Mielonka turystyczna, bimber i oranżada. Ile kosztowały wakacje w PRL? [ZDJĘCIA]

2020-08-11 9:22 Karolina Januszek
Golizna na plaży w czasch PRL
Autor: NAC Golizna na plaży w czasch PRL

Polska Rzeczpospolita Ludowa poza cała masą problemów i ograniczeń miała także i dobrą stronę, którą z utęsknieniem wspominają starsze pokolenia. Jeszcze lepszy smak miały wakacje za komuny, nikt nie znał wtedy pojęcia all inclusive, nie było drinków z parasolkami, a zamiast tropikalnych owoców na śniadanie jadło się mielonkę turystyczną i popijało herbatę z termosu. Zobacz, ile kosztowały największe wakacyjne luksusy w PRL-u?

PRL kojarzy się przede wszystkim z pustymi półkami w sklepach i gigantycznymi kolejkami. Młodszemu pokoleniu może się wydawać, że w takich warunkach przygotować się i przeżyć niezapomniane wakacje jest niemalże niewykonalne. Nic bardziej mylnego. Wczasy w Polskiej Republice Ludowej miały swój niezapomniany smak. Mało kto wtedy wyjeżdżał za granicę, a jeśli już to do państw bloku wschodniego. Nikomu nie marzyła się klimatyzacja w pokoju, a pojęcia all inclusive się nie znało. Symbolem wakacji za komuny był maluch, w którego na dwa tygodnie była w stanie zapakować się czteroosobowa rodzina z psem.

Czytaj również: Rozpusta w PRL. Dzisiejsi dziadkowie udają, że tego nie pamiętają


Kolejnym znakiem tamtych czasów były wakacje w ośrodkach zakładów pracy. Praktycznie każdy pracodawca oferował swoim pracownikom wczasy w zakładowym ośrodku. Jak podaje serwis turystyka.wp.pl w rekordowym 1978 roku na wypoczynku zorganizowanym przebywało ponad 4,5 mln Polaków, z tego blisko 4 mln w ośrodkach zakładów pracy. Trzeba podkreślić, że ośrodki te nie należały do szczególnie luksusowych, wspólna łazienka czy wilgoć były na porządku dziennym, ale nikomu to nie przeszkadzało. Takie miejsca miały również swoje udogodnienia, jak place zabaw dla dzieci, baseny na świeżym powietrzy czy kręgielnie, czyli dokładnie to samo czego urlopowicze poszukują dzisiaj.

Sprawdź także: Drożyzna w sklepach. Owoce ostro w górę, za jabłka zapłacisz fortunę

Innym popularnym sposobem na urlop w PRL-u były biwaki i kempingi, a wyposażenie tego rodzaju wczasów stanowiło kwintesencję minionej epoki. Obowiązkowo trzeba było wziąć ze sobą zapas konserwy turystycznej, która w latach 70-tych kosztowała około 29 złotych oraz butlę na gaz ( koszt około 275 złotych). Jedna rzecz się jednak nie zmieniła, na wakacjach alkohol leje i lał się strumieniami. Urlopowicze na każdym biwaku czy kempingu meldowali się uzbrojenie z zapasy wódki, piwa i wina. Na początku lat 70-tych za butelkę czystej trzeba było zapłacić około 55 złotych, tańsze było wino, kosztowało około 36 złotych, a piwo około 3,60 złotych.

Luksusy w PRL. Życie jak w madrycie!

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Najnowsze