Prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe

2026-05-16 9:00

Który z polityków najbardziej odpowiada za niszczenie Konstytucji? Czy obecna Konstytucja wymaga zmiany? Kto powinien rządzić Polską - rząd, czy prezydent? Były premier Leszek Miller w najnowszym odcinku "Alfabetu Millera" opowiada o swoich doświadczeniach w rządzeniu i podpowiada, co należałoby zmienić w Konstytucji.

Hubert Biskupski: Czy Polsce potrzebna jest nowa konstytucja?

Leszek Miller: Najpierw radziłbym zrobić dokładny przegląd obecnej konstytucji, co jest praktyką w wielu państwach. Konstytucja Marcowa przewidywała taką ocenę co 10 lat. Zmiana obowiązującej ustawy jest celowo trudna, by chronić państwo przed chwilową większością parlamentarną.

Prezydent powołał Radę Nowej Konstytucji. Złośliwcy wyliczyli, że średnia wieku jej członków to 74 lata. Jak się panu podoba jej skład?

Oburzam się na eksponowanie wieku i przypomina, że rewolucyjne zmiany to przywilej młodych, jak w przypadku Saint-Justa podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Gdyby poważnie potraktować pomysł prezydenta, istnieje wiele kwestii politycznych dzielących nasze społeczeństwo.

W składzie Rady są osoby, które pan zna: marszałek Józef Zych czy Barbara Piwnik. Jak pan ocenia panią sędzię Piwnik w tej roli?

O pani Piwnik mam dobrą opinię i jeśli zjawiła się w tym gronie, to będzie z niej pożytek, o ile grupa w ogóle zacznie działać, bo Platforma Obywatelska, Lewica i PSL odcięły się od tej inicjatywy.

Jaki pożytek miał pan z Barbary Piwnik w swoim rządzie? Niektórzy komentatorzy polityczni uważali, że jej nominacja miała de facto zakończyć procesu FOZZ. (z powodu zmiany składu sędziowskiego postępowanie rozpoczęło się od początku – red.). Zresztą długo w pana rządzie nie zabawiła, niespełna rok.

Pani Piwnik odeszła z powodów politycznych, a nie braku kwalifikacji. Mój pomysł na apolitycznego ministra sprawiedliwości nie sprawdził się z powodu oporu struktur partyjnych.

Przy uchwalaniu konstytucji z 1997 roku panował konsensus, że taka zmiana jest potrzebna.

To nieprawda, że udało się wtedy wygasić spory. Temperatura debat była ogromna, a strony obrzucały się inwektywami, co można sprawdzić w stenogramach Zgromadzenia Narodowego.

Spory o m.in. rozdział Kościoła od państwa, czy aborcję trwały 5 lat, ale wynik głosowania (451 głosów „za” nową Konstytucją) sugerował porozumienie.

Głosowanie w Sejmie było bardziej pozytywne niż referendum, w którym frekwencja nie przekroczyła 50 proc. (wyniosła niespełna 43%), co przy dzisiejszych zasadach czyniłoby je niewiążącym.

Byłbym ostrożny z wpisywaniem członkostwa Polski w Unii Europejskiej do Konstytucji. Lepiej stworzyć rozdział zakotwiczający naszą obecność w Unii, niż wpisywać to bezpośrednio, bo nie wiemy, jak Unia będzie wyglądać za 10 lat.

Dlaczego nie udało się uchwalić nowe konstytucji w 1991 roku, w dwusetną rocznicę Konstytucji 3 Maja?

Było to niewykonalne; funkcjonowała wtedy tzw. Mała Konstytucja, będąca legislacyjnym „potworkiem”, dającym prezydentowi prawo do wyznaczania ministrów w tzw. resortach prezydenckich – MON, MSW i MSZ.

Pomijając kwestie obyczajowe i relacje państwo-Kościół – głównymi osiami sporu były wówczas uprawnienia prezydenta.

Największym problemem było pytanie: kto rządzi – prezydent czy Rada Ministrów? Spory dotyczyły też światopoglądu (preambuła, konkordat), własności (akcenty socjalne kontra gospodarka rynkowa), rozliczenia PRL oraz roli Trybunału Konstytucyjnego.

Nie przewidzieliście wtedy, że ktoś może nie opublikować orzeczeń Trybunału.

Nasza wyobraźnia okazała się zbyt wąska. Nie wyobraziliśmy sobie, że może zdarzyć się to, co dzieje się dzisiaj.

Co zmieniłby pan w obecnej ustawie zasadniczej, gdyby miał pan taką moc?

Zapisałbym jednoznacznie, że w Polsce rządzi Rada Ministrów, a prezydent pełni funkcje reprezentacyjne i jest wybierany przez Zgromadzenie Narodowe, a nie w wyborach powszechnych. Należy też ostatecznie przesądzić o świeckości państwa i dopilnować ścisłego przestrzegania konkordatu, bo obecnie przywileje Kościoła wychodzą poza jego ustalenia. Ponadto należałoby doprecyzować rolę sądów i kompetencje Trybunału Konstytucyjnego.

A kwestie obyczajowe, jak np. definicja małżeństwa?

Zostawiłbym zapis, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, ale dopuściłbym związki partnerskie. Zmieniłbym zapis o ochronie życia, gdyż teoria o ochronie od poczęcia nie jest naukowa. Aborcja powinna być dopuszczalna. Wprowadziłbym też konstytucyjne zobowiązanie do edukacji seksualnej i nie zakazałbym prawnie eutanazji. Dodałbym przepisy dające większą wolność gospodarczą.

Co pan sądzi o referendum konstytucyjnym, w którym Polacy mieliby zdecydować w sprawie wyboru modelu prezydenckiego bądź kanclerskiego?

Pomysł mi się nie podoba, bo społeczeństwo mogłoby się pogubić w szczegółach, a wynik byłby podyktowany popularnością osób (prezydenta), a nie merytoryką rozwiązań. Referenda w Polsce marnie się udają. Wyjątkiem było referendum unijne, które wymagało ogromnego wysiłku edukacyjnego.

Bał się pan wtedy sprzeciwu Kościoła?

Tak, obawialiśmy się proboszczów, ale pomogły słowa Jana Pawła II, choć w niedzielę wyborczą „rządzi proboszcz, a nie papież”.

Kto najbardziej odpowiada za psucie Konstytucji?

Zwykle odpowiada urzędujący prezydent, który po zdobyciu milionów głosów zaczyna zrywać ciasny gorset uprawnień. Dotyczyło to wszystkich prezydentów, w tym Aleksandra Kwaśniewskiego. Pamiętam spór o to, czy prezydent może podpisać traktat akcesyjny w Atenach. Ostatecznie pojechały dwie delegacje.

Czy widzi pan szansę na reset w wymiarze sprawiedliwości lub zmianę Konstytucji?

Nie widzę takiej szansy, ponieważ każda zmiana wymaga 2/3 głosów w Sejmie, a przy obecnej atmosferze takiej większości się nie uzbiera.

Co pan sądzi o wpisaniu członkostwa Polski w Unii Europejskiej do Konstytucji?

Byłbym ostrożny. Lepiej stworzyć rozdział zakotwiczający naszą obecność w Unii, niż wpisywać to bezpośrednio, bo nie wiemy, jak Unia będzie wyglądać za 10 lat.

Rozmawiał Hubert Biskupski

Alfabet Millera - k jak konstytucja

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki