- "Różowy Październik", symbol profilaktyki raka piersi, w tym roku w Polsce przynosi pacjentkom nie nowe szanse, lecz niepokój o przyszłość leczenia.
- Jeden z kluczowych leków z grupy cyklibów, skuteczny i dobrze tolerowany w terapii hormonozależnego raka piersi, niespodziewanie stracił refundację.
- Zmiana leku wywołuje obawy u pacjentek i lekarzy, ponieważ inhibitory CDK4/6 nie są prostymi zamiennikami i mają różne profile działań niepożądanych.
- Decyzja o wycofaniu refundacji dotyczy leku, który był ceniony za swoją "przyjazność" i umożliwiał pacjentkom normalne funkcjonowanie, co podważa ciągłość skutecznej terapii.
„Różowy październik” – tak mówi się o tym miesiącu, a różowa wstążeczka ma przypominać o roli profilaktyki, wczesnego wykrywania i leczenia nowotworów piersi. Symbol ten narodził się całkiem niedawno, ok. 30 lat temu, z inicjatywy dwóch kobiet : Evelyn Lauder, wiceprezeski firmy Estee Lauder i Aleksandry Penne’y, ówczesnej szefowej pisma „Self”. Pierwsza z nich sama zmagała się z rakiem piersi, a jak pokonała chorobę, postanowiła zrobić coś pożytecznego dla innych kobiet dotkniętych tym nowotworem. I tak obie panie wymyśliły różowe wstążeczki, które błyskawicznie „poszły” w świat, stając się początkiem międzynarodowych akcji, kampanii edukacyjnych.
I wydawało by się że w „Różowym październiku” będzie się działo wiele dobrego, że miesiąc ten przyniesie kobietom nowe szanse na wyleczenie. Niestety, nie w naszym kraju.
I co teraz będzie z nami?...
- Przez pięć ostatnich lat byłam leczona jednym z leków, z grupy tzw. cyklibów, przy którym mogłam zapomnieć, że w ogóle mam raka piersi, bo tak dobrze na mnie działał, dobrze go tolerowałam i dawał mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Dzięki niemu mogłam normalnie funkcjonować, jak przed chorobą. Z ogromnym niepokojem przyjęłam więc wiadomość, nie będę mogła już tak być leczona, bo lek właśnie utracił refundację. W zamian mam dostawać inny lek. Dlatego bardzo się obawiam, jak mój organizm na tę zmianę zareaguje.. I co teraz będzie ze mną, z innymi kobietami, które do tej pory były leczone tym lekiem. Co będzie z nami, pytają również mężczyźni z rakiem sutka, bo dla nich to był jedyny lek.
To bardzo zła wiadomość
– Zmiana leku u chorej, która od dłuższego czasu odnosi z leczenia korzyść, dobrze je toleruje i ma ustabilizowaną terapię, budzi uzasadnione obawy – mówi prof. Jacek Jassem z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – Inhibitory CDK4/6 mają podobny mechanizm działania, ale nie należy ich traktować jako prostych zamienników. Różnią się profilem działań niepożądanych, sposobem dawkowania i monitorowania leczenia. Wycofywany lek jest na ogół dobrze tolerowany, zwłaszcza pod względem objawów pozaszpikowych.
Jeżeli leczenie jest skuteczne i dobrze tolerowane, jego zmiana z przyczyn innych niż medyczne powinna być dokonywana bardzo ostrożnie. Nie mamy też dobrych danych klinicznych pozwalających przewidzieć, jak pacjentka stabilnie leczona jednym inhibitorem CDK4/6 będzie tolerowała jego zamianę na inny. Pojawiają się przy tym praktyczne pytania, na przykład dotyczące dawkowania i postępowania u chorych, u których wcześniej konieczne było zmniejszenie dawki. Z punktu widzenia pacjentki ciągłość skutecznego i dobrze tolerowanego leczenia ma bardzo dużą wartość.
Trzy cykliby – podobne, a jednak różne
W Polsce do tej pory, w ramach programu lekowego B.9 FM, dostępne były trzy leki z tej grupy, przeznaczone dla chorych z hormonozależnym, przerzutowym lub miejscowo zaawansowanym rakiem piersi, tzw. HER2 ujemnym, stanowiącym ok. 78 proc. wszystkich nowotworów piersi.
Jeden z cyklibów, oceniany zarówno przez pacjentki, jak i przez lekarzy za najbardziej „przyjazny”, trafił do naszych kobiet, właśnie w ramach programu lekowego, siedem lat temu, we wrześniu 2019 roku. I teraz „wypadł” z tego programu.