- Prezes fundacji Orla Straż Bartosz Rutkowski wstrzymał transporty pomocy na Ukrainę.
- Główny powód: korupcja i wymuszanie łapówek przez ukraińskich pograniczników.
- Rutkowski opisał sytuację, gdy żądano łapówki za wwiezienie ambulansu dla żołnierzy.
- Podkreśla, że chce pomagać Ukraińcom, ale stracił zaufanie do instytucji państwowych.
- Twierdzi, że o problemie alarmował już kilka lat temu, lecz był za to atakowany.
Szokujące wyznanie prezesa fundacji. Koniec z pomocą z powodu korupcji
Bartosz Rutkowski, prezes fundacji Orla Straż, w szczerej rozmowie z dziennikarzem Bogdanem Rymanowskim podczas podcastu "Rymanowski Live" powiedział coś, co wielu osobom niosącym pomoc za wschodnią granicę nie przechodzi przez gardło. Jego organizacja, znana z działania w najtrudniejszych zakątkach świata, praktycznie całkowicie wycofała się z transportów na Ukrainę.
Bartosz Rutkowski wprost przyznał, że jego zdaniem skuteczna pomoc dla Ukrainy jest paraliżowana przez wszechobecną korupcję na granicy. To wyznanie rzuca zupełnie nowe światło na mechanizmy wsparcia, o których niestety rzadko mówi się publicznie. Rutkowski nie jest postacią anonimową – to komandor podporucznik rezerwy, a jego fundacja od lat z ogromnym poświęceniem pomaga ofiarom terroryzmu i prześladowanym chrześcijanom, głównie na Bliskim Wschodzie. Ma więc ogromne doświadczenie w pracy w ekstremalnych warunkach.
Jak sam przyznaje, o problemach próbował mówić już kilka lat temu, na początku pełnoskalowego konfliktu. Reakcja była wtedy jednoznaczna i streszczała się do popularnej w polskiej przestrzeni publicznej "pałki onucyzmu".
Gdy mówiłem o tym jeszcze parę lat temu, to słyszałem "Bartku, czy jesteś ruską onucą". A teraz niektóre rzeczy, które się w mediach zupełnie oficjalnie w Polsce mówi, nagle okazały się potwierdzeniem tych słów – stwierdził gorzko prezes Orlej Straży.
"To chore". Jak wygląda korupcja na granicy z Ukrainą?
Kiedy Bogdan Rymanowski dopytał, co dokładnie prezes Orlej Straży ma na myśli, mówiąc o "rzeczach, które mu się nie podobały", odpowiedź była jednoznaczna: korupcja i fatalne traktowanie wolontariuszy. Bartosz Rutkowski nie rzucał słów na wiatr. Podzielił się historią, która doskonale obrazuje patologię, z jaką musiały mierzyć się organizacje humanitarne.
Opisał sytuację, która wydaje się wręcz niewiarygodna w kontekście kraju walczącego o przetrwanie. Chodziło o próbę wwiezienia na Ukrainę ambulansu przeznaczonego dla żołnierzy walczących na froncie. Według relacji Rutkowskiego, ukraińscy pogranicznicy potrafią przetrzymywać konwój z pomocą humanitarną przez wiele godzin na mrozie, by wymusić łapówkę. W tym konkretnym przypadku darczyńca z Polski, który w nocy próbował przekroczyć granicę z karetką, został zatrzymany na cztery godziny w kolejce z ciężarówkami.
Stwierdził bez ogródek, że takie zachowanie jest niedopuszczalne.
Myślę, że jeżeli trzeba do kraju ogarniętego wojną dać łapówkę, żeby wwieźć ambulans dla żołnierzy, to uważam że jest to chore. (...) To jest kraj z ogromnymi problemami – podkreślał Bartosz Rutkowski w "Rymanowski Live".
To właśnie takie doświadczenia sprawiły, że jego zapał do organizowania transportów w kierunku Ukrainy zwyczajnie zgasł.
Pomoc dla Ukrainy tak, ale nie przez instytucje państwa
Mimo mocnych oskarżeń i osobistych, negatywnych doświadczeń, Bartosz Rutkowski stawia sprawę jasno: to nie jest wezwanie do zaprzestania wspierania Ukraińców. Wręcz przeciwnie. Jego zdaniem pomoc jest absolutnie konieczna, ale problem leży w tym, komu się ją przekazuje. Po prostu stracił zaufanie do oficjalnego systemu dystrybucji darów.
Prezes Orlej Straży podkreśla, że pomoc dla Ukrainy wciąż jest potrzebna, ale musi trafiać bezpośrednio do potrzebujących, z pominięciem instytucji państwowych. Jego zdaniem przekazywanie sprzętu czy żywności do dużych, centralnych magazynów pod Lwowem lub innym instytucjom państwowym to prosta droga do tego, by pomoc nigdy nie dotarła tam, gdzie jest najbardziej oczekiwana.
Prezes fundacji Orla Straż ujął to wprost, nie pozostawiając złudzeń co do swojej oceny sytuacji.
Żeby też być fair. Trzeba pomagać ludziom na Ukrainie, dotkniętym wojną. Ale moja wiara w to, że przekazywanie instytucjom państwowym na Ukrainie lub do magazynów pod Lwowem pomocy i ona zostanie właściwie dystrybuowana jest żadna – dodał.
Słowa Bartosza Rutkowskiego to ważny głos w dyskusji o realnych problemach, z jakimi mierzą się organizacje niosące pomoc. Pokazują, że zaangażowanie i dobre chęci to jedno, a zderzenie z systemową korupcją na granicy to drugie.
