Spis treści
Koniec z polowaniem na kupony?
Jeszcze niedawno chcąc kupić taniej, trzeba było mieć telefon pod ręką. Aplikacja sklepu, aktywowanie kuponu, kod rabatowy, odpowiednia liczba produktów w koszyku, minimalna wartość zakupów… Lista warunków potrafiła być długa.
Teraz coraz więcej firm dochodzi do wniosku, że klient może mieć tego zwyczajnie dość.
Zamiast kolejnych kodów i kuponów pojawia się prostsza zasada: niższa cena jest widoczna od razu na półce.
Taką strategię stosuje m.in. Lidl. Sieć obniża regularne ceny wybranych produktów i podkreśla, że klient nie musi aktywować kuponu ani korzystać z aplikacji Lidl Plus.
Cena ma być niższa od razu
Na podobny ruch zdecydowała się Kuchnia Vikinga. Firma nadal oferuje rabat, ale jego wysokość zależy od długości zamówienia. Najważniejsze jest to, że zniżka nalicza się automatycznie.
Nie trzeba szukać kodu, przepisywać go ani zastanawiać się, czy został poprawnie wpisany.
Prof. Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego w rozmowie z portalem dlahandlu.pl uważa, że to część większej zmiany na rynku. Firmy coraz częściej przenoszą korzyść cenową bezpośrednio do cennika.
To nie jest całkowita nowość. Strategia stałych, niskich cen od dawna funkcjonuje w handlu. Teraz jednak coraz więcej marek z różnych branż zaczyna odchodzić od krótkich, skomplikowanych promocji.
Klienci mają dość pilnowania promocji
Dlaczego tak się dzieje? Zdaniem ekspertki problemem nie jest sama chęć oszczędzania.
Klient chce kupować taniej. Nie chce jednak wykonywać dodatkowej pracy, żeby na tę obniżkę zasłużyć.
Trzeba pamiętać o kodzie. Trzeba aktywować kupon. Trzeba mieć aplikację. Czasami trzeba kupić określoną liczbę produktów albo wydać konkretną kwotę.
– Konsumenci nie są zmęczeni oszczędzaniem. Są zmęczeni koniecznością zarządzania promocjami, aby nie przepłacić – tłumaczy prof. Jolanta Tkaczyk.
I właśnie ta wygoda może stać się dla sklepów nową bronią w walce o klientów.
Dyrektywa Omnibus utrudniła „fałszywe promocje”
Na zmianę polityki cenowej wpływają także przepisy. Od 2023 roku obowiązuje w Polsce dyrektywa Omnibus. Przy obniżce sprzedawca musi informować m.in. o najniższej cenie produktu z 30 dni poprzedzających promocję.
Utrudnia to stosowanie sztucznie zawyżonych cen, od których następnie naliczana jest efektowna, ale pozorna obniżka.
W tej sytuacji stała i rzeczywista niższa cena może być dla sklepu prostszym rozwiązaniem. Klient od razu widzi, ile płaci, zamiast zastanawiać się, czy promocja jest faktycznie atrakcyjna.
Promocje mogą stracić swoją moc
Jest jeszcze jeden problem. Jeśli sklep bez przerwy organizuje promocje, klient może dojść do wniosku, że cena regularna jest niewarta zapłacenia.
Kupujący zaczyna czekać. Skoro w przyszłym tygodniu może być promocja, po co kupować dzisiaj?
To może uderzać zarówno w marże sklepów, jak i wiarygodność ich cen.
Stała, przejrzysta obniżka może więc paradoksalnie bardziej przekonać klienta niż kolejna wielka akcja promocyjna.
Ale promocje nie znikną
Nie oznacza to jednak końca promocji. Ekspertka przewiduje raczej model mieszany.
Podstawą ma być stała i przejrzysta cena, która daje klientowi poczucie bezpieczeństwa. Obok niej pozostaną jednak wybrane promocje sezonowe czy akcje skierowane do lojalnych klientów.
Kupony i aplikacje mogą więc nadal istnieć, ale ich rola się zmieni.
Nie będą już konieczne, aby dostać dobrą cenę na podstawowe produkty. Mają raczej służyć do dodatkowego przyciągania klientów, budowania lojalności czy organizowania specjalnych akcji.
Sklepy tracą coś ważnego
Prostsze promocje mają jednak również swoją cenę dla sprzedawców.
Aplikacje i programy lojalnościowe pozwalają sklepom zbierać informacje o klientach. Dzięki temu mogą analizować zakupy i przygotowywać bardziej spersonalizowane oferty.
Jeśli firma zrezygnuje z kuponów i aplikacji, może stracić część tych danych.
Dlatego sklepy będą musiały znaleźć sposób na połączenie dwóch rzeczy: prostej, uczciwej ceny dla klienta i skutecznego marketingu dla firmy.
Nadchodzi era prostszych cen?
Wiele wskazuje na to, że coraz więcej firm będzie testować taki model. Klient ma wiedzieć, ile kosztuje produkt i ile rzeczywiście oszczędza. I to bez studiowania regulaminów i przeszukiwania telefonu.
Promocje nie znikną, ale mogą przestać być codziennym polowaniem na okazję.
Zamiast „Czy mam odpowiedni kupon?”, coraz częściej wystarczy pytanie: „Ile kosztuje ten produkt?”