Tajemnicze opóźnienie pomocy dla frankowiczów. Co z obietnicami dla zadłużonych kredytobiorców?

2019-04-08 15:43 Łukasz Trybulski
Frank szwajcarski
Autor: Łukasz Solski

Frankowicze, czy szerzej kredytobiorcy, czekają już czwarty rok na spełnienie wyborczych obietnic prezydenta Andrzeja Dudy dotyczących przewalutowania kredytów frankowych na złotówki. Rodzący się w bólach prezydencki projekt tzw. ustawy frankowej znów utknął w Sejmie. Rząd lekką ręką wydaje dziesiątki miliardów na transfery socjalne, a na ulice wychodzą kolejne grupy społeczne i zawodowe. Czy to oznacza kolejne opóźnienie w pomocy zadłużonym we frankach Polakom?

Mamy podwójny rok wyborczy. O ile majowe eurowybory nie mają aż tak dużego przełożenia na politykę krajową, to jesienne głosowanie do Sejmu i Senatu rozgrzeje scenę polityczną do czerwoności. Obecnie liczbę kredytów denominowanych w szwajcarskiej walucie szacuje się na 470 tys umów i 817 tys kredytobiorców, co łącznie z rodzinami daje 2 mln osób. Takiego elektoratu politycy, a w szczególności rządzący, nie mogą zlekceważyć. Dlatego odżył temat frankowiczów.

Prezydencki projekt ustawy nie trafił do czytania na posiedzeniu Sejmu w środę i w czwartek. - To kolejna zwłoka, bo pierwotnie miał być przedmiotem obrad już w połowie marca, zaraz po przyjęciu przez Komisję Finansów Publicznych - informowała w tym tygodniu “Rzeczpospolita”.

ZOBACZ TEŻ: Kolejny bank przegrał z frankowiczem. Zapadł ważny wyrok

Według dziennika taka sytuacja rodzi pytania o powód "nagłego wyhamowania prac", które przyspieszyły w styczniu po dwuletniej przerwie. "Być może toczy się dyskusja na temat ostatecznego kształtu ustawy w związku z licznie zgłaszanymi uwagami, w tym od ambasad" - powiedział dziennikowi jeden z posłów partii rządzącej. Gazeta przypomina, że w lutym ambasady: Niemiec, Austrii, Hiszpanii i Portugalii, z których wywodzą się główni akcjonariusze banków, mających sporo hipotek walutowych, wysłały list do szefa Komisji Finansów Publicznych Andrzeja Szlachty. Ich zdaniem projekt narusza zasady unijne.

Co oferuje ustawa frankowa?
Projekt zakłada m.in. utworzenie przez banki Funduszu Konwersji, który przeznaczony jest wyłącznie na przewalutowanie kredytów w walutach obcych na złotówki. Aby skorzystać z możliwości przewalutowania kredytu z Funduszu Konwersji, nie trzeba spełniać żadnych warunków, wystarczy mieć kredyt. Oznacza to, że pomoc jest kierowana do wszystkich kredytobiorców mających kredyt w walutach, a nie tylko do najbardziej potrzebujących (jak np. Fundusz Wsparcia). Warunki na jakich kredyt zostanie przewalutowany są indywidualnie uzgadniane między bankiem a kredytobiorcą.

Dodatkowo rozszerza działanie Funduszu Wsparcia Kredytobiorców (zgodnie z ustawą z 2015 roku miał działać tylko do końca 2018 roku) i stwarza nowe, większe możliwości uzyskania wsparcia przez kredytobiorców (wszystkich, nie tylko frankowych)

Korzyści dla zadłużonych?
To m.in. dwukrotne podniesienie minimum dochodowego umożliwiającego wnioskowanie o wsparcie. Zgodnie z propozycją, byłaby to sytuacja, gdy koszty kredytów przekraczają 50 proc. dochodów (dotąd było 60 proc.). Ponadto zwiększona miałaby zostać wysokość możliwego comiesięcznego wsparcia z 1,5 tys. do 2 tys. złotych, wydłużony okres możliwego wsparcia z 18 do 36 miesięcy (co w sumie dawałoby kwotę 72 tys. zł) oraz wydłużony okres bezprocentowej spłaty otrzymanego z Funduszu wsparcia z 8 do 12 lat. Możliwe byłoby także umorzenie części zobowiązań z tytułu wsparcia, szczególnie w sytuacji regularnego spłacania rat.

Kto na tym skorzysta i dlaczego najbogatsi
Frankowicze są niezadowoleni z zapisów i uważają, że nie jest to realna pomoc, banki uważają, że pomoc powinna być kierowana do najbardziej potrzebujących a nie do wszystkich. Swoja listę zarzutów przedstawiło też stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu. Ich zdaniem projekt nie obejmuje dłużników w najtrudniejszej sytuacji, którym bank wypowiedział umowę i żąda zwrotu mieszkania, i że przewalutowanie uzależnia od decyzji banków, a nie klientów.

Z kolei Związek Banków Polskich podkreśla, że by skorzystać z konwersji kredytu w szwajcarskiej walucie na polską, nie trzeba spełnić żadnych warunków. Może to zrobić np. osoba dobrze zarabiająca, posiadająca kilka nieruchomości. Warto też zwrócić uwagę na potencjalnie nierówne traktowanie kredytobiorców frankowych i złotówkowych. Złotówkowicze, którzy zaciągali kredyty w tym samym czasie nie dostaną żadnej korzyści, mimo, że przez wiele lat płacili wyższe raty kredytów, niż kredytobiorcy CHF.

Ponadto z wprowadzono też zapis wyłączający banki w postępowaniu naprawczym (np. Getin Noble Bank i BOŚ) z wpłat na Fundusz Konwersji. Oznacza to jednak, że klienci tych banków nie będą mogli korzystać z pomocy. Także pozostałe banki mogą czuć się pokrzywdzone, gdyż będą łożyć na wpłaty do FK, a inne nie. Wskazują, że może to być nierówne traktowanie firm i niedozwolona pomoc publiczna.

Ile to wszystko kosztuje?
Komisja Nadzoru Finansowego wyliczała przed dwoma laty koszt odfrankowienia kredytów w wersji hard (przewalutowanie po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu) na niemal 53 mld zł. Jaki będzie koszt dla sektora bankowego utworzenia Funduszu Konwersji i Funduszu Wsparcia?

W przypadku tego pierwszego ostatnie wyliczenia mówią o 2,6-2,8 mld zł rocznie, które będą musiały ponieść wszystkie banki składające się na ten fundusz (czyli banki, które kiedyś udzielały kredytów walutowych). Fundusz Wsparcia to koszt kilkuset milionów złotych rocznie (200-250 mln). Łącznie to niespełna 3 mld złotych rocznie, czyli przykładowo ułamek sumy przeznaczonej na tzw. Piątkę Kaczyńskiego. “Dziennik Gazeta Prawna” wyliczył też, że dziesiątki mld zł wydane na nowe obietnice wyborcze wystarczyłaby na wypełnienie dotychczasowych z 2015 r., a więc podniesienie kwoty wolnej dla wszystkich do 8000 zł. Resort finansów wyliczał przed dwoma laty, że taki ruch to ubytek w dochodach na poziomie 22 mld zł.

Pieniądze, które trzeba by wydać na piątkę Kaczyńskiego, mogłyby z grubsza sfinansować budowę ok. 800 km autostrad albo 1000 km dróg ekspresowych, co byłoby impulsem dla wzrostu inwestycji. Dysponując taką kwotą, można by też odważniej zmniejszać koszty pracy. Choćby radykalniej podnosząc kwotę kosztów uzyskania przychodów. Jej pięciokrotne zwiększenie miało kosztować tylko 10 mld zł. - wylicza DGP.

Najnowsze