Spis treści
Szok dla dawców krwi
"Rząd dokręca śrubę krwiodawcom. Zmiany mogą odstraszyć chętnych do oddawania krwi" - alarmują dawcy. Od 1 maja zmieniają się przepisy.
Zgodnie z nowymi zasadami, jeśli ktoś zgłosi się do centrum krwiodawstwa, ale nie przejdzie kwalifikacji, nie dostanie pełnego dnia wolnego. Pracodawca uzna jedynie czas spędzony na badaniach oraz dojazd. I na tym przywilej się kończy.
Koniec kombinowania czy cios w dawców?
Zmiana ma uporządkować system i ukrócić nadużycia. Niestety, ale zbyt często zdarzały się przypadki, gdy wizyta w punkcie krwiodawstwa była sposobem na dodatkowy dzień wolny. Teraz takie praktyki mają zniknąć.
Ale nie wszyscy zgadzają się ze zmianami. Wśród krwiodawców zawrzało. Wielu z nich podkreśla, że nowe przepisy mogą zniechęcić kolejne osoby do oddawania krwi.
„Nigdy nie wiadomo, czy przejdzie się kwalifikację. A teraz trzeba ryzykować własnym czasem i pieniędzmi” – mówią oburzeni dawcy.
Zmianowi pracownicy w najgorszej sytuacji
Jak podkreślają sami zainteresowani, najbardziej poszkodowani mogą być pracownicy zmianowi. Dla nich wizyta w centrum krwiodawstwa to często logistyczna łamigłówka. Nowe zasady tylko pogłębiają problem.
"Nie mają pewności, ile potrwa wizyta. Do tego dochodzi konieczność brania urlopu „na zapas” czy zamieszanie w grafiku" – to tylko część trudności, na które wskazują dawcy.
Za oddaną krew wciąż są przywileje
Na szczęście nie wszystko znika. Osoby, które faktycznie oddadzą krew, nadal mogą liczyć na dwa dni wolnego – w dniu oddania krwi i dzień później. Do tego dochodzi posiłek regeneracyjny, zwrot kosztów przejazdu oraz ulga podatkowa.
Eksperci studzą emocje i przekonują, że zmiany mają sens. Ich zdaniem nowe przepisy pokażą, kto naprawdę chce pomagać, a kto traktował system jako sposób na tzw. "wolne za nic".
Polecany artykuł: