Spis treści
Bruksela chce ostrzejszych limitów
Komisja Europejska zaproponowała nowe zasady przydzielania darmowych uprawnień do emisji CO2 dla przemysłu. To właśnie od tych limitów zależy, ile firmy zapłacą za emisję dwutlenku węgla.
Problem w tym, że nowe przepisy mają być dużo bardziej rygorystyczne niż dotychczas. Według projektu darmowe pule mogłyby zostać obcięte nawet o 50 proc. Dla wielu zakładów oznaczałoby to gigantyczne koszty.
Polska buduje koalicję przeciw UE
Warszawa nie chce się na to zgodzić. Polska razem z Bułgarią, Czechami, Grecją, Rumunią i Słowacją przygotowała wspólne stanowisko przed posiedzeniem Rady Unii Europejskiej ds. konkurencyjności.
Sześć państw ostrzega, że Europa może sama doprowadzić do upadku własnego przemysłu. W grze są strategiczne branże m.in. huty, przemysł chemiczny, cementownie czy zakłady ceramiczne.
– Budujemy koalicję, żeby pokazać, że nie tak powinno wyglądać pomaganie przemysłowi w UE – ujawnia osoba zaangażowana w rozmowy z Komisją Europejską.
„Technologii po prostu nie ma”
Największe emocje budzi fakt, że Bruksela chce wyznaczać limity na podstawie najbardziej ekologicznych fabryk w Europie. Tyle, że – jak alarmują eksperci – większość zakładów nie jest w stanie spełnić takich norm.
Jednym z powodów sprzeciwu jest to, że obecnie nie istnieją jeszcze technologie pozwalające produkować stal, cement czy chemię bez użycia paliw kopalnych na masową skalę.
W dokumencie sześciu państw zapisano wprost, że wiele instalacji korzysta z paliw kopalnych nie dlatego, że chce, ale dlatego, że nie ma dziś realnej alternatywy.
Polskie fabryki pod ścianą
Zdaniem sygnatariuszy dokumentu skutki mogą być dramatyczne. Firmy zaczną przenosić produkcję poza Europę albo zamykać zakłady. To oznaczałoby utratę miejsc pracy i większe uzależnienie Unii Europejskiej od importu z Azji czy Ameryki Północnej.
Kraje buntujące się przeciw zmianom podkreślają też, że unijny podatek węglowy CBAM nie chroni europejskiego eksportu. W efekcie towary produkowane w Unii Europejskiej mogą stać się po prostu za drogie na światowych rynkach.
Jest propozycja ratunku
Polska i jej sojusznicy chcą zamrożenia obecnych zasad ETS przynajmniej na poziomie z lat 2021–2025. Domagają się też zmiany metodologii wyliczania limitów tak, by uwzględniała realne możliwości przemysłu i sytuację energetyczną poszczególnych krajów.
Zdaniem analityków rynku spór dopiero się rozkręca, ale stawka jest ogromna. Chodzi nie tylko o klimat, ale też o tysiące miejsc pracy i przyszłość europejskiego przemysłu.
Polecany artykuł: