42. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. I nastała noc

i

Autor: Jarosław Stachowicz / Forum, Joseph P. Czarnecki / East News

Super Historia

I nastała noc 13 grudnia 1981 r. 42. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce

2023-12-10 20:27

Godzina milicyjna, karabiny na plecach patroli, koksowniki, zbrojni żołnierze w fabrykach, „wojsko na placach i we snach”. Działalność wszystkich organizacji społecznych i związków zawodowych zawieszona. Nastała noc, a jej nadejście zaplanowano w biały dzień

Spis treści

  1. Pozory dialogu z „Solidarnością”
  2. Byli w stanie - sytuacja przed stanem wojennym
  3. Głusi na tykanie - polityka gen. Jaruzelskiego
  4. Na ostrzu noża - przed 13 grudnia 1981
  5. Krakanie zamiast piania - 13 grudnia 1981
  6. Brutalne pacyfikacje ZOMO
  7. Gorzej niż gorzko - stan wojenny w Polsce

Stan wojenny w Polsce 13 grudnia 1981 to: 70 tys. żołnierzy, 30 tys. milicjantów, połowa tego funkcjonariuszy SB. Pierwszej nocy internowano blisko 3 tys. osób, przede wszystkim działaczy Solidarności. Granice zamknięte na głucho, równie głuche były słuchawki telefonów, ośrodki radia i telewizji obstawiono wojskiem, słowo pisane zatrzymano.

Pozory dialogu z „Solidarnością”

Podpisując porozumienie sierpniowe ze strajkującymi stoczniowcami władze PRL mierzyły już siły na niegodne zamiary. Nie zamierzały respektować tego, co same podpisały. Przez 16 kolejnych miesięcy pozorowały dialog z „Solidarnością”, myśląc jednocześnie o tym, jak ją spacyfikować. Od sierpnia'80 do grudnia'81 wydawało się, że nic nie może już powstrzymać pokojowej rewolucji. Polska zmieniała się na naszych oczach tak szybko i tak bardzo... Nagle można było głośno mówić prawdę. Panowała euforia, jakbyśmy byli uwiedzeni i odurzeni nagłą i niespodziewaną wolnością. „Jakbyśmy byli w Europie”. Wtedy wydawało się, że nic nie może nas ponownie stłamsić. Nic i nikt. Ale był taki jeden, mający za sobą wielu, który już czekał na właściwy moment.

Byli w stanie - sytuacja przed stanem wojennym

Koncepcja stanu wojennego została dopracowana w lutym 1981 r. Zanim wprowadzono ją w życie, gen. Wojciech Jaruzelski musiał się upewnić, że jeśli opór Solidarności okaże się ponad siły krajowe, atak na społeczeństwo, bo do tego to się sprowadzało, wesprze wojsko radzieckie. A Kreml mu na to – „tak toczna”. Stan wojenny w Polsce miał trzech najbardziej odpowiedzialnych, skrajnie negatywnych bohaterów – trzech komunistycznych generałów: Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i Floriana Siwickiego. Generał Jaruzelski był odpowiedzialny za użycie wojska do tłumienia wystąpień na Wybrzeżu w 1970 r., a więc za grudniową krew. Członek Biura Politycznego KC. PZPR, od 1981 r. jego pierwszy sekretarz i premier. Stanął na czele WRON. Stan wojenny z drakońskim dekretem gen. Jaruzelski ogłosił 13 grudnia o 6:00 rano. Internowano aż 10 tys. opozycjonistów. Kiedy dwa lata później, w 1983 roku stan wojenny zawieszono, by go nie odwiesić, Polska była ugotowana. Zwykli ludzie mieli dość napięcia: wejdą, nie wejdą, będą czy nie będą strzelać, zakatują czy wypuszczą. Jakby nam nagle opadły ręce. Ten stan po zapaści trafnie przedstawił poeta Jan Krzysztof Kelus: „Nie był potrzebny żaden sąsiad, rodzimej dosyć jest kanalii, by wytłumaczyć nam na zawsze, że nie jesteśmy w Portugalii, żeby przekonać nas raz jeszcze, że może Polak do Polaków, że nie jesteśmy w Portugalii i że to nie rewolucja kwiatów”. Władze odebrały polskiemu społeczeństwu podmiotowość na kilka następnych lat. Pozostała alternatywa w postaci podziemnych struktur Solidarności.

Zobacz także: Stan wojenny w Polsce. Tak żył generał Jaruzelski. Majątek odziedziczyła Monika Jaruzelska

Głusi na tykanie - polityka gen. Jaruzelskiego

Kreml planował od października 1980 r., że operacja wprowadzenia stanu wojennego w Polsce odbędzie się w obecności wojsk Układu Warszawskiego. I to podobno Stanisław Kania, lider PZPR, przekonał Moskwę, że nie ma co z Polski robić drugich Węgier. Przez to akcja nieco się opóźniła, na skutek czego wielu historyków zastanawia się dzisiaj, jak to w ogóle możliwe, że w Polsce, na początku lat 80, aż 15 miesięcy mogliśmy odurzać się wolnością. Nie słysząc tykania bomby. „Sytuacja jest dramatyczna” – oznajmił członkom Biura Politycznego 29 sierpnia 1981 r. Wojciech Jaruzelski – i po raz pierwszy wspomniał wtedy o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Póki co zarekomendował „demaskowanie politykierów i centralnych, i lokalnych". We wrześniu 1981 r. plan stanu wojennego zapięto na ostatni guzik. Przeszkolenie rezerwistów MO, przydzielenie zadań jednostkom wojskowym, SB z listami do internowania, projekty dekretów i rozporządzeń – wszystko było gotowe, obwieszczenia także. Jeszcze miesiąc, a terminator stanu wojennego, Wojciech Jaruzelski, zastąpił Kanię. Był teraz I sekretarzem KC, premierem i ministrem obrony narodowej.

Na ostrzu noża - przed 13 grudnia 1981

Kolejnym krokiem w stronę doprowadzenia Polski do stanu wojny było zaostrzenie i tak niestabilnej sytuacji: prowokacja z 2 grudnia, jaką było rozbicie przez ZOMO strajku w warszawskiej szkole oficerów pożarnictwa. Na świeżo upieczonych magistrów pożarnictwa, spadł helikopterowy desant. Tak zaczynał się „czas apokalipsy”. 5 grudnia Biuro Polityczne dało Jaruzelskiemu nieograniczone pole działania, a po dwóch dniach w Warszawie był już marszałek Wiktor Kulikow (dowódca wojsk Układu Warszawskiego). Przyjechał na zaproszenie generalicji zawiadującej zapaścią. W przeddzień ogłoszenia stanu wojennego, w sobotę rano, kilku generałów podjęło decyzję i wykonało parę telefonów do Moskwy. Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego, w noc przed ogłoszeniem został przyjęty przez Radę Państwa, która z jednym wyjątkiem (wyłamał się przewodniczący PAX, Ryszard Reiff) zagłosowała za.

Krakanie zamiast piania - 13 grudnia 1981

13 grudnia zamiast „Teleranka” nadawanego o 9:00 wyemitowano kolejne, już któreś tam z rzędu przemówienie generała o ukonstytuowaniu się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) i wprowadzeniu na mocy dekretu Rady Państwa stanu wojennego na terenie całego kraju. Jednostki MSW złożone z grup specjalnych – w tym oddziałów ZOMO i jednostek antyterrorystycznych, a także funkcjonariuszy, SB w ramach operacji „Azalia” opanowały Polskie Radio i Telewizję, a w centrach telekomunikacyjnych zablokowały wszelkie połączenia. Działaczy „Solidarności” i przywódców opozycji milicjanci i esbecy internowali w ramach operacji „Jodła”. Jak powiedział historyk prof. Andrzej Paczkowski, „samo to słowo «zaczynamy» gen. Jaruzelski wypowiedział o 14:00. Od godz. 14:00 zaczął się faktyczny proces wprowadzania stanu wojennego”. Do siedzib lokalnych zarządów „S” wkroczyło ZOMO. Ich pracowników zatrzymano, urządzenia łącznościowe i poligraficzne przejęto. Oddziały pancerne i zmechanizowane wjechały do miast, co u wielu przywołało zapamiętane z dzieciństwa i młodości traumatyczne obrazy okupacji. Urzędy, węzły komunikacyjne, obiekty strategiczne, jak choćby dworce, zostały obstawione przez wojsko. Obradujący w Warszawie Kongres Kultury Polskiej stał się dla wewnętrznych najeźdźców czymś w rodzaju tacy. Mieli tam na miejscu wszystkich z listy do aresztowania. Intelektualiści dołączyli więc w obozach internowania do działaczy i pomocników „Solidarności”. Drugą tacą – do wyboru, do koloru – była Komisja Krajowa NSZZ „Solidarności”, która w przeddzień 13 grudnia zebrała się w Gdańsku. Nocą zatrzymano blisko 30 jej członków i kilku doradców. Aresztowania udało się uniknąć nielicznym, którzy umknąwszy zbrojnemu ramieniu władzy musieli zacząć ukrywać się.

Brutalne pacyfikacje ZOMO

13 grudnia w kazaniu prymas Glemp wzywał do uniknięcia rozlewu krwi. „Nie podejmujcie walk Polak przeciw Polakowi!”. A mówił tak, co wprost można wywnioskować ze słów „nawet za cenę narażenia się na zniewagi”, nie do tych, którzy zaatakowali, ale do tych drugich – żeby broń Boże nie zechcieli kontrakcji. 14 grudnia zaczął strajkować przemysł. Protestowały huty, w tym „Katowice” i „imienia Lenina”, stanęła większość kopalń, porty, stocznie i fabryki. Bierny opór, strajkując okupacyjnie, stawiono w 199 zakładach. A władze uznały: damy radę. I dały. Rzuciły do walki ciężki sprzęt. Brutalne pacyfikacje zakładów przez ZOMO wywoływały strach paraliżujący bardziej niż aresztowania. 16 grudnia 1981 roku w Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” górnicy przez 8 godzin stawiali opór milicji. A ta, niczym w grudniu 1970 r., użyła broni. Zginęło dziewięciu górników. W stanie wojennym, w różnych okolicznościach, również w milicyjnych komisariatach zmieniających się tu i tam w katownie (patrz: śmierć maturzysty Grzegorza Przemyka) miało jeszcze zginąć około setki osób. Najdłużej, bo do 28 grudnia, trwały strajki podziemne, najtrudniejsze do stłumienia.

Gorzej niż gorzko - stan wojenny w Polsce

Karol Modzelewski, jeden z liderów opozycji demokratycznej w okresie PRL, człowiek, który wymyślił nazwę „Solidarności” dla powstającego niezależnego samorządnego związku zawodowego z Lechem Wałęsą na czele, na pytanie zadane w trakcie wywiadu, jak to się stało, że „Solidarności” utraciła kontakt z bazą, czyli z robotnikami, odpowiedział: „Solidarności” nie przetrwała jako masowy ruchu zakorzeniony w załogach wielkich zakładów pracy właściwie już pierwszych tygodni stanu wojennego. Odpowiedź jest więc taka: bazę społeczną zniszczył Jaruzelski stanem wojennym w 1981 r., najdalej w styczniu 1982, a dobił w następnych miesiącach. Mówiliśmy: „Solidarność” żyje, bo potrzebowaliśmy dodać sobie animuszu...

QUIZ PRL: Dokąd i jak Polacy uciekali z PRL?

Pytanie 1 z 10
Jeśli ktoś zostawał na Zachodzie np. nie wracając z zagranicznej wycieczki, MO mówiło, że jest:
Pieniądze to nie wszystko Paweł Wojciechowski
Najnowsze