Spis treści
Jedni zyskają na zmianach, inni słono zapłacą
Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański przedstawili w środę plan zmian w podatkach. Najważniejsza wiadomość dla pracowników na etacie? Osoby zarabiające około 12 tys. zł brutto miesięcznie i więcej mogą liczyć na niższy PIT. Maksymalna korzyść ma wynieść 3,6 tys. zł rocznie.
Ale nie wszyscy będą świętować. Rząd chce jednocześnie mocniej opodatkować największe firmy, najbogatszych Polaków oraz ograniczyć możliwość korzystania z ryczałtu.
Pensja 12 tys. zł brutto i już pojawia się zysk
Jak wylicza doradca podatkowy i partner MDDP Rafał Sidorowicz, pierwsze korzyści dla osób zatrudnionych na umowie o pracę pojawią się przy pensji wynoszącej około 12 tys. zł brutto miesięcznie.
Przy takim wynagrodzeniu podatek ma być niższy o około 250 zł rocznie, czyli pracownik zyska około 20 zł miesięcznie.
Im wyższa pensja, tym większa korzyść. Maksymalnie będzie można zyskać 3,6 tys. zł rocznie, czyli średnio 300 zł miesięcznie. W przypadku wspólnego rozliczenia małżonków korzyść może sięgnąć nawet 7,2 tys. zł rocznie.
Jest jednak ważne zastrzeżenie. Nie oznacza to, że każdy miesiąc przyniesie pracownikowi dodatkowe 300 zł. Korzyść podatkowa może pojawić się przede wszystkim w tych miesiącach, w których dochód przekracza określone progi.
Zarabiasz mniej niż 120 tys. zł? Nie odczujesz zmiany
Dla osób, których dochód nie przekracza 120 tys. zł rocznie, zmiana progów będzie zasadniczo neutralna. Nadal będą płacić 12-procentowy PIT.
– Na ten moment nie zapowiada się bowiem realizacja postulatu podwyższenia kwoty wolnej od podatku – wskazuje Rafał Sidorowicz.
To oznacza, że osoby z niższymi zarobkami nie dostaną automatycznie większej wypłaty dzięki samej reformie.
Przedsiębiorcy mogą mieć poważny problem
Największe emocje budzi jednak planowana zmiana dotycząca ryczałtu. Rząd chce obniżyć limit przychodów uprawniający do korzystania z tej formy opodatkowania z 2 mln euro do 250 tys. euro, czyli około 1 mln zł.
Dla części przedsiębiorców może to oznaczać bardzo duży wzrost obciążeń.
– Przedsiębiorca, który przekroczy nowy limit, utraci prawo do opodatkowania przychodów ryczałtem – tłumaczy ekspert.
Dotyczyć to może m.in. niektórych programistów, lekarzy kontraktowych, prawników czy pośredników handlowych. Szczególnie mocno zmianę mogą odczuć firmy, które mają wysokie przychody, ale stosunkowo niskie koszty prowadzenia działalności.
Nawet 170 tys. zł więcej podatku
Ekspert podał bardzo mocny przykład. Przedsiębiorca rozliczający się obecnie 15-procentowym ryczałtem i osiągający 1,2 mln zł przychodu rocznie może po zmianach zapłacić ponad 90 tys. zł więcej rocznie.
Jeżeli natomiast korzystałby z ryczałtu według stawki 8,5 proc., różnica w podatku i składce zdrowotnej mogłaby sięgnąć około 170 tys. zł rocznie.
To już nie jest kosmetyczna zmiana. Dla wielu przedsiębiorców może oznaczać konieczność całkowitego przemodelowania działalności.
Bogatsi też zapłacą więcej
Rząd chce również podnieść daninę solidarnościową z 4 do 5 proc. Dotyczy ona osób osiągających dochody przekraczające 1 mln zł rocznie.
Do tego stawka CIT dla największych firm – osiągających ponad 50 mln euro, czyli około 200 mln zł przychodów rocznie – ma wzrosnąć z 19 do 22 proc.
W ten sposób rząd chce sfinansować obniżkę podatków dla części pracowników.
Firmy mogą szukać sposobów, by zapłacić mniej
Rafał Sidorowicz zwraca uwagę, że przedsiębiorcy, którzy stracą możliwość korzystania z ryczałtu, mogą zacząć szukać innych rozwiązań. W grę może wchodzić podatek liniowy, spółka kapitałowa, a w przypadku niektórych firm nawet przeniesienie działalności poza Polskę.
Ostatecznie wiele zależeć będzie od szczegółów nowych przepisów.
Rząd przekonuje natomiast, że reforma będzie mniej więcej neutralna dla budżetu, a na zmianach w przyszłym roku ma skorzystać około 3,5 mln podatników.
Zdaniem analityków najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy rzeczywiście zysk jednych zostanie w pełni pokryty podatkami zapłaconymi przez innych?