- Polski przemysł od dziewięciu miesięcy kurczy się (PMI poniżej 50 pkt.), ale styczniowy odczyt 48,8 pkt. to kontynuacja powolnego wzrostu.
- Mimo spadku nowych zamówień (trwającego 10 miesięcy), tempo spadków wyhamowało, a firmy z większym optymizmem patrzą w przyszłość.
- Zatrudnienie w sektorze przemysłowym spada szybciej niż w grudniu, co wskazuje na ostrożność firm w zarządzaniu kosztami.
- Producenci odbudowują zapasy i odnotowują wzrost zaległości produkcyjnych, co sugeruje oczekiwanie na ożywienie popytu i wzrost zamówień.
Wskaźnik PMI w górę, ale przemysł wciąż pod kreską
Styczniowy odczyt wskaźnika PMI dla polskiego przemysłu, przygotowany przez S&P Global, wyniósł 48,8 punktu. To wynik minimalnie lepszy od grudniowego (48,5 pkt.), ale wciąż niepokojący. Kluczowa jest tu bariera 50 punktów – każdy wynik powyżej tej granicy oznacza rozwój sektora, a poniżej – jego kurczenie się. Polski przemysł znajduje się w tej drugiej grupie nieprzerwanie od dziewięciu miesięcy.
Mimo to analitycy wskazują na światełko w tunelu. Styczniowy wynik to kontynuacja powolnego trendu wzrostowego. Główny indeks wzrósł szósty raz w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy, a najnowszy odczyt wskaźnika PMI dla przemysłu zasygnalizował jedynie niewielkie pogorszenie warunków biznesowych w sektorze. To duża zmiana w porównaniu z gwałtownymi spadkami notowanymi jeszcze w połowie ubiegłego roku. Lepszy wynik to efekt wolniejszego spadku produkcji i nowych zamówień oraz rosnących stanów magazynowych.
„Polski sektor przemysłowy wykazał nieznacznie łagodniejsze pogorszenie warunków w sektorze wytwórczym i poprawę prognoz biznesowych” – czytamy w komentarzu S&P Global.
Co hamuje, a co poprawia kondycję polskiej produkcji?
Analiza poszczególnych składników wskaźnika pokazuje mieszany obraz sytuacji. Z jednej strony, firmy wciąż zmagają się ze słabnącym popytem. Choć ogólny obraz jest nieco lepszy, to wciąż widać wyraźne problemy – kondycja polskiego przemysłu jest hamowana przez utrzymujący się spadek nowych zamówień, który trwa już dziesiąty miesiąc z rzędu. Tempo tego spadku na szczęście wyhamowało. Co ciekawe, tylko nieznacznie zmalały nowe zamówienia eksportowe, mimo utrzymujących się sygnałów o słabej kondycji gospodarki Niemiec, która jest naszym kluczowym partnerem handlowym.
W parze ze spadkiem zamówień idzie spadek produkcji, który również trwa już dziewiąty miesiąc. Tu także widać jednak poprawę – spadek był w styczniu słabszy niż w poprzednich okresach.
Niestety, jest też zła wiadomość. Największym obciążeniem dla ogólnego wyniku okazał się rynek pracy. W styczniu zatrudnienie w sektorze przemysłowym spadało szybciej niż w grudniu. To pokazuje, że firmy, choć widzą pewne oznaki poprawy, wciąż ostrożnie podchodzą do kosztów i wstrzymują się z zatrudnianiem nowych pracowników lub redukują obecne zespoły.
Producenci z większym optymizmem patrzą w przyszłość
Najbardziej optymistyczne sygnały płyną z danych, które pokazują, jak firmy przygotowują się na najbliższe miesiące. Okazuje się, że producenci zaczęli odbudowywać swoje zapasy. Wolumen surowców i materiałów kupowanych na potrzeby produkcji wzrósł trzeci raz w ciągu ostatnich czterech miesięcy. W efekcie zapasy zakupów rosły w styczniu w najszybszym tempie od ponad trzech i pół roku.
Co to oznacza w praktyce? Firmy nie gromadzą drogich surowców, jeśli spodziewają się dalszego pogorszenia koniunktury. Takie ruchy świadczą o tym, że spodziewają się odbicia popytu i przygotowują się na wzrost zamówień w najbliższej przyszłości.
Tę tezę potwierdza kolejny wskaźnik – zaległości produkcyjne. W styczniu po raz pierwszy od dawna wzrosły, co oznacza, że firmy miały więcej pracy do wykonania, niż były w stanie zrealizować na bieżąco. To dopiero trzeci taki wzrost w ciągu ostatnich 44 miesięcy. Wszystko to składa się na obraz sektora, który, choć wciąż jest w trudnej sytuacji, z coraz większym optymizmem patrzy na nadchodzące kwartały.
