Obniżka cen paliw w Niemczech. Rząd w Berlin tnie podatek

Od 1 października 2026 roku ceny paliw w Niemczech idą w dół. To efekt decyzji rządu w Berlinie o obniżce cen paliw poprzez cięcie podatku energetycznego o ok. 17 eurocentów na litrze. To zupełnie inna droga niż we Francji i Włoszech, gdzie ceny na stacjach limitują same koncerny naftowe.

Flaga Niemiec obok pylonu stacji paliw z napisem HIGH zamiast cen. O obniżce podatku w Berlinie przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Max.ku/ Shutterstock Flaga Niemiec na tle nieba obok cyfrowego pylonu stacji benzynowej z napisem "HIGH" przy wszystkich rodzajach paliwa. Ilustracja symbolizuje wysokie ceny paliw w Niemczech, co skłania ich obywateli do tankowania w Polsce, o czym przeczytasz na Super Biznes.

Dlaczego Francja i Włochy wybrały inną drogę?

Podczas gdy rząd w Berlinie sięgnął po cięcie podatków, Francja i Włochy postawiły na zupełnie inny model. Tam inicjatywa wyszła od największych graczy na rynku – koncernów paliwowych, które same, dobrowolnie, wprowadziły limity cen na swoich stacjach.

We Francji gigant TotalEnergies zadeklarował, że cena benzyny E10 nie przekroczy u niego 1,99 euro za litr, a diesla 2,25 euro. Podobny ruch wykonano we Włoszech, gdzie koncern Eni (działający przez sieć Enilive) wprowadził miesięczny limit 1,99 euro za benzynę i 2,19 euro za olej napędowy. Do akcji dołączyła też sieć IP (należąca do Socar), co sprawiło, że limity objęły prawie 40% całego włoskiego rynku.

Skąd ta hojność? Z pewnością nie chodzi o czystą filantropię. Eksperci, jak Tomaso Duso z Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW), wskazują na prosty mechanizm. To rodzaj cichego układu z rządami, który ma uchronić koncerny przed wprowadzeniem podatku od nadzwyczajnych zysków. Firmy te zarabiają obecnie gigantyczne pieniądze na marżach rafineryjnych, więc mogą sobie pozwolić na oddanie niewielkiej części zysku na stacjach, by uniknąć znacznie większego obciążenia podatkowego. A jest z czego oddawać – w pierwszym półroczu 2026 roku zysk netto TotalEnergies niemal się podwoił, osiągając 11,2 mld euro.

Bunt małych stacji i groźba pustych baków

Model francuski i włoski, choć na pierwszy rzut oka wygląda jak gest dobrej woli, ma swoją ciemną stronę. Za „promocję” wielkich koncernów płacą mniejsi gracze, a nawet sami kierowcy, którzy wpadają w pułapkę pozornej obniżki.

We Francji stowarzyszenie FF3C, które zrzesza tysiąc niezależnych stacji, złożyło oficjalną skargę do urzędu ochrony konkurencji. Zarzut? Stosowanie cen poniżej kosztów, co jest po prostu formą nieuczciwej walki o klienta. Niezależni operatorzy i mniejsze sieci alarmują, że nie są w stanie konkurować, ponieważ nie posiadają własnych rafinerii i sprzedaż po narzuconych cenach oznacza dla nich czystą stratę.

Głośno mówi o tym szef popularnej sieci supermarketów E.Leclerc, Michel-Edouard Leclerc, podkreślając, że mali detaliści nie mogą zejść z cenami niżej bez dokładania do interesu.

Efekty tej wojny cenowej widać gołym okiem. Na Korsyce kilkanaście stacji wstrzymało pracę, bo hurtowa cena zakupu paliwa była wyższa niż cena detaliczna u wielkiego konkurenta. Co więcej, szturm kierowców na stacje TotalEnergies sprawił, że co dziesiąty punkt tej sieci we Francji miał przejściowe problemy z brakiem paliwa. A prezes koncernu, Patrick Pouyanné, stawia sprawę jasno: jeśli rząd wprowadzi podatek od nadzwyczajnych zysków, limity cenowe znikną z dnia na dzień.

Niemiecki rynek jest inny. Dlatego rząd musiał interweniować

Można by pomyśleć: skoro koncerny we Francji i Włoszech same obniżyły ceny, dlaczego w Niemczech musiała interweniować władza? Odpowiedź jest prosta i sprowadza się do jednego słowa: rozdrobnienie. Przeniesienie francusko-włoskiego modelu na niemiecki grunt jest praktycznie niemożliwe.

Niemiecki rynek paliw, z około 14 000 stacji, nie ma jednego, dominującego gracza, tzw. „narodowego czempiona”, który mógłby narzucić warunki reszcie. Wystarczy spojrzeć na liczby. Największy gracz, Aral, kontroluje zaledwie 15-16% rynku. Za nim plasują się Shell (ponad 13%), Circle K/TotalEnergies oraz Esso (po ok. 8%). Dla porównania, we Francji sam TotalEnergies ma w ręku około 30% rynku, a we Włoszech Eni ponad 21%.

To kluczowa różnica. Gdy we Francji TotalEnergies obniża ceny, konkurencja musi zareagować, bo inaczej straci klientów na masową skalę. W Niemczech, gdyby Aral zrobił podobny ruch, jego wpływ na cały rynek byłby znacznie mniejszy. Mniejsi gracze mogliby przeczekać taką promocję. W tak rozdrobnionej strukturze jedynym podmiotem, który mógł zagwarantować powszechną i natychmiastową obniżkę cen paliw, jest państwo, właśnie poprzez cięcie podatków.

Dlatego rząd w Berlinie, chcąc realnie ulżyć kierowcom, nie mógł czekać na gesty ze strony koncernów. Wybrał jedyne narzędzie, które gwarantowało, że niższe ceny paliw w Niemczech od 1 października staną się faktem na każdej stacji w kraju.

REAKCJA RZĄDU NA CENY PALIWA SPÓŹNIONA? WOJNA W IRANIE UDERZA W POLSKĘ! | WYSOCKA-SCHNEPF, KIM

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki