Spis treści
Mieszkania dla Francuzów
Liderka francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen zainaugurowała swoją kampanię wyborczą przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku w Hénin-Beaumont w północnej Francji. Co obiecywała zrobić, jeśli uda się jej wkroczyć do Pałacu Elizejskiego? Postulaty są zasadniczo tradycyjne dla jej ruchu politycznego.
Sercem programu Marine Le Pen są dwie proste, ale mocne obietnice społeczne, które mają odpowiedzieć na największe bolączki zwykłych ludzi: wysokie koszty życia i kryzys mieszkaniowy. Liderka Zjednoczenia Narodowego stawia sprawę jasno – jeśli wygra wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku, wprowadzi zasadę "pierwszeństwa narodowego". Euronews wskazuje, że w praktyce ma to oznaczać, że obywatele Francji będą mieli pierwszeństwo w dostępie do mieszkań komunalnych, ale także innych usług publicznych. Jak sama zadeklarowała podczas pierwszego dużego wystąpienia w Hénin-Beaumont, za jej rządów „Francuzi będą mieli we Francji więcej praw niż inni” i to niezależnie od religii, pochodzenia czy koloru skóry.
Chcę, by sytuacja z mieszkaniami we Francji, dziś tak napięta, wróciła w ciągu pięciu lat do normalności - oświadczyła i zapewniła, że pod jej rządami Francja rozpocznie masową budowę mieszkań oraz ochronę własności przed squatami.
PAP zaznaczył, że na jej słowa odnośnie polityki mieszkaniowej odniosła się później broniąca praw lokatorskich w mieszkaniach socjalnych Narodowa Konfederacja Mieszkalnictwa. Organizacja podkreśliła, że priorytetowe traktowanie Francuzów "nie rozwiąże niczego" w kontekście niskiej dostępności do zasobów mieszkaniowych. NKM dodała ponadto, że kłamstwem jest, jakoby cudzoziemcy we Francji mieli być fundamentalnym powodem braku mieszkań.
Cięcia podatków
Drugim filarem propozycji Marine Le Pen jest bezpośrednie uderzenie w drożyznę. Głównym punktem jej programu, mającego zwalczyć wysokie koszty życia, jest obniżka podatku VAT na energię, gaz i olej opałowy z obecnych 20 proc. do zaledwie 5,5 proc. To konkretna propozycja, która ma przynieść natychmiastową ulgę dla domowych budżetów. Le Pen nie szczędziła przy tym krytyki obecnej władzy, pytając retorycznie: „Dokąd trafiają pieniądze, skoro podatki i daniny rosną, a usługi świadczone obywatelom Francji się sypią?”.
To sygnał, że jej kampania będzie oparta na twardej krytyce dotychczasowego systemu i obietnicy postawienia potrzeb Francuzów na pierwszym miejscu.
Co ciekawe, inny lider ugrupowania Jordan Bardella, który stara się o stanowisko premiera Republiki, nie zabrał głosu podczas wiecu. Marine Le Pen namówiła jednak uczestników spotkania, by odśpiewali mu "Happy Birthday" (obchodził tego dnia urodziny), co miało najpewniej rozładować pojawiające się od pewnego czasu pogłoski na temat rzekomego rozdźwięku między nimi.
Dlaczego bastionem Zjednoczenia Narodowego jest Hénin-Beaumont?
Wybór Hénin-Beaumont na start kampanii nie był przypadkowy. To liczące 26 tysięcy mieszkańców, dawne miasteczko górnicze na północy Francji, jest dziś prawdziwym bastionem partii Marine Le Pen. Burmistrzem od 14 lat jest tu Steeve Briois ze Zjednoczenia Narodowego, a sama Le Pen od 2017 roku reprezentuje ten okręg w parlamencie. To tutaj, w regionie doświadczonym przez upadek przemysłu, bezrobocie i globalizację, jej hasła trafiają na podatny grunt.
Można powiedzieć, że jest to swoisty francuski odpowiednik amerykańskiego Pasa Rdzy, w którym ruch MAGA z prezydentem Donaldem Trumpem na czele, jest szczególnie popularny.
Rzecznik partii, Laurent Jacobelli, tłumaczy ten fenomen w prosty sposób. Jego zdaniem mieszkańcy, którzy kiedyś ciężko pracowali dla Francji, zostali brutalnie zawiedzeni.
Region Pas-de-Calais był niegdyś górniczym zagłębiem, gdzie ludzie ciężko pracowali, płacili podatki, dawali z siebie wszystko dla Francji, żeby utrzymać rodziny i budować domy. Globalizacja i upadek usług publicznych brutalnie ich zawiodły. Tu zrozumiano, że suwerenność coś znaczy, że ojczyzna i naród to ważne wartości. Dlatego Marine Le Pen przekonała wyborców: bo pokazuje, że suwerenność i reindustrializacja są możliwe - zaznaczył.
Sentyment za suwerenną, zorientowaną na klasę robotniczą i solidaryzm społeczny Francją jest tu powszechne. Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. W dniu wiecu lokalni działacze antyfaszystowscy z górniczego kolektywu Anti-Fasciste du Bassin Minier rozwiesili protestacyjny transparent przed dworcem kolejowym. Ich zdaniem partia Le Pen zyskuje poparcie, bo w regionach dotkniętych bezrobociem" łatwo jest zrzucić winę na kozły ofiarne". Lokalni przeciwnicy podkreślają, że wielu mieszkańców sprzeciwia się "skrajnej prawicy", ale często milczą ze strachu lub nie wiedzą, jak wyrazić swój opór wobec programu Zjednoczenia Narodowego.
Jesteśmy na poprzemysłowych, opuszczonych terenach, gdzie rośnie bezrobocie, więc opowieść, że to wszystko przez kolejne kozły ofiarne wskazywane przez Zjednoczenie Narodowe, rozprzestrzenia się bardzo szybko – stwierdziła jedna z aktywistek, Ludivine.
Mimo tych obiekcji, wielu mieszkańców chwali lokalne władze za dbanie o czystość i bezpieczeństwo, a także za kilkukrotne obniżenie podatku od nieruchomości. To pokazuje, że na poziomie lokalnym partia potrafi skutecznie zarządzać i zdobywać zaufanie, co jest kluczowe w kontekście nadchodzących wyborów we Francji.
Wyrok i kontrowersje. Jaka jest przeszłość Marine Le Pen?
Mimo mocnego startu kampanii, nad Marine Le Pen wciąż unosi się cień problemów prawnych i kontrowersji, które mogą wpłynąć na jej walkę o prezydenturę. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że dużą w tym rolę odgrywają media, uwypuklające dawne problemy i kontrowersje środowiska Le Pen. Kluczową sprawą jest ubiegłoroczny wyrok. W lipcu 2025 roku paryski sąd apelacyjny podtrzymał orzeczenie skazujące ją za defraudację środków unijnych. Kara to rok pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego oraz 45-miesięczny zakaz pełnienia funkcji publicznych, z czego 30 miesięcy w zawieszeniu.
To jednak nie zamknęło jej drogi do Pałacu Elizejskiego. Mimo wyroku skazującego, sąd orzekł, że Marine Le Pen może kandydować w wyborach prezydenckich w 2027 roku, co otworzyło jej drogę do obecnej kampanii. Liderka Zjednoczenia Narodowego zapowiedziała złożenie skargi kasacyjnej, by walczyć o pełne uniewinnienie.
Problemy prawne to nie wszystko. Partia regularnie musi mierzyć się z oskarżeniami o rasizm. Pod koniec 2025 roku media obiegło nagranie z Carcassonne, na którym policjanci wygłaszali rasistowskie i seksistowskie komentarze. Choć sprawa była głośna w całej Francji, jej zwolennicy w Hénin-Beaumont zdawali się nią nie przejmować.
Nie sądzę, żeby sam fakt, że głosujemy na Marine Le Pen, oznaczał, że jesteśmy rasistami – stwierdził w rozmowie z Euronews Antoine, 19-letni działacz Zjednoczenia Narodowego.
Wydaje się, że jest to część szerszego zjawiska i strategii politycznej, tj. wieloletnich prób "normalizacji" wizerunku partii i odcięcia się od radykalnej przeszłości jej założyciela, a prywatnie ojca Marine, Jean-Marie Le Pena, wielokrotnie skazywanego za mowę nienawiści. Te wysiłki będą kluczowe, jeśli Zjednoczenie Narodowe chce przekonać do siebie nie tylko twardy elektorat, ale i centrum francuskiej sceny politycznej.
Koniec pomocy dla Ukrainy? Le Pen stawia twarde warunki
Zbliżające się wybory prezydenckie we Francji mogą też przynieść prawdziwy zwrot w europejskiej polityce wobec Ukrainy. Marine Le Pen, która według sondaży prowadzi w wyścigu o fotel w Pałacu Elizejskim, stawia sprawę jasno: koniec z finansowym wsparciem dla Kijowa. "Politico" informuje, że liderka Zjednoczenia Narodowego jest gotowa kontynuować wysyłanie sprzętu wojskowego o charakterze obronnym oraz szkolić ukraińskich żołnierzy, ale kategorycznie sprzeciwia się dalszemu przekazywaniu środków finansowych.
Możemy nadal szkolić ich żołnierzy i siły zbrojne oraz dostarczać im sprzęt, aby mogli się bronić. Jednak pod względem finansowym nie możemy już tego robić – powiedziała Le Pen w telewizji LCI.
Decyzja, którą zapowiada Le Pen, ma nie być podyktowana jakąś szczególną wrogością wobec Ukrainy, a twardą oceną finansów publicznych Francji. Zjednoczenie Narodowe od dawna wskazuje na rosnące napięcia w budżecie państwa. Prognozy na ten rok mówią o deficycie publicznym przekraczającym pięć procent, co stawia pod znakiem zapytania zdolność kraju do ponoszenia dodatkowych obciążeń.
Szczególną niechęć budzi unijna pożyczka dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro, gwarantowana z budżetu UE, na który składają się państwa członkowskie. Politycy jej partii uważają, że Ukraina nigdy nie będzie w stanie spłacić tego długu, a ostateczny koszt spadnie na barki europejskich podatników.
Nie można z jednej strony twierdzić, że nie ma ani jednego euro na waloryzację emerytur o inflację, a z drugiej strony, że są miliardy na składkę netto na rzecz Unii Europejskiej - powiedziała Le Pen.