- PiS boryka się z problemami finansowymi po obcięciu subwencji państwowej, co nasila presję na regularne wpłaty od działaczy.
- Członkowie PiS muszą uiszczać "obowiązkowe darowizny", ze stawkami od 200 zł miesięcznie dla radnych po 5 tys. zł dla europosłów.
- W partii narastają zarzuty o zaległości we wpłatach, szczególnie wśród osób związanych z Mateuszem Morawieckim, co pogłębia wewnętrzne podziały.
- Partia odnotowuje drastyczny spadek wpływów z darowizn, z blisko 12,5 mln zł w 2024 roku do zaledwie 522 tys. zł w bieżącym okresie, co znacząco obciąża jej budżet.
Dlaczego finanse PiS są w coraz gorszym stanie?
Kłopoty finansowe Prawa i Sprawiedliwości to nie tylko efekt utraty władzy kilak lat temu. Głównym problemem jest obcięta subwencja z budżetu państwa, która zmusiła władze partii do szukania oszczędności i bardziej rygorystycznego podejścia do wewnętrznych zbiórek.
Już od ubiegłego roku partia Jarosława Kaczyńskiego znacznie mocniej pilnuje tzw. obowiązkowych darowizn. Pracownicy z centrali na Nowogrodzkiej regularnie monitorują wpłaty i kontaktują się z osobami, które mają zaległości. Pogarszające się finanse PiS sprawiają, że presja na regularne wpłaty ze strony europosłów, posłów i radnych jest dziś znacznie większa niż kiedykolwiek wcześniej. To z kolei rodzi napięcia, zwłaszcza gdy w tle rozgrywa się walka o przywództwo w partii.
Polecany artykuł:
Tysiące złotych miesięcznie. Kto nie płaci na partię?
Stawki są jasno określone i niemałe. Jak tłumaczy jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości cytowany przez „Rzeczpospolitą”, comiesięczne wpłaty zależą od zajmowanej funkcji.
5 tys. zł miesięcznie dla europosłów, 1 tys. zł od posłów i 200 zł dla radnych wojewódzkich oraz ta sama stawka, gdy ktoś nie jest członkiem partii, ale startował z naszej listy. Posłowie płacą także po 600 zł na klub parlamentarny. Wydatków w klubie mamy sporo, a środki, jakie daje Kancelaria Sejmu, nie wystarczają.
Problem w tym, że nie wszyscy płacą regularnie. Jak wynika z analizy rejestru wpłat za 2026 rok, na liście darczyńców brakuje byłego premiera Mateusza Morawieckiego i polityków uznawanych za jego najbliższe otoczenie. Jedynym wyjątkiem jest europoseł Piotr Müller. Brak wpłat od części parlamentarzystów jest postrzegany nie tylko jako problem finansowy, ale także jako element pogłębiającego się rozłamu w PiS i przygotowań do odejścia z partii. Sprawa jest o tyle ciekawa, że w tym roku na konto partii wpłynęło nieco ponad 522 tys. zł, podczas gdy w poprzednich latach kwoty były wielokrotnie wyższe.
Źródło: „Rzeczpospolita”