- Nowe przepisy unijne wprowadzą rewolucyjne zmiany w badaniach technicznych aut jeszcze w tym roku, mające na celu eliminację fikcyjnych przeglądów i niedopuszczanie do ruchu niesprawnych pojazdów.
- Zmiany uderzą w właścicieli starszych, często importowanych aut (ponad 15 lat, silniki Diesla), które obecnie stanowią lwią część rynku wtórnego w Polsce.
- Wprowadzone zostaną restrykcyjne kontrole stanu elektroniki, systemów bezpieczeństwa i emisji spalin (np. filtr DPF), co może wykluczyć z ruchu wiele samochodów.
- Nowe regulacje spowodują, że zweryfikowanie historii pojazdu i jego realnego stanu technicznego stanie się kluczowe, a auta z udokumentowaną, "czystą" historią zyskają na wartości.
Wielka rewolucja na rynku aut używanych. Co oznaczają nowe przepisy?
Koniec z przymykaniem oka na stacji diagnostycznej. Unia Europejska chce, żeby przeglądy techniczne wreszcie stały się realną kontrolą stanu pojazdów, a nie tylko formalnością do podbicia w dowodzie. Nowe, surowe wytyczne mają wejść w życie jeszcze w tym roku i mogą wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi, zwłaszcza w Polsce. Jak ostrzega cytowany przez portal forsal.pl Robert Lewandowski, Business Development Manager w CARFAX Polska, nasz krajowy motoryzacyjny rynek wtórny stoi przed ogromnym wyzwaniem.
Liczby mówią same za siebie. W ubiegłym roku w Polsce właściciela zmieniło 3,5 miliona używanych samochodów. Ponad połowa z nich miała 15 lat lub więcej, a 40 proc. stanowiły pojazdy z silnikiem Diesla. To właśnie te auta, często sprowadzane z zagranicy w kiepskim stanie technicznym, mogą mieć największy problem z zaliczeniem nowych, bardziej rygorystycznych badań. Sprzedaż samochodu, który nie przejdzie takiej kontroli, stanie się praktycznie niemożliwa.
Dlaczego obecny system przeglądów w Polsce jest nieszczelny?
Problem polega na tym, że dotychczasowe przepisy były zbyt liberalne. Pozwalały na dopuszczanie do ruchu aut, które w rzeczywistości nie powinny po nim jeździć. Najlepszym dowodem na skalę tej patologii jest oficjalna statystyka. Jak wynika z danych przytaczanych przez Lewandowskiego, obecnie zaledwie 2 proc. samochodów w Polsce otrzymuje negatywny wynik podczas okresowego przeglądu. To absurdalnie mało, biorąc pod uwagę faktyczny stan naszej floty.
„Ponad 70 proc. takich aut pochodziło z importu, 42 proc. jest po wypadkach, a blisko 90 proc. miało bogatą historię, obejmującą różne ryzykowne czynniki, jak uszkodzenia, kolizje czy nietypowe wskazania licznika” – wylicza ekspert CARFAX Polska. Mimo tak poważnych danych, zaledwie 2 proc. aut w Polsce otrzymuje negatywny wynik podczas okresowych przeglądów. To pokazuje, że system jest dziurawy, a wiele nieprawidłowości jest po prostu ignorowanych przez diagnostów. Nowe przepisy mają to zmienić raz na zawsze.
Jakie zmiany w badaniach technicznych wprowadzi Unia Europejska?
Nowe regulacje uderzą w najsłabsze punkty obecnego systemu kontroli. Już dziesięcioletnie auta mają podlegać znacznie bardziej restrykcyjnym badaniom. Diagności będą musieli z większą uwagą przyglądać się stanowi elektroniki oraz kluczowych systemów bezpieczeństwa. Prawdziwa rewolucja dotyczy jednak pomiaru emisji spalin.
Koniec z oszustwami na filtrach DPF. Na stacjach diagnostycznych pojawią się precyzyjne urządzenia do pomiaru emisji cząstek stałych, czyli toksycznej sadzy. Mają one bezbłędnie wykrywać, czy w aucie z silnikiem Diesla filtr cząstek stałych został wycięty lub jest niesprawny. Do tej pory była to pięta achillesowa polskiej diagnostyki. Nowe, rygorystyczne badania techniczne aut sprawią, że wiele pojazdów po prostu nie zostanie dopuszczonych do ruchu. Co więcej, powstanie wspólna dla całej Unii Europejskiej baza danych o pojazdach. Dzięki niej ukrycie niekorzystnej historii przeglądów czy wypadkowej przeszłości auta stanie się znacznie trudniejsze niż dotychczas.
Największy problem będą mieli właściciele starych pojazdów, zwłaszcza tych z silnikami Diesla. Jak wyjaśnia ekspert CARFAX Polska, nowa rzeczywistość może być dla nich bolesnym zderzeniem z faktami. Dla przeciętnego posiadacza starego pojazdu z silnikiem Diesla nowe przepisy unijne mogą oznaczać konieczność kosztownych napraw, często przewyższających wartość samochodu. W takiej sytuacji utrzymywanie auta stanie się po prostu nieopłacalne.
Zmiany wymuszą także większą ostrożność na kupujących. Dokładna weryfikacja historii pojazdu i jego faktycznego stanu technicznego przed zakupem przestanie być opcją, a stanie się absolutną koniecznością. W przeciwnym razie można nieświadomie kupić samochód, którego legalne użytkowanie będzie wymagało ogromnych inwestycji. Popyt przesunie się w stronę młodszych aut i hybryd, a samochody z udokumentowaną, „czystą” historią znacznie zyskają na wartości. To one staną się bezpieczniejszą inwestycją dla kupujących.
Źródło: Forsal.pl