- Sierpniowa produkcja przemysłowa niższa od rynkowych prognoz.
- Według analityków, to chwilowe spowolnienie, a nie trwała zmiana trendu.
- Wzrosty widoczne głównie w sektorach obronnym, energetycznym i związanym ze sztuczną inteligencją.
- Ceny producentów (PPI) rosną szybciej od inflacji konsumenckiej (CPI).
- Wzrost PPI może być zapowiedzią przyszłego wzrostu cen dla konsumentów.
Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że polski przemysł złapał lekką zadyszkę. W sierpniu 2026 roku produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 4,3 proc. w ujęciu rocznym. To wynik wyraźnie poniżej oczekiwań analityków, którzy w ankiecie PAP Biznes prognozowali wzrost na poziomie 6,3 proc. W porównaniu z lipcem produkcja spadła o 7,5 proc., podczas gdy rynek spodziewał się spadku o 5,6 proc.
Główny Urząd Statystyczny podał, że po odliczeniu czynników sezonowych produkcja przemysłowa w sierpniu 2026 r. była o 3,0 proc. wyższa niż rok wcześniej. To sygnał, że choć dynamika wzrostu osłabła, to w szerszej perspektywie przemysł wciąż jest na plusie. Mimo to, sierpniowe dane są pewnym rozczarowaniem i pokazują, że ożywienie gospodarcze nie jest tak dynamiczne, jak można było zakładać jeszcze kilka tygodni temu.
Analitycy uspokajają: to chwilowe wahanie, nie zmiana trendu
Mimo że liczby mogą na pierwszy rzut oka niepokoić, ekonomiści Banku Pekao studzą emocje. Ich zdaniem sierpniowe dane to typowa dla tego wskaźnika "fluktuacja wokół trendu", a nie zapowiedź trwałego załamania. Zwracają uwagę, że choć spowolnienie dotknęło wielu branż, to miało ono bardzo równomierny charakter. Prawdziwie mocne hamowanie, o 25 punktów procentowych, odnotowano tylko w jednym, specyficznym dziale – produkcji pozostałego sprzętu transportowego.
Eksperci podkreślają, że kluczowe wskaźniki wyprzedzające, takie jak nastroje przedsiębiorców w Polsce i w Europie, wcale się nie pogorszyły. To daje podstawy, by sądzić, że fundamenty gospodarki pozostają zdrowe.
Spoglądając szerzej – w produkcji przemysłowej w gruncie rzeczy niewiele się wydarzyło. Aby rozczarowanie z ostatniego miesiąca można było uznać za zapowiedź zmiany trendu, potrzeba więcej danych (jest więc za wcześnie) lub wskazującego na to kontekstu. Ten ostatni zaś jest wciąż pozytywny – nastroje firm w Polsce i w Europie nie pogorszyły się. Będziemy wiec traktować sierpniową produkcję przemysłową jako typową dla tych danych fluktuację wokół trendu.
– oceniają ekonomiści Banku Pekao. Innymi słowy, na ogłaszanie kryzysu jest zdecydowanie za wcześnie. Jeden słabszy miesiąc nie przekreśla pozytywnego obrazu, który rysował się w poprzednich okresach.
Ożywienie jest, ale tylko w wybranych branżach. Kto zyskuje, a kto traci?
Analiza danych GUS pokazuje, że ożywienie w polskiej gospodarce ma dwie twarze. Z jednej strony mamy branże, które rosną w siłę, napędzane globalnymi trendami i inwestycjami. Z drugiej – sektory, które wciąż borykają się ze słabym popytem. Ekonomiści PKO BP mówią wprost o "selektywnym ożywieniu".
Okazuje się, że motorem wzrostu są dziś inwestycje w obronność, transformację energetyczną, elektronikę oraz rozwój sztucznej inteligencji. To właśnie te segmenty ciągną statystyki w górę. Widać to po wynikach konkretnych działów:
- produkcja maszyn i urządzeń: wzrost o 12,8 proc.
- wytwarzanie i zaopatrywanie w energię: wzrost o 10,5 proc.
- produkcja urządzeń elektrycznych: wzrost o 18,7 proc.
- produkcja komputerów i elektroniki: wzrost o 7,1 proc.
Wzrost produkcji w tych kategoriach może odzwierciedlać popyt ze strony przemysłu obronnego oraz włączanie się krajowych firm w nowe łańcuchy dostaw sprzętu wykorzystywanego do rozwoju AI
– czytamy w komentarzu. Na drugim biegunie znajdują się producenci dóbr trwałych, gdzie produkcja spadła o 7 proc. Słabo radzi sobie też branża motoryzacyjna, w której utrzymuje się niski popyt na europejskie samochody.
Ceny producentów rosną szybciej od inflacji. Co to oznacza dla naszych portfeli?
Równolegle z danymi o produkcji, Główny Urząd Statystyczny opublikował wskaźnik, który może być zapowiedzią przyszłych podwyżek cen w sklepach. Chodzi o ceny w samym przemyśle. Według danych GUS, ceny producentów PPI w sierpniu 2026 roku wzrosły o 4,2 proc. rok do roku, co jest wynikiem znacznie powyżej rynkowych oczekiwań (3,6 proc.). Oznacza to, że fabryki i zakłady produkcyjne płacą więcej za surowce, energię i komponenty, a te koszty prędzej czy później będą musiały przerzucić na ceny swoich produktów.
Ekonomiści Banku Pekao zwracają uwagę na niezwykle ważny sygnał. Sierpień był pierwszym miesiącem od stycznia 2023 roku, kiedy inflacja producencka (PPI) okazała się wyższa od inflacji konsumenckiej (CPI). Co więcej, w przeciwieństwie do sytuacji sprzed ponad trzech lat, teraz wskaźnik PPI rośnie, a nie spada.
Przecinanie się obydwu inflacji jest dla nas ciekawym sygnałem dla przyszłej inflacji i przebicie CPI przez PPI zapowiadałoby wzrost CPI w kolejnych miesiącach. Tego od pewnego czasu się spodziewaliśmy i miło zobaczyć potwierdzenie
– komentują analitycy Banku Pekao.
Wniosek jest prosty: jeśli producenci płacą więcej, wkrótce my wszyscy możemy zapłacić więcej za towary na sklepowych półkach. To ważny sygnał dla rządu Donalda Tuska i Rady Polityki Pieniężnej, który może wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące stóp procentowych i walki z drożyzną.
