- Wyniki sondażu Ogólnopolskiej Grupy Badawczej pokazują, że większość Polaków sprzeciwia się reformie PIP.
- Eksperci wskazują na możliwe negatywne konsekwencje dla pracowników i pracodawców.
- Znajomość projektu reformy jest niska, co może wpływać na opinię publiczną.
- Różne grupy zawodowe mają odmienne zdania na temat reformy, co odzwierciedla złożoność problemu.
Polacy podzieleni w kwestii reformy PIP!
Jak wynika z badania Ogólnopolskiej Grupy Badawczej przeprowadzonego w dniach 9-14.02.2026 metodą CATI na reprezentatywnej grupie 1000 reprezentatywnych mieszkańców, aż 56,41 proc. badanych jest przeciwko reformie PIP (z czego aż 38,14 proc. "Zdecydowanie nie" i 18,27 proc. "raczej nie). Projekt popiera jedynie 28,71 proc. badanych (10,47 proc. zdecydowanie tak i 18,24 proc. raczej tak); a aż 14,88 proc. odpowiedziało "ani tak, ani nie".
O to, czy wyniki sondaż mogą zaskakiwać, zapytaliśmy dr hab. nauk prawnych, komentatora gospodarczego i politycznego Roberta Gwiazdowskiego.
- Dla mnie zaskoczeniem jest, że tylko 56 proc. [jest przeciwko projektowi reformy PIP - dop. red.]. Wydaje mi się, że każdy, kto w jakimkolwiek urzędzie spotkał się z władzą urzędniczą, która może wszystko, powinien być ostrożny co do wyposażania urzędników w jakiekolwiek dodatkowe arbitralne prawa - powiedział w rozmowie z nami Robert Gwiazdowski.
Jak kilka dni temu informował rzecznik rządu Adam Szłapka, nowa wersja projektu reformy PIP, która pojawiła się pod koniec stycznia na stronie Rządowego Centrum Legislacji podtrzymuje kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy do przekształcenia umów cywilnoprawnych (np. umów zlecenie, czy umów o dzieło) w umowy o pracę. W ustawie zmieni się proces odwoławczy od decyzji inspektora - odwołanie ma trafiać najpierw do okręgowego inspektora pracy, a później do powszechnego sądu pracy, do czasu prawomocnego orzeczenia decyzja ma być wstrzymana. Pierwotny projekt, który został zarzucony przez rząd zakładał natychmiastowy rygor wykonalności decyzji inspektora.
Skąd niskie poparcie społeczne dla projektu?
Skąd niskie poparcie społeczne dla projektu? Wcześniej, gdy rząd zarzucił projekt, krytykowano szczególnie Lewicę, że "ukorzyła się" przed decyzją Donalda Tuska, mimo tego, że sama bierze na sztandary hasła pro pracownicze. Co jednak ciekawe, w badaniu OGB w wśród osób o lewicowych poglądach reformę PIP popierało 45,96 proc.; gdy przeciwko reformie było aż 40,58 proc.
Nie bez znaczenia mogła być także niska znajomość projektu, na pytanie "czy słyszał(a) Pan(i) o reformie Państwowej Inspekcji Pracy, która pozwoli urzędnikom jednostronnie zmieniać umowy zawarte między pracodawcą, a pracownikiem?" aż 53,42 proc. odpowiedziało "nie" i 46,58 proc. "tak".
Patrząc po zawodach, przeciwko projektowi były głównie osoby prowadzące własną firmę (aż 80,31 proc.), oraz co ciekawe - zajmujące się domem (67,11 proc.); a także rolnicy (65,49 proc.). Największe poparcie reforma miała wśród pracujących fizycznie - bo 53,62 proc. - ale poparcie wciąż nie było wyższe niż 50 proc. Żadna inna grupa zawodowa nie miała ponad 50-procentowego poparcia dla reformy.
Gwiazdowski: umowa zlecenie, to żadna umowa śmieciowa
Jak wskazuje Robert Gwiazdowski niskie poparcie społeczne reform go nie dziwi, bo jego zdaniem prawo może obrócić się przeciwko pracownikom.
- To prawo będzie używane nie tylko w sytuacji, gdy pracownik czuje się pokrzywdzony i skarży się na zmuszenie do umowy, ale uderzy też w ludzi, którzy sami wybierają umowę zlecenia z wielu różnych powodów [...] Chcę przypomnieć, że umowa zlecenie to nie jest żadna „umowa śmieciowa”, lecz umowa oparta na przepisach kodeksu cywilnego, które są tak stare jak prawo rzymskie - komentuje ekspert.
Jak wskazuje Robert Gwiazdowski, do tego może dojść problem zapłacenia zaległych podatków, za okres pracy na umowie zlecenie (jeśli urzędnicy uznają, że umowa cywilnoprawna była de facto umową o pracę).
- Sytuacja, w której urzędnik wyposażony w prawo arbitralnego decydowania mówi pracownikowi, że jest na umowie o pracę, oznacza, że pracownik musi zapłacić podatki. A przerzucenie tych podatków z pracownika na pracodawcę to nie taka prosta sprawa. Jeśli pracodawca nie potrącił zaliczek, to pracownik ma przychód, który musi oddać [w podatku - dop. red.] - powiedział Robert Gwiazdowski.
