Spis treści
Antonio Costa w drodze: o co toczy się gra w unijnych stolicach?
Szef Rady Europejskiej Antonio Costa pakuje walizki. Zaczyna się nerwowe liczenie pieniędzy i polityczna gra o najwyższą stawkę – przyszły, siedmioletni budżet Unii. Costa przybywa do Europy Środkowej prosto z Kijowa, gdzie uczestniczył w obchodach 35-lecia niepodległości Ukrainy. Od 25 sierpnia rozpoczyna swoje doroczne tournée, odwiedzając we wtorek premiera Słowacji Roberta Ficę w Bratysławie i szefa estońskiego rządu Kristena Michala w Tallinie. W planach na ten tydzień ma jeszcze Rygę, Wilno i Pragę. To jednak dopiero początek.
Dla nas kluczowa informacja jest inna. Jak wynika z nieoficjalnych informacji ze źródeł unijnych, wizyta Antonio Costy w Polsce planowana jest na 9 września 2026 roku. Cel jego podróży jest jeden: przekonać przywódców państw UE, w tym polski rząd, do jak najszybszego przyjęcia nowej perspektywy finansowej.
Szef Rady Europejskiej jest pod ogromną presją czasu. Porozumienie na szczeblu szefów państw i rządów musi zapaść do końca tego roku. Powód? W 2027 roku kalendarz wyborczy w Europie będzie tak napięty – do urn pójdą m.in. Francuzi, Włosi, Hiszpanie, a także Polacy – że znalezienie kompromisu w tak drażliwej sprawie będzie praktycznie niemożliwe.
O co toczy się gra? Rekordowy budżet kontra cięcia
Spór toczy się o gigantyczne pieniądze. Komisja Europejska już w lipcu 2025 roku położyła na stole propozycję opiewającą na 1,76 biliona euro. To największa suma w historii UE, choć po uwzględnieniu inflacji jej udział w unijnym dochodzie narodowym brutto (DNB) wzrósłby tylko nieznacznie, z 1,1 do 1,26 proc. Tyle że na tak hojne wydatki nie zgadzają się wszyscy. Na czele grupy tak zwanych państw oszczędnych stoją Niemcy. Kluczowe dla całej układanki będą więc rozmowy Costy z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem w Berlinie.
To właśnie Berlin najgłośniej domaga się cięć. Propozycja kompromisu, którą na początku roku przedstawiła cypryjska prezydencja, zakładała symboliczne cięcia rzędu 2 proc. Dla Niemiec i ich sojuszników to było zdecydowanie za mało. Spór o wielkość wydatków to najważniejszy punkt negocjacji nad kształtem budżetu UE 2028-2034. Od jego wyniku zależeć będzie, ile pieniędzy trafi na politykę spójności, rolnictwo czy nowe priorytety, takie jak transformacja energetyczna.
To starcie dwóch wizji – jednej, która stawia na ambitne inwestycje i nowe cele, i drugiej, która woli zaciskać pasa. Od wyniku tej walki zależy, ile pieniędzy popłynie do Polski w ramach polityki spójności czy dopłat dla rolników.
Nowe podatki unijne sposobem na załatanie dziury?
Jak więc pogodzić żądania cięć z rosnącymi potrzebami Unii? Antonio Costa przywozi ze sobą rozwiązanie, które jest jednak równie kontrowersyjne co sam budżet. Chodzi o wprowadzenie tak zwanych dochodów własnych, czyli mówiąc wprost – nowych, ogólnounijnych podatków. To pozwoliłoby zasilić wspólną kasę bez konieczności podnoszenia składek płaconych przez poszczególne kraje.
Wprowadzenie nowych podatków UE, takich jak opłata od emisji CO2 czy danina od wielkich korporacji, ma zapobiec podnoszeniu składek przez państwa członkowskie. Pomysłów na takie daniny jest kilka, a wśród nich:
- wpływy z handlu uprawnieniami do emisji CO2,
- graniczny podatek węglowy (CBAM),
- opłaty od odpadów elektronicznych,
- akcyza od wyrobów tytoniowych,
- podatek od zysków największych firm.
Każda z tych propozycji budzi jednak opór w różnych stolicach. Jak przyznał anonimowo jeden z unijnych dyplomatów, „każdy zasób własny wywołuje różny stopień sceptycyzmu”. Mimo to szef Rady Europejskiej zamierza postawić sprawę jasno.
Przewodniczący będzie chciał przekazać liderom, że to budżetowe równanie nie będzie działać bez zasobów własnych - zapowiada źródło zbliżone do Rady Europejskiej.
Wizyta w Warszawie będzie więc kolejnym, ważnym etapem w tej skomplikowanej grze o unijny budżet. Od jej wyniku zależeć będą finanse całej Europy na najbliższą dekadę.