Leszek Miller ostro: Hołownia doznał widowiskowej klęski

2026-02-08 18:01

- Polityka jest jak narkotyk - mówi Leszek Miller w rozmowie z Hubertem Biskupskim w programie "Alfabet Millera". I dodaje, że nie dziwi się, że Hołownia, który był wziętym showmanem, chciał wejść do tego brutalnego świata. - I poniósł widowiskową klęskę - dodaje Miller, nazywając jego partyjny projekt sezonowym. Czy Hołownia się podniesie i zostanie premierem? - W Polsce wszystko może się zdarzyć - dodaje były premier.

  • Leszek Miller ocenia karierę Szymona Hołowni, porównując go do Woody'ego Allena i analizując, dlaczego artyści wchodzą do polityki.
  • Były premier uważa, że Hołownia "poniósł widowiskową klęskę" i zapłacił cenę za brak odwagi w kluczowym momencie.
  • Miller przewiduje rozbicie partii Polska 2050 i zastanawia się, czy Hołownia zdoła podnieść się politycznie.
  • Czy polityka to rzeczywiście "narkotyk", który sprawi, że Hołownia wróci do gry? Przeczytaj całą rozmowę.

Hubert Biskupski: Panie premierze, czy to już jest ten moment, kiedy można pisać nekrolog polityczny Szymona Hołowni?

Leszek Miller: W polskie polityce trudno wyrażać kategoryczne sądy, dlatego że byliśmy świadkami tylu cudownych zmartwychwstań albo nawróceń, że nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Gdyby to wszystko działo się w jakimś ustabilizowanym od lat systemie demokracji parlamentarnej, to można by tak powiedzieć, ale na pewno pan Szymon Hołownia przeżywa ogromny kryzys, a wraz z nim całe jego polityczne ugrupowanie, bo ono było tworzone wokół lidera.

Gdyby pan premier miał taki nekrolog polityczny tu i teraz przygotować, to co by pan wpisał?

Czasami myślałem, kogo przypomina Szymon Hołownia, ale nie w środowiskach politycznych, tylko raczej artystycznych, bo ja go poznałem wtedy, kiedy był utalentowanym artystą telewizyjnym.

Utalentowanym pan mówi?

Wygląda na to, że jego talent bardziej jaśniał na ekranie telewizyjnym, niż potem w Sejmie. Ale wie pan, on mi przypomina Woody’ego Allena – taki troszkę egzaltowany, jednocześnie niestroniący od dowcipu i sarkazmu.

Woody Allen jest chyba obdarzony odrobiną więcej talentu?

Woody Allen był, jest i wygląda na to, że będzie, natomiast życiorys polityczny Hołownie będzie krótki. Nawiasem mówiąc, gdyby pan Hołownia nas tutaj zapytał, co mu radzimy, to ja bym mu powiedział: „Niech pan wraca do telewizji”

Złośliwi mogą powiedzieć, że Ronald Reagan też był kiedyś aktorem, wykonywał ten sceniczny zawód i został prezydentem Stanów Zjednoczonych, i to chyba całkiem dobrym.

To prawda. Ale można do tego dodać kolejną sylwetkę, mianowicie prezydenta Zełenskiego, który może nie był wziętym aktorem, chociaż miał dobrą i znaczącą rolę do odegrania, ale był utalentowanym komikiem. Zatem zdarzają się przypadki, że ludzie z estrady czy z desek teatru przechodzili do polityki, ale to były bardzo rzadkie przypadki, kiedy odnosili polityczne sukcesy.

Dlaczego Hołownia poszedł do polityki?

Odnoszę wrażenie, że w pewnym momencie rozwoju osobowości artystycznej, kiedy artysta zauważa, że jest magnesem przyciągającym tłumy, zadaje sobie pytanie: „Skoro jestem tak atrakcyjny, to dlaczego mam nie spróbować w polityce?”. Pan Hołownia zostanie w gronie jednosezonowych gwiazd politycznych, które stworzyły projekt, który osiągnął powodzenie i potem doznał widowiskowej klęski.

Po co artysta wchodzi do polityki? Przecież tam nie ma wielkich pieniędzy, jeżeli jest się w polityce człowiekiem uczciwym.

Myślę, że chodzi o poczucie wpływu. Artysta wyobraża sobie, że nie będzie tylko komentował biegu zdarzeń, ale będzie go kształtował. Przechodzi tam, gdzie są podejmowane decyzje, czyli do polityki.

Co czeka Szymona Hołownię?

Mam nadzieję, że udane życie rodzinne, bo jego żona zrezygnowała z kariery wojskowej, co ładnie o niej świadczy.

Dlaczego Polacy głosowali na Hołownię?

W każdych wyborach Polacy głosują na jakąś „świeżynkę”, bo wierzą, że ten niedoskonały duopol powinien jakoś się skończyć. Dziwię się moim rodakom, że robią to za każdym razem, sparzają się, a jednak przychodzą kolejne wybory i znowu głosują na „świeżynkę”.

Hołownia może i był „świeżynką”, ale na jego listach sporo było ludzi po politycznych przejściach: Joanna Mucha, Paweł Zalewski, Paulina Henning-Kloska…  

Niech pan nie przesadza. Mam wrażenie, że to było pospolite ruszenie zwabione wizją spędzenia czterech lat w ławach sejmowych.

Czemu tak szybko kariera polityczna Hołowni legła w gruzach? To wyłącznie jego wina, czy odrobinę pomógł mu w tym Donald Tusk?

To jest wina przede wszystkim samego zainteresowanego. Publiczność zaczęła mieć wątpliwości, po czyjej stronie jest pan marszałek Sejmu – czy jest członkiem koalicji, czy wysyła sygnały do opozycji PiS-owskiej. Zapłacił cenę za brak odwagi, bo miał moment, w którym mógł zagrać bardzo poważną rolę. Gdyby zażądał dokładnego przeliczenia głosów i nie organizował Zgromadzenia Narodowego w celu zaprzysiężenia Karola Nawrockiego aż do wyjaśnienia wątpliwości, prawdopodobnie przeszedłby do historii jako poważny marszałek.

Pan wierzy w to, że Donald Tusk rzeczywiście nie chciał zaprzysiężenia Karola Nawrockiego? Że gotów był na eskalację konfliktu?

Dotarły do mnie opowieści, że Donald Tusk przez pewien czas chciał to wyjaśnić, ale straszono go tysiącami ludzi na ulicach i krwawymi jatkami. Tusk się tego przestraszył i powiedział: „Dobrze, trzeba machnąć ręką, jedziemy dalej”. Gdyby Hołownia zrobił to na własną odpowiedzialność, Tusk nie mógłby tego skontrować. Ale obydwaj panowie doszli do wniosku, że lepiej nie ryzykować.

Zapytam o polityczną przyszłość Polski 2050. Jesteśmy po spektaklu wyborczym w tej formacji. W pewnym momencie Szymon Hołownia groził wyprowadzeniem, jak to określił: licznej grupy posłów. Czy istnieje groźba rozłamu i rozbicia koalicji rządzącej?

Bardziej prawdopodobne jest rozbicie Polski 2050, niż rozbicie koalicji rządzącej. Niebezpieczeństwo dla koalicji pojawiłoby się wtedy, gdyby odeszło co najmniej 18 osób, co było i jest nieprawdopodobne. To były takie „strachy na lachy”. Ta partia jest pęknięta na pół. Donald Tusk nie będzie przyspieszał jej rozbicia i będzie spokojnie czekał, aż posłowie, marząc o kolejnej kadencji, sami do niego przyjdą.

Czy jest coś, co panu imponuje w Szymonie Hołowni?

Imponował mi w programach telewizyjnych i na początku kadencji, gdy pozytywnie wyróżniał się sposobem prowadzenia obrad Sejmu. Jednak potem zabrakło mu dostojności, jaką mieli jego  poprzednicy, tacy jak Józef Oleksy czy Włodzimierz Cimoszewicz.

Czy Hołownia będzie chciał startować w wyborach parlamentarnych za dwa lata?

Myślę, że tak, bo polityka to specyficzny narkotyk. Wywołuje głód wpływu i poczucie, że tworzy się historię. Hołownia przypomina teraz tygrysa, który czai się do skoku. Ukrył się na chwilę, ale szykuje się do dalszych działań.

Już jednego tygryska w naszej polityce mamy, nie wiem, czy znajdzie się miejsce dla kolejnego…

(Śmiech).

Rozmawiał: Hubert Biskupski

2026_02_05_Alfabet Millera H jak Hołownia
Sonda
Czy Szymon Hołownia był dobrym marszałkiem Sejmu?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki