Aż trzy ministerstwa musiały wziąć udział w porozumieniu dotyczącym ekspresowego wprowadzenia e-dowodu. Były to resorty: zdrowia, cyfryzacji, oraz spraw wewnętrznych i administracji. Szczegółowy harmonogram ma być gotowy do końca lipca. Najtrudniejsze mogą być kwestie związane z podpisem elektronicznym i procesem uwierzytelniania e-dowodu oraz dostępem do usług służby zdrowia.
Aby elektroniczny dokument mógł wejść w użytkowanie, muszą być w polskim prawie wprowadzone zmiany, a ich zakres jest właśnie przedmiotem konsultacji międzyresortowej. Polska dostała już blisko 300 milionów złotych na prace związane z wprowadzeniem e-dowodu od Unii Europejskiej, ale oczekuje konkretnych efektów. Po prostu w kwietniu albo będziemy mieli dowód w smartfonie albo dotację trzeba będzie oddać w całości.
ZOBACZ TEŻ: Imigranci ratują Europę przed wymarciem? Wskaźniki są bezlitosne
To stawia pod znakiem zapytania całą koncepcję karty ubezpieczenia zdrowotnego (KUZ), która miała byc osobnym "plastikiem" i nawet pełnić funkcję regularnej karty płatniczej. Przede wszystkim KUZ miał umożliwić elektroniczną identyfikację klienta, czyli ... to samo, co e-dowód. Mimo to prace nad oboma dokumentami prowadzono równolegle. Niemniej gwoździem do trumny tego projektu będzie prawdopodobnie zapowiedź Radziwiłła o powszechnym dostępie do służby zdrowia, po czym weryfikacja stanie się zbędna. Miał być kluczem do danych medycznych, choćby w razie wypadku.
Jednak system gromadzenie takich danych nie powstał. Ruszy dopiero po starcie e-dowodu i będzie mógł otwierać dostęp do historii choroby, odbioru e-recepty, czy rejestracji elektronicznej, a w odpowiednich momentach serwować dane typu: grupa krwi czy informacje o chorobach przewlekłych. Reforma ma kosztować 1,5 miliarda złotych, a wymianie będzie podlegać 27 milionów egzemplarzy dowodów osobistych.