Spis treści
Magazyny pustoszeją w zastraszającym tempie
Cushing w stanie Oklahoma to jedno z najważniejszych miejsc dla amerykańskiego rynku naftowego. To właśnie z tego miejsca ropa trafia rurociągami do rafinerii w całych Stanach Zjednoczonych.
Jeszcze niedawno w magazynach przechowywano około 40 milionów baryłek surowca. Dziś zapasy skurczyły się do zaledwie 21,6 miliona baryłek. To poziom niebezpiecznie bliski granicy, przy której system zaczyna mieć problemy z normalnym funkcjonowaniem.
Eksperci przypominają, że gdy rezerwy spadają poniżej 20 milionów baryłek, część ropy pozostającej w zbiornikach staje się praktycznie niemożliwa do wykorzystania.
Wojna napędza głód ropy
Jednym z powodów gwałtownego spadku zapasów jest rekordowy popyt na amerykańską ropę. W obliczu napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie wiele państw zaczęło szukać alternatywnych źródeł dostaw.
W efekcie ropa opuszcza magazyny szybciej, niż amerykańscy producenci są w stanie uzupełniać zapasy. Analitycy podkreślają, że świat coraz mocniej opiera się na dostawach ze Stanów Zjednoczonych.
Świat zbliża się do punktu krytycznego
Problem nie dotyczy wyłącznie USA. Zapasy ropy w najbogatszych państwach świata również szybko maleją. Według ekspertów światowy system bezpieczeństwa energetycznego znajduje się coraz bliżej granicy, po której nawet niewielkie zakłócenie może wywołać chaos.
Pożar rafinerii, awaria rurociągu czy seria niekorzystnych zjawisk pogodowych mogłyby w takiej sytuacji doprowadzić do gwałtownych skoków cen.
– W tej chwili bijemy na alarm – ostrzegł Mike Sommers, prezes Amerykańskiego Instytutu Naftowego.
Historia pokazuje, kiedy paliwo drożeje
Analitycy przypominają, że podobne sytuacje miały już miejsce. Gdy poziom zapasów w Cushing zbliżał się do operacyjnego minimum, ceny paliw osiągały rekordowe poziomy.
Tak było między innymi w 2008 roku, a także w latach 2022 i 2023. Zdaniem ekspertów istnieje ryzyko, że podobny scenariusz może powtórzyć się już w najbliższych tygodniach.
Ropa po 200 dolarów za baryłkę?
Prognozy specjalistów nie należą do optymistycznych. Według części analityków cena ropy może w najbliższych miesiącach wzrosnąć do 140–160 dolarów za baryłkę.
Jeszcze bardziej pesymistyczne scenariusze zakładają, że jeśli sytuacja nie poprawi się do końca roku, notowania mogą zbliżyć się nawet do 200 dolarów za baryłkę.
To oznaczałoby ogromną presję na ceny paliw, transportu i wielu produktów codziennego użytku.
Czy Polacy odczują to przy dystrybutorach?
Choć problem dotyczy amerykańskich magazynów, skutki mogą odczuć kierowcy na całym świecie. Polska nie jest wyjątkiem. Wzrost cen ropy niemal zawsze przekłada się na wyższe koszty benzyny, oleju napędowego i transportu.
Jeżeli spełnią się obawy ekspertów, najbliższe miesiące mogą przynieść kolejną falę podwyżek. A to oznacza, że tankowanie samochodu może znów stać się poważnym obciążeniem dla domowych budżetów.