Niedzielne zakupy wrócą? Eksperci wyliczyli, ile gospodarka traci na zakazie

Zakaz handlu w niedziele od lat dzieli Polaków. Jedni cieszą się z dodatkowego dnia wolnego, inni narzekają na tłok w sklepach w soboty i ograniczony wybór. Z analiz ekonomicznych wynika jednak, że na zamkniętych w niedziele sklepach traci nie tylko handel. Mniejsza sprzedaż oznacza również niższe wpływy i słabszy wzrost gospodarczy.

Kobieta z wózkiem na dziale owoców w supermarkecie. O stratach gospodarki przez zakaz handlu czytaj na SE Superbiz.
Autor: Pexels.com

Zakaz handlu w niedziele uderza w gospodarkę

Zakaz handlu w niedziele obowiązuje w Polsce od 2018 roku i od początku wywołuje ogromne emocje. Przepisy miały chronić pracowników i dać im więcej wolnego czasu. Z drugiej strony sklepy, galerie handlowe i część ekonomistów wskazują na straty związane z ograniczeniem sprzedaży.

Branża handlowa ma ogromne znaczenie dla polskiej gospodarki. Generuje około 15 proc. rocznego PKB i daje pracę blisko 2 mln osób. Nic więc dziwnego, że każda zmiana przepisów dotyczących handlu odbija się szerokim echem w społeczeństwie.

Jedna niedziela bez handlu to mniej sprzedaży

Zakaz wprowadzano stopniowo. W marcu 2018 roku sklepy zostały zamknięte w dwie niedziele w miesiącu. Rok później handel był możliwy już tylko w jedną niedzielę, a od 2020 roku obowiązuje zakaz z niewielkimi wyjątkami. 

Ekonomiści PKO BP szacowali, że jedna niedziela niehandlowa ogranicza miesięczny wolumen sprzedaży detalicznej o około 1,1 proc. Według ich wyliczeń rozszerzenie zakazu na kolejne niedziele mogło oznaczać sprzedaż detaliczną niższą o około 3,3 proc. w porównaniu z sytuacją, w której takich ograniczeń by nie było. W takim scenariuszu dynamika PKB mogła być niższa o około 0,5 pkt proc.

Trzeba jednak pamiętać, że dokładne wyliczenie wpływu zakazu na gospodarkę jest trudne. Przepisy wprowadzano etapami, a na wyniki handlu mocno wpłynęła również pandemia.

Galerie płacą, nawet gdy sklepy są zamknięte

Problem dotyczy nie tylko sprzedawców. Zakaz mocno odczuwają także właściciele i najemcy galerii handlowych. W niedziele centra handlowe często i tak funkcjonują. Otwarte mogą być restauracje, kawiarnie czy kina. Budynki trzeba więc ogrzewać, oświetlać i klimatyzować, mimo że wiele sklepów pozostaje zamkniętych.

Galerie tracą zatem część przychodów, ale koszty ich utrzymania nie spadają w podobnym stopniu. Polska Rada Centrów Handlowych przekonuje, że niedziele należą zwykle do dni z największymi obrotami. Według szacunków organizacji przywrócenie handlu mogłoby zwiększyć obroty sklepów o około 4 proc., a zatrudnienie w handlu o 20–40 tys. osób.

Nie wszyscy pracownicy korzystają z zakazu

Zwolennicy ograniczeń wskazują przede wszystkim na pracowników. Dodatkowa wolna niedziela ma oznaczać więcej czasu dla rodziny i odpoczynku. Problem w tym, że zakaz obejmuje tylko część pracowników handlu. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji szacowała, że około połowa osób zatrudnionych w handlu i tak pracuje w placówkach nieobjętych zakazem.

Chodzi m.in. o pracowników stacji paliw czy sklepów działających na zasadach franczyzy. W takich miejscach niedzielny ruch może być nawet większy, bo część klientów przenosi tam zakupy. Zakaz może być również problemem dla osób, które chciały dorabiać właśnie w niedziele. Dotyczy to między innymi studentów.

Małe sklepy wcale nie zaczęły rosnąć

Jednym z argumentów za zakazem było wsparcie małych, lokalnych sklepów. Dane przywoływane przez Instytut Obywatelski pokazują jednak, że liczba małych sklepów spożywczych nadal spadała.W 2016 roku było ich ponad 55,4 tys., a w 2019 roku już tylko 41,3 tys. 

Autorzy analizy wskazywali, że małym sklepom trudno konkurować cenami z dużymi sieciami i dyskontami. Zakaz handlu w niedziele nie odwrócił więc trendu ich likwidacji.

Polacy chcą niedzielnych zakupów?

Spór o niedzielny handel dotyczy także samych klientów. Kolejne badania opinii publicznej pokazują, że znaczna część Polaków chce przynajmniej częściowego powrotu handlu w siódmy dzień tygodnia.

W jednym z przywoływanych badań 54 proc. respondentów opowiedziało się za możliwością robienia zakupów w niedziele. Nieco mniej, bo 26 proc. chciało otwarcia sklepów we wszystkie niedziele, a 28 proc. dopuszczało handel w dwie niedziele w miesiącu.

Inne badania wskazywały na podobny kierunek, choć poparcie dla zmian różniło się w zależności od badania i grupy respondentów.

Co dalej z zakazem?

W ostatnich latach pojawiały się propozycje różnych zmian. Jedni chcą całkowitego powrotu handlu w niedziele, inni dopuszczenia zakupów tylko w wybrane niedziele. Organizacje pracodawców zwracają uwagę na potrzebę równego traktowania firm i przewidywalności przepisów. Z kolei związki zawodowe postulują przede wszystkim lepsze wynagrodzenie za pracę w niedziele.

Zakaz handlu w niedziele nie jest wyłącznie sprawą tego, czy sklep będzie otwarty. To także kwestia miejsc pracy, obrotów firm, wpływów podatkowych i wzrostu gospodarczego. Dlatego dyskusja o przyszłości tych przepisów z pewnością szybko się nie skończy.

Handel w czasach PRL-u. Tak wyglądały zakupy wśród pustych półek i kolejek
Quiz - życie w PRL-u. To prawda czy fałsz? Komplet punktów tylko dla tych, którzy żyli za komuny
Pytanie 1 z 12
W czasach PRL-u kartki były wykorzystywane do reglamentowania niektórych towarów.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki