- Populacja Polski skurczyła się do 37,3 mln, a 238,3 tys. urodzeń w 2023 roku to najniższy wynik w historii, pogłębiający kryzys demograficzny.
- Polska jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw, z medianą wieku 43,8 roku – wyższą niż średnia europejska.
- Współczynnik dzietności spadł do alarmującego poziomu 1,07, co jest jednym z najgorszych wyników na świecie i daleko od prostej zastępowalności pokoleń.
- Dramatyczna sytuacja demograficzna stawia pod znakiem zapytania przyszłość systemu emerytalnego, grożąc niższymi świadczeniami lub koniecznością dłuższej pracy.
Najnowsze dane przedstawione przez Urząd Statystyczny w Warszawie z okazji Światowego Dnia Ludności nie pozostawiają złudzeń. Polska mierzy się z potężnym wyzwaniem, a liczby są bezlitosne. Jak poinformował Marcin Kałuski z Mazowieckiego Ośrodka Badań Regionalnych, populacja naszego kraju w analizowanym okresie skurczyła się do 37,3 mln osób. To spadek o 0,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Główną przyczyną jest dramatycznie niska liczba urodzeń. W 2025 roku na świat przyszło zaledwie 238,3 tys. dzieci, czyli aż o 5,4 proc. mniej niż rok wcześniej.
Dlaczego Polska jest jednym z najstarszych społeczeństw w Europie?
Problem nie polega jednak tylko na tym, że jest nas coraz mniej. Jesteśmy też społeczeństwem, które starzeje się w bardzo szybkim tempie. Okazuje się, że statystyczny mieszkaniec Polski jest starszy nie tylko od przeciętnego Europejczyka, ale też od mieszkańców innych kontynentów.
Analitycy wskazują, że Polska należy do jednych z najstarszych społeczeństw na świecie. Mediana wieku w naszym kraju wynosi już 43,8 roku, co jest wynikiem wyższym niż średnia dla całej Europy (42,8 roku). Dla porównania, w Ameryce Południowej połowa populacji nie przekroczyła 31,7 roku, w Azji 32,5 roku, a w Ameryce Północnej 38,7 roku. Najmłodszym kontynentem pozostaje Afryka, gdzie mediana wieku to zaledwie 19,3 roku. To pokazuje, jak wielka przepaść demograficzna dzieli nas od innych części globu.
Jaki jest współczynnik dzietności i co to oznacza dla systemu emerytalnego?
Kluczowym wskaźnikiem, który obrazuje skalę problemu, jest współczynnik dzietności. To parametr określający przeciętną liczbę dzieci, które urodziłaby kobieta w ciągu swojego życia. Aby zapewnić prostą zastępowalność pokoleń, powinien on wynosić około 2,1. Tymczasem w Polsce spadł on do dramatycznie niskiego poziomu 1,07. To jeden z najgorszych wyników na świecie. Dla porównania, średnia dla Europy to 1,41, dla Azji 1,87, a dla Afryki aż 3,95.
Tak fatalne dane muszą mieć swoje konsekwencje. Jednym z najpoważniejszych skutków, jakie przyniesie kryzys demograficzny w Polsce, będzie rosnące obciążenie dla systemu emerytalnego. Mówiąc wprost: coraz mniej osób pracujących będzie musiało utrzymywać coraz większą liczbę emerytów. Choć obecna ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk deklaruje, że nie podwyższy wieku emerytalnego, twarde dane ekonomiczne są nieubłagane. Jak celnie zauważył publicysta Kamil Fejfer:
"Demografia i konstrukcja systemu pokazują jednak prosty rachunek: bez dłuższej pracy emerytury będą coraz niższe wobec pensji albo dopłaty z budżetu będą rosły".
Stajemy więc przed wyborem: albo będziemy pracować dłużej, albo nasze przyszłe świadczenia będą symboliczne. Sytuacja demograficzna Polski stawia pod znakiem zapytania stabilność finansów publicznych na kolejne dekady.
Polecany artykuł:
