła gospodarstwa domowe, a oczekiwane ożywienie gospodarcze po pandemii wciąż nie nadchodzi z powodu globalnych napięć.
Rząd Ulfa Kristerssona otworzył też drugi front – klimatyczny. Gabinet argumentuje, że w trudnych czasach priorytetem jest obniżenie kosztów życia obywateli, nawet kosztem ekologii. Właśnie dlatego centroprawica zdecydowała się na kilka radykalnych kroków: zmniejszyła wymagany udział biopaliw w transporcie, całkowicie zniosła podatek ekologiczny od biletów lotniczych oraz zlikwidowała podatek od toreb foliowych.
Decyzje te spotkały się z falą krytyki, nie tylko ze strony organizacji ekologicznych, ale i oficjalnych instytucji, takich jak szwedzka Rada Polityki Klimatycznej, która zarzuciła rządowi niewystarczające działania na rzecz ochrony klimatu. Symbolem społecznego sprzeciwu stał się wielki marsz klimatyczny, który pod koniec sierpnia przeszedł ulicami Sztokholmu. Uczestniczyło w nim około 50 tysięcy osób, co dodatkowo osłabiło wizerunek rządu Ulfa Kristerssona i pokazało skalę niezadowolenia.
Sytuacja jest dynamiczna i w złożonej układance politycznej w Szwecji wiele się może zdarzyć. Większość niewiadomych powinna się jednak wyjaśnić 13 września, kiedy Szwedzi pójdą do urn w wyborach parlamentarnych.