Spis treści
Prawie 13 mln baryłek dziennie
W tym miesiącu Arabia Saudyjska, Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie i inni producenci z regionu eksportują łącznie niemal 13 mln baryłek ropy dziennie. Surowiec płynie zarówno przez cieśninę Ormuz, jak i alternatywnymi trasami.
To oznacza, że państwom Zatoki udało się częściowo obejść problemy związane z blokadą. Arabia Saudyjska dodatkowo wznowiła tłoczenie ropy przez uszkodzony rurociąg Wschód-Zachód i rozpoczęła załadunek surowca na tankowce na Morzu Czerwonym. Dostawy tą drogą są jednak nadal ograniczone.
Iranowi kończy się ropa za granicą
Zużywają się natomiast zapasy irańskiej ropy znajdujące się poza obszarem objętym blokadą. Według szacunków Kpler mogą one wystarczyć tylko do połowy października.
To ogromny problem dla Teheranu. Eksport ropy jest jednym z najważniejszych źródeł zagranicznych dochodów Iranu. Po wznowieniu amerykańskiej blokady morskiej w połowie lipca eksport irańskiej ropy gwałtownie się załamał. Według danych Kpler w sierpniu załadunki były o około 85 proc. niższe niż średnio w okresie od lutego do kwietnia.
Iran może próbować wykorzystywać transport lądowy, ale możliwości są niewielkie. Według danych cytowanych przez „WSJ” ciężarówki mogą przewozić najwyżej około 40 tys. baryłek dziennie, podczas gdy przed wojną irański eksport sięgał niemal 2 mln baryłek dziennie.
Teheran traci ważną kartę
Słabnący eksport oznacza, że Iran ma coraz mniejsze możliwości wywierania presji na światowy rynek energii.
Dotychczas groźba zakłócenia transportu przez cieśninę Ormuz była jednym z najważniejszych argumentów Teheranu. Przez ten strategiczny szlak przed wojną przepływała ogromna część światowego handlu ropą i produktami naftowymi.
Teraz państwa Zatoki korzystają z alternatywnych rurociągów i innych tras. Jak wskazuje „WSJ”, ogranicza to możliwość wykorzystywania przez Iran dostaw energii jako narzędzia nacisku podczas rozmów o zakończeniu konfliktu.
Najgorszy scenariusz? Kolejna eskalacja
Sytuacja może jednak przynieść skutek odwrotny do oczekiwanego. Im mocniej Iran będzie odczuwał skutki blokady i utraty dochodów z ropy, tym większa może być presja na działania militarne.
– Świadczy to o malejącej skuteczności irańskiej strategii – oceniła Sanam Vakil, dyrektor programu ds. Bliskiego Wschodu w Chatham House. Jej zdaniem Iran może próbować wyjść z impasu poprzez rozszerzenie konfliktu.
Przedstawiciele państw regionu obawiają się, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej może zmienić taktykę i uderzać w porty, rafinerie oraz rurociągi.
Iran ma już doświadczenie w wykorzystywaniu swoich sojuszników do atakowania infrastruktury energetycznej. Wcześniej wspierani przez Teheran jemeńscy Huti przeprowadzali ataki na statki i infrastrukturę w regionie Morza Czerwonego.
Ropa płynie, ale ryzyko nie znika
Na pierwszy rzut oka sytuacja na rynku ropy wygląda więc lepiej. Dostawy z państw Zatoki odbudowują się i sięgają około 80 proc. poziomu sprzed wojny. Alternatywne trasy pozwalają częściowo omijać problemy związane z cieśniną Ormuz.
Nie oznacza to jednak końca zagrożeń. Ataki na rurociągi i porty mogą ponownie ograniczyć eksport. Już wcześniej uszkodzenia infrastruktury zmuszały producentów do korzystania z kosztownych objazdów.
Największym problemem pozostaje więc nie tylko to, ile baryłek ropy płynie dzisiaj, ale także to, co zrobi Iran, gdy jego zapasy i dochody będą dalej topnieć.