- Dynamiczny wzrost cen ropy naftowej na światowych giełdach.
- Brak porozumienia między USA a Iranem w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie.
- Odrzucenie przez prezydenta USA Donalda Trumpa propozycji rozejmu.
- Utrzymujące się zagrożenie dla kluczowych szlaków transportowych, w tym cieśniny Ormuz.
- Prognozy dalszych wzrostów cen w związku z eskalacją napięcia.
Ceny ropy Brent i WTI biją rekordy
Początek tygodnia przyniósł fatalne informacje z rynków paliw. Ceny ropy naftowej poszły gwałtownie w górę, reagując na polityczne napięcia na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy nie mają wątpliwości – brak perspektyw na szybkie zakończenie konfliktu oznacza droższe paliwo dla wszystkich.
Dane z giełd są jednoznaczne. Baryłka ropy Brent, kluczowa dla europejskiego rynku, jest wyceniana już na 107,08 dolarów, co oznacza wzrost o 2,65 proc. Niewiele lepiej wygląda sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Tam za baryłkę ropy West Texas Intermediate (WTI) trzeba zapłacić 94,06 dolarów, czyli o 1,79 proc. więcej niż w poprzednich notowaniach. Analitycy podkreślają, że tak wysokie ceny ropy naftowej to największy skok od wielu miesięcy, a tegoroczny wzrost notowań Brent przekroczył już 70 procent. To pokazuje, jak poważne i długofalowe są skutki trwającej wojny.
Dlaczego ceny ropy naftowej rosną? To wina fiaska rozmów USA-Iran
Za obecną nerwowość na rynkach i wysokie ceny na stacjach paliw odpowiada brak porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Jeszcze niedawno wydawało się, że jest szansa na przełom, ale nadzieje zostały szybko rozwiane.
Wszystko rozbiło się o propozycję, którą Teheran złożył delegacji USA w siedzibie ONZ. Irańczycy zaoferowali, że w ciągu siedmiu dni otworzą kluczową dla transportu ropy cieśninę Ormuz. W zamian oczekiwali jednak natychmiastowego zniesienia blokady swoich portów i bolesnych sankcji na sprzedaż ropy naftowej. Prezydent USA Donald Trump odrzucił tę ofertę.
Ambasador USA przy ONZ, Mike Waltz, wyjaśnił w wywiadzie dla CNN, że propozycja była nie do przyjęcia. Jak stwierdził, Teheran żądał konkretnych ustępstw w zamian za samą obietnicę powrotu do rozmów i wstrzymania ataków. Sam prezydent Donald Trump w rozmowie z portalem Axios zaznaczył, że Iran "przelicytował". Główną przyczyną, dla której rosną ceny ropy naftowej, jest właśnie ten brak postępu w rozwiązaniu konfliktu na Bliskim Wschodzie, co prezydent Donald Trump podsumował słowami: "Oni chcą zawrzeć umowę, ale to nie jest umowa, którą ja chcę zawrzeć". Dodał też, że rozważa powrót do bombardowania Iranu, co tylko podsyciło obawy inwestorów.
Sytuacja jest patowa. Chociaż szef MSZ Iranu Abbas Aragcchi zapewnia, że Teheran jest "gotowy do negocjacji", a mediatorzy z Kataru próbują wskrzesić rozmowy, to na razie nic z tego nie wynika. Stanowiska obu stron są od siebie bardzo dalekie, a to oznacza niepewność i dalszy potencjał do wzrostu cen.
Cieśnina Ormuz i rebelianci Huti
Fiasko rozmów dyplomatycznych to jedno, ale prawdziwy strach na rynkach budzi to, co dzieje się w samym regionie. Nie chodzi już tylko o blokadę cieśniny Ormuz przez Iran. Na scenie coraz groźniej poczynają sobie jemeńscy rebelianci Huti, którzy otwierają nowy front w wojnie o kontrolę nad szlakami transportowymi.
Były rzecznik Huti, Ali al-Buchajti, wprost zapowiedział w wywiadzie dla izraelskiego portalu Mako, że jego ugrupowanie przygotowuje ataki na instalacje naftowe saudyjskiego giganta Aramco. Co więcej, ataki te miałyby być przeprowadzane z terytorium Iraku, co pokazuje, jak bardzo rozszerza się pole konfliktu. Rebelianci chcą też pobierać opłaty od statków przepływających przez cieśninę Bab al-Mandab, kolejny strategiczny punkt na mapie światowego handlu, i nie wykluczają zdobycia broni chemicznej.
Te groźby nie są bezpodstawne. We wrześniu 2025 roku Huti przeprowadzili udaną ofensywę, zdobywając tereny właśnie w rejonie cieśniny Bab al-Mandab. Dzięki temu zyskali realną możliwość zakłócania żeglugi na jednym z najważniejszych morskich szlaków świata. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że trwający od ośmiu miesięcy konflikt na Bliskim Wschodzie rozlewa się na kolejne kluczowe dla transportu ropy obszary.
Dla światowej gospodarki to scenariusz z koszmaru. Traderzy z niepokojem obserwują nie tylko cieśninę Ormuz, przez którą przed wojną przepływała jedna piąta globalnych dostaw ropy i gazu, ale teraz także Bab al-Mandab. Każdy incydent w tych rejonach może oznaczać kolejne, skokowe podwyżki cen i jeszcze większe problemy z zaopatrzeniem. Na razie nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się uspokoić.