- Fiskus intensyfikuje kontrolę dochodów z internetu, śledząc wpływy od influencerów, streamerów i sprzedawców online, by wychwycić nieopodatkowane zarobki.
- Dzięki nowym przepisom i danym z platform, urzędnicy skupiają się na regularności transakcji, traktując nawet "donejty" jako przychód podlegający opodatkowaniu.
- Jeśli przekroczysz 30 transakcji lub 2000 euro rocznie, Twoje dane trafią do skarbówki – sprawdź, czy Twoja działalność nie wymaga rejestracji!
Internet przez lata był postrzegany jako przestrzeń, w której część dochodów pozostawała poza zasięgiem fiskusa. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jak czytamy w portalu next.gazeta.pl, administracja skarbowa może analizować dane przekazywane przez platformy sprzedażowe, historię wpływów na konta oraz sposób prowadzenia działalności online.
Kluczowe znaczenie ma nie pojedyncza transakcja, ale powtarzalność działań. Urzędnicy sprawdzają przede wszystkim, czy sprzedaż lub działalność internetowa ma charakter ciągły, zorganizowany i nastawiony na osiąganie zysku. To właśnie regularność wpływów jest jednym z pierwszych sygnałów alarmowych dla fiskusa.
Influencerzy i streamerzy pod szczególną obserwacją
Coraz częściej analizowane są również dochody twórców internetowych. Chodzi między innymi o influencerów, streamerów oraz osoby prowadzące transmisje na żywo. Przez lata część internetowych twórców traktowała wpłaty od widzów jako darowizny. Fiskus coraz częściej przyjmuje jednak inne stanowisko. Jeśli donejty są związane z regularną działalnością twórcy i stanowią element jego zarobkowania, mogą zostać uznane za przychód podlegający opodatkowaniu.
Dla urzędników znaczenie ma kontekst. Sprawdzane jest między innymi to, czy wpłaty pojawiają się regularnie, czy są związane z transmisjami, subskrypcjami lub dodatkowymi korzyściami oferowanymi odbiorcom.
Platformy sprzedażowe raportują dane
Duże zmiany przyniosły unijne przepisy DAC7. Zgodnie z nimi platformy sprzedażowe i serwisy cyfrowe przekazują administracji skarbowej informacje o użytkownikach osiągających przychody ze sprzedaży towarów lub usług online. Dotyczy to między innymi popularnych serwisów sprzedażowych. Fiskus może otrzymać dane dotyczące liczby transakcji, wartości sprzedaży oraz informacji pozwalających zidentyfikować konkretnego użytkownika.
Samo przekazanie danych nie oznacza jednak automatycznej kontroli ani obowiązku zapłaty podatku. Urząd skarbowy porównuje informacje z deklaracjami podatnika i sprawdza, czy aktywność nie spełnia cech działalności gospodarczej.
Kiedy dane trafiają do fiskusa?
Przepisy przewidują wyjątek dla osób sprzedających okazjonalnie. Dane nie powinny być raportowane, jeśli użytkownik wykonał mniej niż 30 transakcji i jednocześnie osiągnął przychód niższy niż 2000 euro w danym okresie sprawozdawczym. Oba warunki muszą być spełnione jednocześnie. Przekroczenie jednego z progów może skutkować przekazaniem danych do administracji skarbowej.
Eksperci podkreślają jednak, że raportowanie nie oznacza automatycznie problemów podatkowych. Kluczowe pozostaje ustalenie, czy sprzedaż miała charakter okazjonalny, czy była prowadzona jak biznes.
Największy błąd? Przekonanie, że fiskus niczego nie widzi
Urząd skarbowy zwraca dziś szczególną uwagę na powtarzalne przelewy, regularne wpływy i działalność prowadzoną w sposób przypominający firmę. Podczas ewentualnej kontroli znaczenie mogą mieć potwierdzenia przelewów, historia sprzedaży, faktury, rachunki czy ewidencja przychodów. W przypadku osób zarabiających regularnie w internecie konieczne może być również zarejestrowanie działalności gospodarczej i wybór odpowiedniej formy opodatkowania.
Eksperci ostrzegają, że najczęstszym błędem jest założenie, iż dochody osiągane online pozostają niewidoczne dla państwa. Dzięki danym przekazywanym przez platformy sprzedażowe i rozwijanym narzędziom analitycznym fiskus ma dziś znacznie większe możliwości weryfikacji internetowych zarobków niż jeszcze kilka lat temu.
Polecany artykuł: