- Koalicja "Mój głos. Moja własność" zrzeszająca ZASP, ZZTD i ZZAP powstała, aby chronić aktorów głosowych przed nieautoryzowanym wykorzystaniem ich głosów przez sztuczną inteligencję.
- Głos jest uznawany za element tożsamości i pracy twórcy, dlatego środowisko artystyczne apeluje o pilne regulacje prawne, które zapewnią ochronę i wynagrodzenie za jego użycie.
- Sprawa Jarosława Łukomskiego, którego głos bezprawnie wykorzystano w reklamie, jest pierwszym takim pozwem w Polsce i może stać się precedensem.
- Koalicja postuluje obowiązek uzyskiwania zgody na użycie głosu przez AI, transparentność danych treningowych i oznaczanie treści generowanych algorytmicznie.
Koalicja „Mój głos. Moja własność” odpowiada na rozwój AI
Najważniejsze organizacje branżowe – Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), Związek Zawodowy Twórców Dubbingu (ZZTD) oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich (ZZAP) – połączyły siły, by przeciwdziałać nadużyciom technologii. Inicjatywa ma chronić aktorów głosowych, lektorów i dubbingowców przed wykorzystywaniem ich pracy bez zgody i wynagrodzenia.
Dynamiczny rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji sprawia, że coraz częściej powstają syntetyczne głosy, które zastępują oryginalnych wykonawców. Problem dotyczy nie tylko rynku reklamowego, ale również audiobooków czy produkcji audiowizualnych.
Głos jako element tożsamości i pracy twórcy
Środowisko artystyczne podkreśla, że głos nie jest zwykłym plikiem dźwiękowym. To element tożsamości oraz efekt wieloletniej pracy zawodowej.
Rozumiemy, że technologia rozwija się szybciej niż przepisy, ale państwo nie może pozostawać bierne wobec nadużyć. Potrzebne są jasne regulacje, które zagwarantują twórcom prawo do decydowania o wykorzystaniu ich głosu, adekwatne wynagrodzenie oraz skuteczną ochronę przed bezprawnym kopiowaniem. W ramach Koalicji „Mój głos. Moja własność” – z udziałem ZASP, ZZTD oraz ZZAP – apelujemy do władz o pilne działania regulacyjne w tym obszarze – mówi Jan Tomaszewicz.
Sprawa Jarosława Łukomskiego może być przełomowa
Symbolem problemu stała się sprawa Jarosława Łukomskiego, którego głos pojawił się w reklamie bez jego wiedzy. Lektor opisuje sytuację wprost:– Usłyszenie siebie w takiej sytuacji wywołało szok, nie jakiś pozytywny szok, tylko rodzaj wielkiego rozgoryczenia, bo to trochę tak jakby ktoś wpadł do mojego domu i go splądrował - mówił lektor w Polsat News.
Pozew trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie i jest pierwszym tego typu przypadkiem w Polsce. Może on wyznaczyć standardy odpowiedzialności za wykorzystanie głosu w erze deepfake.
Brak regulacji uderza w cały rynek
Eksperci zwracają uwagę, że bez nowych przepisów problem będzie narastał. Twórcy mogą być wypierani przez technologię, a ich wynagrodzenia systematycznie spadać.
Koalicja postuluje m.in. obowiązek uzyskiwania zgody na użycie głosu przez AI, transparentność danych treningowych oraz oznaczanie treści generowanych przez algorytmy. Wśród propozycji pojawia się także wsparcie dla producentów korzystających z pracy aktorów.
Rosnąca skala nadużyć pokazuje, że walka o prawa do głosu dopiero się zaczyna – i dotyczy nie tylko artystów, ale całego rynku mediów.
Polecany artykuł:
