- Dlaczego masło nagle staniało do 99 groszy – i kto tak naprawdę za to płaci?
- Co mówi ekonomista Credit Agricole o „maślanym wyścigu” dyskontów?
- Jak nadprodukcja w UE i import z USA wpłynęły na ceny w polskich sklepach?
- Kiedy branża mleczarska może liczyć na poprawę sytuacji?
Spis treści
Masło za złotówkę – promocja czy pułapka?
Do 30 kwietnia Biedronka oferuje masło ekstra 82 proc. za 99 groszy. Warunek: karta Moja Biedronka i dzienny limit dwóch kostek na konto. Cena regularna tego samego produktu to 5,99 zł. Lidl nie pozostaje w tyle – jego masło extra 83 proc. kosztuje 1,99 zł za sztukę przy zakupie trzech kostek z kuponem w aplikacji Lidl Plus. Oferta obowiązuje tylko 20–22 kwietnia w sklepach stacjonarnych.
Podobne akcje obie sieci powtarzają regularnie od początku 2026 roku. W marcu Biedronka oferowała kostkę masła za złotówkę przy zakupie 10 sztuk. W kwietniu, tuż po Wielkanocy, Lidl wystawił masło Pilos 83 proc. za 99 groszy – tylko przez jeden dzień, z limitem trzech opakowań na kupon. Biedronka natychmiast odpowiedziała lustrzaną ofertą. To nie przypadek i nie hojność.
„Cena wyraźnie poniżej kosztów produkcji”
Jakub Olipra, ekonomista z banku Credit Agricole, nie ma wątpliwości.
– Ceny masła poniżej 1 zł za kostkę to cena wyraźnie poniżej kosztów produkcji – mówi w rozmowie z „Faktem”.
Wyjaśnia też, dlaczego sieci tak chętnie sięgają po masło jako wabik na klientów.
– Kostki masła są wystandaryzowane co do wielkości i zawartości tłuszczu. Klienci łatwo porównują ceny między sklepami. Dlatego masło bardzo często staje się przedmiotem promocji – sieć przyciąga nim klienta, który przy okazji kupi inne produkty. Te inne produkty są trudniejsze do porównania cenowego. Na nich sieć zarobi i odrobi stratę na maśle – tłumaczy ekonomista.
Tanie masło nie jest więc równoznaczne z tanimi zakupami. To element przemyślanej strategii sprzedażowej, która ma poprawić percepcję cen w sklepie. Realny koszt koszyka zakupowego pozostaje jednak wysoki.
Nadprodukcja i import z USA obniżyły ceny surowca
Skąd w ogóle wzięły się tak niskie ceny masła? To efekt splotu kilku zjawisk rynkowych. W ostatnim kwartale 2025 roku w Unii Europejskiej wyprodukowano o ponad 20 proc. więcej masła niż rok wcześniej. W Polsce wzrost produkcji wyniósł 12 proc. rok do roku. Do tego doszedł import masła ze Stanów Zjednoczonych, który dodatkowo nasycił europejski rynek.
W efekcie cena surowca spadła do 18–19 zł za kilogram. Dla porównania: dwa lata temu kostka masła kosztowała 8–10 zł, a cena kilograma przekraczała 40 zł. Spadek jest więc dramatyczny i błyskawiczny.
Dyskonty wykorzystały tę sytuację natychmiast. Niższe koszty zakupu surowca pozwoliły im zejść z ceną promocyjną do poziomów, które jeszcze rok temu byłyby nie do pomyślenia. Efekt medialny jest ogromny – a o to właśnie chodzi.
Mleczarnie tracą, choć konsumenci chwilowo zyskują
Średnia cena kostki masła w marcu 2026 roku wynosiła według GUS 6,49 zł. Promocyjne ceny dyskontów to wyraźny wyjątek od rynkowej normy – i wyjątek, który uderza bezpośrednio w branżę mleczarską.
Olipra ostrzega wprost:
– Takie kampanie są bardzo niekorzystne dla branży mleczarskiej. Wywierają dodatkową presję na marże w i tak już trudnej sytuacji rynkowej. Mamy dziś do czynienia z nadpodażą i spadkiem cen skupu mleka. Promocje poniżej i tak już niskiej ceny rynkowej tylko pogłębiają problem – zaznacza ekonomista.
Wtóruje mu Jarosław Malczewski, wiceprzewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych oraz prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej, w wypowiedzi dla Radia Poznań. Jego zdaniem kluczem do wyjścia z kryzysu jest ograniczenie produkcji masła oraz wprowadzenie przez Unię Europejską instrumentów celnych chroniących rynek – w tym ceł na masło importowane z USA.
Producenci masła, w tym wielkopolskie mleczarnie, liczą na poprawę koniunktury na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2026 roku, gdy rynek powinien zacząć wchłaniać nagromadzone nadwyżki.
Kto w końcu zapłaci za tanią kostkę?
Konsumenci krótkoterminowo korzystają – to fakt. Ale strategia „loss leader”, czyli sprzedaż produktu poniżej kosztów w celu przyciągnięcia klienta, działa tylko dlatego, że straty są odrabiane gdzie indziej. Na wyższych marżach na innych produktach w koszyku. Sieć handlowa nigdy nie dokłada do interesu na dłuższą metę.
Koszt tej gry ponosi branża mleczarska. A pośrednio – rolnicy i producenci mleka, którzy sprzedają surowiec po coraz niższych cenach skupu. Im bardziej dyskonty nakręcają „maślany wyścig”, tym trudniejsza staje się sytuacja tych, którzy masło faktycznie produkują.
Masło za złotówkę? Zapłacisz – tylko że przy innej półce.
