- Analiza danych GUS ujawnia, jak kluczowe trendy rynkowe wpłynęły na wyższą od prognoz waloryzację świadczeń w 2026 roku
- Brak indeksacji progu dochodowego w dodatkowych świadczeniach podważa długoterminową rentowność tego rozwiązania dla rosnącej grupy seniorów
- Eksperci ZUS wskazują, że załamanie demograficzne stanowi fundamentalne wyzwanie dla obecnej strategii biznesowej systemu ubezpieczeń społecznych
- Podwyżka najniższego świadczenia bezpośrednio wzmacnia płynność finansową milionów gospodarstw domowych, wpływając na całą gospodarkę
- Prognozy dotyczące stopy zastąpienia potwierdzają, że zarządzanie ryzykiem w kontekście przyszłych emerytur staje się kluczowym problemem państwa
Rządowe prognozy do kosza. Wiemy, ile realnie wyniesie podwyżka dla seniorów
Emeryci i renciści mogą spodziewać się w marcu 2026 roku podwyżki wyższej, niż początkowo planował rząd. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, wskaźnik waloryzacji, czyli corocznego mechanizmu podnoszenia świadczeń w celu ochrony ich wartości przed inflacją, wyniesie najprawdopodobniej 5,08%. To więcej niż zakładane w budżecie 4,88%. Różnica wynika z faktu, że tzw. inflacja emerycka w 2025 roku była wyższa od ogólnej i osiągnęła poziom 4,2%. Dzieje się tak, ponieważ jest ona liczona na podstawie koszyka zakupów typowego seniora, w którym większą rolę odgrywają żywność i leki, a to właśnie ich ceny rosły najszybciej. Drugim elementem składającym się na podwyżkę jest udział we wzroście gospodarczym, a konkretnie 20% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia, co w tym roku dodaje do wskaźnika 0,88 punktu procentowego. Ostateczne potwierdzenie tych wyliczeń poznamy w lutym, gdy GUS opublikuje kompletne dane płacowe.
Prognozowana podwyżka emerytur na poziomie 5,08% oznacza konkretne, odczuwalne pieniądze dla ponad 10 milionów Polaków. Osoby pobierające najniższą emeryturę, wynoszącą obecnie 1 878,91 zł brutto, od 1 marca otrzymają o 95,45 zł więcej, co da kwotę około 1 974,36 zł brutto (czyli około 87 zł „na rękę”). Zasada jest prosta: im wyższe świadczenie, tym większa kwotowa podwyżka. Dla przykładu, emerytura w wysokości 2 500 zł brutto wzrośnie o 127 zł, a świadczenie rzędu 4 000 zł brutto zyska 203,20 zł. Waloryzacja obejmuje również wszystkie dodatki, w tym popularny dodatek pielęgnacyjny, który zwiększy się z 348,22 zł do 365,91 zł. Co ważne, nowa, wyższa kwota najniższej emerytury posłuży jako podstawa do obliczenia trzynastej emerytury, która trafi do seniorów w kwietniu 2026 roku.
Miliardy na podwyżki i pułapka "czternastki". W tle tyka demograficzna bomba
Tegoroczne podwyżki to znaczący wydatek dla finansów publicznych. Sama marcowa waloryzacja będzie kosztować budżet państwa około 23 miliardy złotych. Jeśli doliczymy do tego wypłatę trzynastej i czternastej emerytury, na które zarezerwowano łącznie 33 miliardy złotych, okaże się, że całościowe wsparcie dla seniorów przekroczy 55 miliardów złotych. W kontekście dodatkowych świadczeń narasta jednak problem z „czternastką”. Ustalony dla niej próg dochodowy w wysokości 2 900 zł brutto nie jest waloryzowany, czyli nie rośnie wraz z inflacją. W efekcie, z każdym rokiem coraz większa grupa seniorów otrzymuje świadczenie pomniejszone według zasady „złotówka za złotówkę” lub całkowicie traci do niego prawo. Szacuje się, że w 2026 roku pełna „czternastka” nie będzie przysługiwać osobom, których emerytura przekracza kwotę około 4 871 zł brutto.
Choć waloryzacja skutecznie chroni siłę nabywczą obecnych emerytów, cały system ubezpieczeń społecznych stoi przed ogromnymi wyzwaniami w dłuższej perspektywie. Prognozy demograficzne Zakładu Ubezpieczeń Społecznych są jednoznaczne i alarmujące. Do 2040 roku liczba osób w wieku produkcyjnym, czyli tych, którzy pracują i płacą składki, ma spaść z obecnych 21 milionów do zaledwie 12,5 miliona. W tym samym czasie liczba emerytów wzrośnie z 9 do 12,5 miliona. Taka zmiana proporcji musi doprowadzić do załamania tzw. stopy zastąpienia, czyli wskaźnika pokazującego, jaki procent ostatniej pensji stanowi pierwsza emerytura. Dziś wynosi on około 50%, ale według prognoz dla przyszłych pokoleń może spaść do zaledwie 25%, co stawia pod znakiem zapytania finansową stabilność i zdolność systemu do zapewnienia godziwych świadczeń w przyszłości.