Spis treści
Dzieci premią do emerytury?
Temat wieku emerytalnego wraca do debaty publicznej regularnie, ale tym razem emocje są wyjątkowo duże. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zasugerowała, że warto rozważyć powiązanie wieku emerytalnego z rodzicielstwem.
Według niej kobiety wychowujące dzieci mogłyby korzystać z dodatkowych rozwiązań emerytalnych, natomiast osoby bezdzietne mogłyby funkcjonować w takim samym systemie jak mężczyźni.
– Jeżeli kobieta ma dzieci, to wtedy jest inny wiek emerytalny. A jeżeli nie ma dzieci, to powinna mieć tak samo ustawiony system emerytalny jak mężczyźni – stwierdziła w rozmowie z Wirtualną Polską.
Dodatkowe punkty za wychowanie dzieci
Minister przedstawiła również inną propozycję. Chodzi o specjalną premię emerytalną dla rodziców.
W praktyce miałoby to oznaczać dodatkowe punkty lub środki dopisywane do przyszłego świadczenia za trud wychowania dzieci.
– Chodzi o ekstrapunkty i środki na emeryturę. Za ten wysiłek rodzicielski jest potem stosowna emerytura – tłumaczyła na antenie RMF FM.
Pomysł od razu wywołał falę komentarzy i podzielił ekspertów.
"Matki będą skazane na biedę"
Jedną z osób krytycznie oceniających propozycję jest prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak ze Szkoły Głównej Handlowej.
Ekonomistka zwraca uwagę, że już dziś wiele kobiet płaci finansową cenę za macierzyństwo. Przerwy związane z urlopami macierzyńskimi i wychowawczymi sprawiają, że na ich kontach emerytalnych trafia mniej składek.
– Kobiety żyją dłużej, są narażone na wdowieństwo i samotność. To wszystko razem może doprowadzić do nierówności i wykluczenia matek – ostrzega ekspertka.
Alarmujące prognozy dla przyszłych emerytek
Jeszcze dalej idzie prof. Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej.
Według niej osoby urodzone w 1978 roku i później mogą w przyszłości masowo otrzymywać jedynie emeryturę minimalną.
Powód? Coraz dłuższe życie i niski wiek emerytalny kobiet.
– Gdyby kobiety miały wiek emerytalny taki jak mężczyźni, emeryturę minimalną otrzymywałoby około 60 proc. kobiet, a nie niemal wszystkie – ocenia ekonomistka.
To jeden z najmocniejszych argumentów zwolenników zrównania wieku emerytalnego.
Polacy nie chcą pracować dłużej
Problem w tym, że większość Polaków nie wyobraża sobie późniejszego przejścia na emeryturę.
Badania pokazują, że tylko co ósmy Polak chciałby pracować po ukończeniu 65. roku życia. Zaledwie 30 proc. kobiet deklaruje chęć pracy po sześćdziesiątce.
Jednocześnie statystyki ZUS pokazują, że liczba pracujących emerytów stale rośnie. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrosła aż o ponad 52 proc.
Eksperci podkreślają jednak, że wielu seniorów pracuje nie po to, by zwiększyć przyszłą emeryturę, ale po prostu po to, by dorobić do już otrzymywanego świadczenia.
Polityczna mina, na którą Tusk już raz nadepnął
Dyskusja o wieku emerytalnym natychmiast przywołała wspomnienia z 2012 roku. To wtedy rząd Donalda Tuska zdecydował o stopniowym podniesieniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 lat.
Reforma od początku budziła ogromne emocje. Wielu polityków i komentatorów do dziś uważa, że była jednym z powodów porażki Platformy Obywatelskiej w wyborach w 2015 roku.
Dwa lata później rząd PiS wycofał te zmiany i przywrócił obecne zasady, czyli 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
Polska wyjątkiem w Europie
Dziś Polska pozostaje jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym na stałe obowiązuje aż pięcioletnia różnica wieku emerytalnego między kobietami a mężczyznami.
W większości państw Unii Europejskiej wiek emerytalny jest równy i wynosi od 65 do 67 lat. Są też kraje idące jeszcze dalej. Rekordzistą jest Dania, gdzie od 2040 roku emeryturę będzie można otrzymać dopiero po ukończeniu 70 lat.
Na razie nie ma projektu ustawy ani konkretnych planów zmian, ale temat emerytur znów stał się jednym z najgorętszych politycznych tematów w Polsce. A każda propozycja dotycząca wieku emerytalnego wywołuje emocje, jakich nie budzi niemal żadna inna reforma.
Polecany artykuł: