- Narasta konflikt w Biedronce: spór o warunki pracy i historia kasjerki z kanapką ujawniają kulisy codziennych zmagań.
- Związkowcy żądają 1000 zł podwyżki i zwiększenia obsady, a po fiasku rozmów szykują referendum strajkowe.
- Sprawdź, czy to początek rewolucji w polskim handlu i jak sytuacja w Biedronce wpłynie na klientów i pracowników!
„Nie mam kogo, druga kasjerka ma teraz przerwę śniadaniową” – taką odpowiedź miała usłyszeć klientka jednego ze sklepów Biedronki. Jak opisuje „Gazeta Pomorska”, w placówce utworzyła się duża kolejka do jedynej czynnej kasy. Gdy jedna z osób poprosiła o uruchomienie kolejnego stanowiska, kierowniczka miała wezwać pracownicę, która właśnie jadła śniadanie.
Ona dosłownie biegła z tej przerwy do kasy, mając jeszcze kanapkę w ręku i pełną buzię – relacjonowała gazecie pani Ewa z Bydgoszczy.
To relacja jednej klientki i nie można na jej podstawie oceniać sytuacji we wszystkich placówkach sieci. Wpisuje się jednak w znacznie szerszy konflikt dotyczący warunków pracy w Biedronce. Związkowcy wskazują właśnie na liczbę obowiązków oraz obsadę sklepów jako jedne z problemów, które chcą rozwiązać.
1000 zł brutto podwyżki. W Biedronce szykują referendum
W Biedronce od lutego trwa spór zbiorowy pomiędzy „Solidarnością” a pracodawcą. Ostatnia runda mediacji nie przyniosła porozumienia, dlatego związkowcy zapowiadają kolejny krok – referendum strajkowe. Na stole są konkretne żądania. Jednym z głównych jest podwyżka wynagrodzenia o 1000 zł brutto dla każdego pracownika. „Solidarność” chce również wprowadzenia premii frekwencyjnych i zwiększenia zatrudnienia. Kolejny postulat dotyczy godzin funkcjonowania placówek – sklepy miałyby być otwarte maksymalnie do godz. 22.
Przewodnicząca „Solidarności” w Biedronce Gabriela Kaim przekonuje, że pracownicy są coraz bardziej zdeterminowani. Związek wiąże swoje postulaty m.in. z obciążeniem załogi obowiązkami. Teraz wiele zależy od dalszego przebiegu sporu i wyniku zapowiadanego referendum.
Biedronka odpowiada związkowcom. Pokazuje miliony na podwyżki
Pracodawca przedstawia własne dane. Jak podaje „Gazeta Pomorska”, Biedronka informuje, że od początku roku podwyżkami objęła ponad 70 tys. pracowników. Firma ma przeznaczać na ten cel ponad 200 mln zł rocznie, a dodatkowo zwiększyła wysokość możliwych premii.
Spór w największej sieci dyskontów nie jest jednak jedynym takim przypadkiem na polskim rynku pracy. O wynagrodzeniach i warunkach zatrudnienia coraz głośniej mówią także pracownicy innych dużych sieci handlowych.
Wrze również w Lidlu. Tam też padła kwota 1000 zł
W Lidlu związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy również domagają się 1000 zł podwyżki dla każdego pracownika oraz zwiększenia zatrudnienia. Organizacja zapowiada możliwość strajku generalnego.
Sieć odpowiada, że oferuje jedne z najwyższych wynagrodzeń w branży. W oświadczeniu przekazanym „Gazecie Pomorskiej” Lidl poinformował, że w 2026 r. zamierza przeznaczyć ponad 240 mln zł na podwyżki i tworzenie nowych miejsc pracy.
Dino pod lupą PIP. 1300 decyzji nakazowych
Jeszcze inny wymiar problemów z warunkami pracy w handlu pokazały kontrole w Dino. Jak informują „Gazeta Pomorska” i Portal Spożywczy, Państwowa Inspekcja Pracy zainteresowała się siecią po sprawie dotyczącej niskiej temperatury w jednym ze sklepów. Kontrole wykazały m.in. zbyt niską temperaturę oraz zastawione alejki, a PIP wydała łącznie 1300 decyzji nakazowych.
Sytuacje w Biedronce, Lidlu i Dino mają różny charakter, ale pokazują, że warunki zatrudnienia w handlu stają się coraz głośniejszym tematem. W Biedronce konflikt jest już na etapie sporu zbiorowego, a po nieudanych mediacjach kolejnym krokiem zapowiadanym przez związkowców jest referendum strajkowe.