- Premier Donald Tusk zablokował reformę Państwowej Inspekcji Pracy, która była kluczowym kamieniem milowym w Krajowym Planie Odbudowy (KPO).
- Decyzja premiera może doprowadzić do utraty od 4 do nawet 20 mld zł z KPO i znacząco utrudnić negocjacje z Komisją Europejską.
- Reforma PIP zakładała możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych i B2B w umowy o pracę, co było sztandarowym projektem Lewicy i budziło silne kontrowersje w rządzie.
- Zablokowanie reformy wywołało sprzeciw koalicjantów (Lewicy i Polski 2050) i pozostawiło rząd bez "planu B" w kwestii realizacji tego kamienia milowego KPO
Ile pieniędzy z KPO może stracić Polska po decyzji premiera?
„Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą” – te słowa premiera Donalda Tuska, wypowiedziane podczas szczytu w Paryżu, wstrząsnęły koalicją rządzącą. Jak donosi Wirtualna Polska, nagłe ucięcie prac nad zmianami w Państwowej Inspekcji Pracy to nie tylko polityczny zwrot, ale przede wszystkim realne zagrożenie finansowe. Reforma ta była bowiem jednym z kamieni milowych, od których zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy.
Szacunki dotyczące potencjalnych strat, jak podaje Wirtualna Polska, są rozbieżne i wahają się od 4 do nawet 20 mld złotych. Rozmówcy portalu przyznają, że precyzyjne wyliczenie korekty finansowej jest niezwykle trudne. Jak informuje Wirtualna Polska, decyzja Donalda Tuska o zarzuceniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy może oznaczać utratę nawet 20 mld zł z KPO. Wynika to ze skomplikowanego algorytmu stosowanego przez Komisję Europejską, który ma charakter uznaniowy i nie był jeszcze w praktyce wykorzystywany.
Dlaczego decyzja o reformie PIP wywołała spór w koalicji?
Projekt ustawy, który ostatecznie zablokował premier, był sztandarową propozycją Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, kierowanego przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk z Lewicy. Zakładał on wzmocnienie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy w walce z tzw. umowami śmieciowymi. Projekt przygotowany przez resort pracy zakładał, że inspektor pracy będzie mógł, w drodze decyzji administracyjnej, przekształcać umowy cywilnoprawne lub B2B w umowy o pracę, jeśli uzna, że mają one charakter pozorny. Chodziło o sytuacje, w których pracownik, mimo umowy cywilnoprawnej, wykonuje zadania w stałych godzinach i pod nadzorem jednego pracodawcy, co nosi znamiona stosunku pracy.
Propozycja od początku budziła kontrowersje, a jej zablokowanie mocno naraziło premiera koalicjantom. Jak czytamy w Wirtualnej Polsce, dla Lewicy jest to cios w jeden z kluczowych postulatów. „Jako Lewica nie odpuścimy walki z umowami śmieciowymi, bo to przede wszystkim krzywda ludzi” – zapewnił w rozmowie z portalem rzecznik ugrupowania, Łukasz Michnik.
Co dalej z negocjacjami z Komisją Europejską w sprawie KPO?
Decyzja premiera Tuska, według informacji uzyskanych przez Wirtualną Polskę, stawia Polskę w bardzo kłopotliwej sytuacji negocjacyjnej z Brukselą. To obecny gabinet zaproponował reformę PIP jako zamiennik dla wcześniejszego kamienia milowego, wynegocjowanego przez rząd PiS. Wycofanie się z własnej propozycji, o czym Komisja Europejska miała dowiedzieć się z mediów, podważa wiarygodność Polski.
„To nam kompletnie sabotuje negocjacje i wszystkie sprawy związane z KPO” – stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską jeden z urzędników rządowych. Czasu na ponowne odkręcanie reformy jest bardzo mało, a postawa rządu może usztywnić stanowisko Komisji w sprawie innych kluczowych rewizji KPO. Problemem jest fakt, że reforma PIP była kluczowym kamieniem milowym, a rezygnacja z niej może poważnie utrudnić dalsze negocjacje z Komisją Europejską o pieniądze z KPO. Przyszłość miliardowych funduszy dla Polski stała się przez to jeszcze bardziej niepewna.
Polecany artykuł:
