- Polska otrzyma blisko 183 mld zł z unijnego programu SAFE na zbrojenia, z czego 89% ma trafić do polskiego przemysłu obronnego.
- Niemiecki gigant Renk zainwestuje w Polsce 500 mln euro, tworząc hub produkcyjny i badawczy, co pokazuje potencjał naszego kraju.
- Program SAFE to szansa dla 12 tysięcy polskich firm, które mogą wejść w łańcuchy dostaw, ale muszą uważać na długie terminy płatności narzucane przez dużych graczy.
- Polski eksport uzbrojenia osiągnął rekordowe 3,1 mld euro w 2024 roku, głównie dzięki sprzedaży do Ukrainy i rosnącemu udziałowi w dostawach komponentów.
Ile pieniędzy na zbrojenia dostanie Polska z UE?
Rząd Donalda Tuska ogłosił, że Polska ma być największym beneficjentem unijnego instrumentu SAFE (Security Action for Europe). To ponad 43,7 mld euro, czyli około 183 mld zł. Żeby zrozumieć skalę tych środków, wystarczy wspomnieć, że to kwota niemal równa rocznym wydatkom Narodowego Funduszu Zdrowia na wszystkie świadczenia medyczne w kraju. Zgodnie z zapowiedziami, aż 89 proc. tych funduszy ma trafić bezpośrednio do polskiego przemysłu obronnego. Rząd podtrzymuje te deklaracje, mimo że prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę okołobudżetową, a następnie skierował do Sejmu własny projekt dotyczący finansowania obronności. Niezależnie od ostatecznej formuły, ogromne pieniądze na zbrojenia wkrótce zasilą rynek, tworząc potężny popyt na produkcję i usługi.
Niemiecki gigant inwestuje w Polsce. Kto jeszcze skorzysta?
Wieści o miliardach na modernizację armii już przyciągają zagranicznych graczy. Niemiecki potentat zbrojeniowy Renk, światowy lider w produkcji m.in. przekładni do czołgów, ogłosił, że zainwestuje w Polsce 500 mln euro. Firma planuje otworzyć tu moce produkcyjne, centrum serwisowe i dział badań, traktując nasz kraj jako swój hub na całą Europę Środkowo-Wschodnią. To sygnał, że bezpieczeństwo staje się potężnym kołem zamachowym dla gospodarki.
Na tych inwestycjach skorzysta nie tylko „twarda” zbrojeniówka. Programy takie jak SAFE otwierają drzwi dla blisko 12 tysięcy firm, które mogą stać się częścią łańcucha dostaw. Chodzi nie tylko o czołgi i amunicję, ale też o systemy antydronowe, satelity, cyberbezpieczeństwo, logistykę czy infrastrukturę 5G. Wojna w Ukrainie pokazała, że prężny przemysł zbrojeniowy w Polsce to także szansa dla producentów z branży optycznej, elektronicznej czy maszynowej, których produkty mogą znaleźć zastosowanie wojskowe. Granica między produkcją cywilną a obronną coraz bardziej się zaciera.
SAFE może być dla polskich firm tym, czym wielkie programy infrastrukturalne były dla budownictwa. Tyle że dziś impulsem jest bezpieczeństwo. To także szansa dla wielu małych podmiotów, które mogą „wbić się” w łańcuchy dostaw. Muszą jednak budować elastyczność i przygotować się na specyfikę współpracy z największymi graczami na rynku – mówi Krzysztof Skowronek, ekspert eFaktor.
Polecany artykuł:
Wielka szansa i poważne ryzyko dla małych firm
Współpraca z gigantami zbrojeniowymi to ogromna szansa, ale też poważne wyzwanie. Największe koncerny często narzucają swoim poddostawcom bardzo długie terminy płatności. Mniejsze firmy, chcąc za wszelką cenę zdobyć intratny kontrakt, mogą godzić się na wystawianie faktur z odroczoną zapłatą na 30, 60, a nawet więcej dni.
– Perspektywa dużych środków, które są na stole i można je zarobić, niesie też pewne ryzyko związane z „higieną” płatności. Duże firmy mogą oczekiwać, że mniejsi dostawcy będą wystawiać faktury z długimi terminami zapłaty w nadziei na solidny zarobek – ostrzega Krzysztof Skowronek. Ekspert przypomina sytuację z czasów boomu na budowę autostrad, kiedy wiele mniejszych firm zbankrutowało właśnie przez zatory płatnicze. Dla małych i średnich przedsiębiorstw kluczowe będzie więc nie tylko zdobycie zlecenia, ale przede wszystkim utrzymanie płynności finansowej w oczekiwaniu na pieniądze.
Polski eksport uzbrojenia już rośnie w siłę
Polski przemysł obronny już teraz ma się czym pochwalić. W 2024 roku wartość eksportu uzbrojenia osiągnęła rekordowe 3,1 mld euro, podczas gdy jeszcze kilka lat temu nie przekraczała miliarda. Głównym odbiorcą jest oczywiście Ukraina (ok. 79 proc. sprzedaży), ale polska broń trafia też m.in. do Stanów Zjednoczonych i krajów azjatyckich. Hitem eksportowym są przenośne zestawy przeciwlotnicze Piorun, amunicja, a coraz częściej także zaawansowane drony, radary i systemy optoelektroniczne.
Oficjalne statystyki nie pokazują jednak wszystkiego. Rosnąca część polskiego wkładu w światową zbrojeniówkę pozostaje „ukryta” w eksporcie komponentów – części mechanicznych, elektroniki czy sensorów, które trafiają do wielkich koncernów w krajach NATO. Dla tysięcy polskich firm nadchodzące miliardy to test gotowości na szybki wzrost, elastyczność i zdolność do wejścia na zupełnie nowy poziom działalności.
