Seks, kradzieże i awantury. To robią za Słodziaki z Biedronki [ZDJĘCIA]

2019-10-09 11:33 WSB
Nowy gang słodziaków
Autor: materiały prasowe

Akcje sieci sklepów Biedronka, w których dostać można było Świeżaki i Słodziaki, a aktualnie drugą edycję gangu Słodziaków, to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Polacy pokochali małe, pluszowe zabawki, które mogli albo kupić, albo wymienić za naklejki, które dostawało się robiąc zakupy. Jednak szaleństwo jest tak duże, że wiele osób gotowych było zrobić niemal wszystko, aby w ich domu zagościły Słodziaki lub Świeżaki.

Pierwszy program lojalnościowy z pluszakami Biedronka uruchomiła w sierpniu 2016 roku. Zaprezentowany wtedy Gang Świeżaków (były dwie edycje gangu) stał się hitem i Polskę ogarnęło pluszowe szaleństwo – za naklejki bądź po prostu droga kupna klienci sieci Biedronka zabrali do swoich domów ok. 5 mln zabawek. Nic dziwnego, że dwa lata później Jeronimo Martins Polska, właściciel marketów, zdecydował o ponowieniu akcji. Tym razem na klientów Biedronki czekały Słodziaki, czyli pluszowe zwierzątka, a do nich zaoferowano także książeczki czy poduszki, co spowodowało, że w ręce Polaków trafiło jeszcze więcej zabawek. Teraz Biedronka ponownie postawiła na zwierzęta i uruchomiła akcję Gang Słodziaków „Magiczny Portal”. W sklepach ponownie trwa szaleństwo, a Polacy starają się na tym dorobić.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Będzie nowe 500 plus. Prezydent Duda zdecydował

W internecie nie sposób nie natknąć się na ogłoszenia sprzedaży samych Słodziaków jak i naklejek na nich. Co bardziej pomysłowi ściągają zabawki z… Chin. Popularny serwis aukcyjny AliExpress oferuje je bowiem za cenę znacznie niższą niż Biedronka. Później osoby te sprzedają Słodziaki po normalnych, sklepowych cenach. Oczywiście na próżno szukać tam dodatków, które oferuje Jeronimo Martins Polska, jak książeczka dla dzieci. Inni kupują maskotki w Biedronce, ale sprzedają dopiero, gdy tych brakuje na sklepowych półkach, znacząco podnosząc cenę.

- Osoby te, stając się właścicielami danego przedmiotu, decydują o jego dalszym przeznaczeniu. Mamy świadomość, że część klientów przeznacza produkty zakupione w naszej sieci lub otrzymane w ramach trwających promocji do odsprzedaży. My reagujemy wówczas, gdy zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa, zgłaszając to odpowiednim służbom. Ten przypadek jest analizowany przez nasz dział prawny - tłumaczyło podczas pierwszej akcji ze Słodziakami biuro prasowe Jeronimo Martins Polska.

Sprawdź: W tym mieście uprawiają najwięcej seksu! Zaskoczeni?

Ale by zdobyć maskotki Polacy gotowi są zapłacić czymś więcej niż pieniędzmi. Podczas promocji na Świeżaki internet wręcz zalały ogłoszenia matrymonialne, na których mężczyźni oferowali pluszaki z Biedronki w zamian za… seks. W innych przypadkach to same chętne do zakupu kobiety chciały płacić swoimi nagimi zdjęciami. Inni wybierają jeszcze mniej legalne formy zdobycia pluszaków.

Jak przypomina portal naszemiasto.pl, kradzieże naklejek to prawdziwa plaga. Złodzieje chcący nieuczciwie zdobyć Słodziaki czy Świeżaki sami tworzyli swoiste gangi i atakowali m.in. w Szamotułach, Gliwicach czy Kutnie. Problem w tym, że 60 naklejek wycenione jest na ok. 60 złotych, czyli ich kradzież jest przestępstwem, za które grozi nawet do 5 lat więzienia, a rekordziści kradli ich setki, a nawet tysiące.

Inny przykład to zwykłe oszustwa czy awantury o Świeżaki i Słodziaki. Jedna z internautek zdecydowała się zakupić pluszaka Borówkę oferowanego w internecie. Borówkę dostała, ale nie maskotkę, a prawdziwy owoc. Gróźb zaś oraz wyzwisk nie brakowało na portalach społecznościowych. Kiedy ktoś pisał, że ma już całą kolekcję lub po prostu oferował maskotki na sprzedaż, wiele osób domagało się oddania Świeżaka czy Słodziaka za darmo, argumentując to albo siłą, albo… na litość, skąd wziął się popularny mem „Dej, mam horom curke”. Awantury? Ostatnio rozpętało się piekło, bo internautka na profilu Biedronki miała pretensje o… imię pluszowej Sarenki z Gangu Słodziaków.

- Jest Borsuk Bartek, Pszczółka Pola, Dzięcioł Dominik i to ma jakiś sens a tu nagle Sarenka Hania. Nie pasuje. To można jakoś wymienić? Bo denerwuje mnie to imię Sarenki. – Napisała oburzana internautka. Biedronka odpisała, że przecież kobieta może nazwać maskotkę według własnego uznania, co jeszcze bardziej zdenerwowało internautkę. - Nie mam problemów z głową, nie będę Sarenki Hani nazywać Sarenką Stefanią. To Wy musicie zmienić. Może być na Świętosławe. – Odpisała, a całą dyskusję zakończyła w ten sposób: - Jak widać racjonalne argumenty do was nie docierają. Później zabraknie borsuków i zostaną same sarenki i będziecie się zastanawiać dlaczego.

Najnowsze