Spis treści
Miliardy na stół. Rząd Donalda Tuska ratuje energochłonne firmy
Sejm skierował do dalszych prac projekt ustawy, który ma uratować polski przemysł przed skutkami wysokich cen prądu. To zielone światło dla programu pomocowego, którym teraz zajmą się wspólnie Komisja do spraw Energii Klimatu i Aktywów Państwowych oraz Komisja Gospodarki i Rozwoju.
W uzasadnieniu projektu, przygotowanego przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, czytamy, że polskie firmy płacą za energię nawet dwa lub trzy razy więcej niż ich konkurenci z Azji czy Stanów Zjednoczonych. Taka sytuacja to poważne zagrożenie dla sektorów, które zużywają najwięcej prądu i rywalizują na globalnych rynkach. Bez pomocy rządu mogłyby po prostu tej walki nie wytrzymać.
Rządowy projekt ustawy przewiduje wprowadzenie systemu wsparcia, na który w latach 2027–2030 zaplanowano łącznie 4,8 mld zł. To właśnie te pieniądze mają stanowić swoistą tarczę, która pozwoli firmom przetrwać trudny okres i dać im oddech. Pomoc będzie miała charakter czasowy i trafi do przedsiębiorstw, dla których koszty energii elektrycznej są jednym z największych obciążeń.
Jak będą działać dopłaty do prądu dla firm?
Program ma działać przez cztery lata, od 2027 do 2030 roku. Pieniądze będą wypłacane w transzach, a ich podział wygląda następująco:
- 2027 r. – 800 mln zł
- 2028 r. – 1,6 mld zł
- 2029 r. – 1,6 mld zł
- 2030 r. – 800 mln zł
Trzeba jednak jasno powiedzieć: to nie będą darmowe pieniądze. Warunkiem otrzymania dopłat do prądu dla firm będzie zobowiązanie do przeznaczenia co najmniej 50 proc. ekwiwalentu pomocy na konkretne, proekologiczne cele. Mówiąc prościej, jeśli firma dostanie wsparcie, to przynajmniej połowę tej kwoty musi zainwestować w zieloną transformację.
Chodzi tu o działania takie jak:
- dekarbonizacja,
- poprawa efektywności energetycznej,
- rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE),
- magazynowanie energii,
- zwiększenie elastyczności poboru energii.
W skrócie: rząd daje pieniądze, ale w zamian oczekuje, że firmy zaczną na poważnie inwestować w modernizację i uniezależnianie się od drogiej energii z tradycyjnych źródeł. To nie jest jałmużna, a raczej zachęta do strategicznych zmian.