Europa ma siłę, żeby działać. To my ustalamy nasze zasady, a nie Big Tech
– powiedziała Ursula von der Leyen w orędziu o stanie Unii. Zapowiedziany przez Komisję Europejską EU Kids Act ma wprowadzić jednolite zasady dotyczące dostępu dzieci do mediów społecznościowych. Osoby poniżej 13. roku życia miałyby być z nich całkowicie wyłączone. Od 13. roku życia do ukończenia 15 lat możliwe byłyby tylko ograniczone „mini-konta”, zakładane i nadzorowane przez rodziców lub opiekunów. Komisja proponuje także ograniczenie czasu korzystania z nich do godziny dziennie. W przypadku osób w wieku 15–18 lat ciężar odpowiedzialności ma w większym stopniu przejść na platformy. Serwisy będą musiały być projektowane w sposób bezpieczny dla młodych użytkowników – m.in. bez mechanizmów, które mogą sprzyjać uzależniającym zachowaniom.
Polska należy do szerszej grupy krajów naciskających na Brukselę, by regulacje dotyczące dzieci i platform internetowych były bardziej restrykcyjne. Za zdecydowanymi ograniczeniami dla najmłodszych użytkowników od miesięcy opowiadają się m.in. Francja, Dania i Grecja. Podobne rozwiązania wprowadzają lub rozważają również państwa spoza UE.
Przepisy już są. Problemem jest ich egzekwowanie
Ochrona dzieci to jednak tylko część coraz ostrzejszego sporu Europy z największymi firmami technologicznymi. Polska równolegle naciska na na przykład skuteczniejsze egzekwowanie obowiązującego już Aktu o usługach cyfrowych – DSA. Komisja Europejska sięgała już po wysokie kary: 120 mln euro wobec serwisu X, 200 mln euro wobec Temu i 550 mln euro wobec AliExpress. Poszczególne postępowania dotyczyły różnych naruszeń DSA, ale polski rząd zwraca uwagę, że ciągną się one zbyt długo. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski mówił podczas posiedzenia sejmowej Komisji ds. Dzieci i Młodzieży, że problem nie polega już wyłącznie na identyfikowaniu zagrożeń, lecz właśnie na skutecznym egzekwowaniu przepisów.
Polska przygotowuje też własne regulacje dotyczące ochrony dzieci przed szkodliwymi treściami oraz penalizacji tworzenia seksualnych deepfake'ów.
Polska chce 250 mln euro kary dla Mety
Najdalej Warszawa poszła jednak w sporze dotyczącym oszukańczych reklam publikowanych na Facebooku i Instagramie. Zwróciła się do Komisji Europejskiej o nałożenie na Metę kary w wysokości 250 mln euro. Podstawą są m.in. dane CERT Polska. Z analizy 122 zgłoszonych reklam scamowych wynikało, że Meta nie podjęła skutecznych działań wobec 86,8 proc. z nich. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski chce dodatkowo, aby pieniądze pochodzące z kar mogły służyć rekompensowaniu strat osobom poszkodowanym przez oszustów.
Amerykańskim punktem odniesienia jest niedawna ugoda Mety z władzami 47 stanów oraz innych jurysdykcji. Koncern zgodził się zapłacić do 17,1 mld dolarów i wprowadzić dodatkowe zabezpieczenia dla dzieci. Tamta sprawa dotyczyła przede wszystkim zarzutów dotyczących uzależniającego projektowania Facebooka i Instagrama oraz bezpieczeństwa młodych użytkowników, nie oszukańczych reklam.
Brzoska kontra Meta. „Współudział w przestępstwie”
Jedną z najbardziej widocznych twarzy polskiego sporu z Metą stał się Rafał Brzoska. Wizerunek prezesa InPostu i jego żony Omeny Mensah był wielokrotnie wykorzystywany w fałszywych reklamach zachęcających m.in. do fikcyjnych inwestycji. Brzoska zarzuca Mecie, że firma zarabia na reklamach publikowanych przez przestępców, a jednocześnie niewystarczająco skutecznie je usuwa.
Meta bierze współudział w przestępstwie. (...) Mamy do czynienia z celowym, świadomym działaniem, maskowanym tanim lobbingiem
– powiedział Brzoska w rozmowie z Business Insiderem. W ramach inicjatywy „150 proc.” Brzoska proponuje, aby platformy oddawały całość przychodu uzyskanego z nielegalnych reklam oraz dodatkowo płaciły równowartość połowy tej kwoty na naprawienie szkód społecznych. Pod petycją podpisało się ponad 145 tys. osób. Uruchomiono również ScamWatch – narzędzie pomagające zbierać przykłady oszukańczych reklam i tworzyć bazę dowodową. Spór zaostrzył się po posiedzeniu sejmowej Komisji Cyfryzacji. Zaproszeni przedstawiciele Mety nie pojawili się na nim, co Brzoska ostro skrytykował.
Cios w okulary Meta
Spór o prywatność wokół produktów Mety ma też bardziej niecodzienne odsłony. I tu też cios został wyprowadzony z Polski. Programista Paweł Szydłowski stworzył aplikację ZuckOff, która wykrywa znajdujące się w pobliżu inteligentne okulary z kamerą – m.in. Ray-Ban Meta i Oakley Meta – na podstawie emitowanych przez nie sygnałów Bluetooth. Aplikacja nie potrafi stwierdzić, czy użytkownik właśnie nagrywa, ani wskazać konkretnej osoby, ale ostrzega, że kompatybilne urządzenie znajduje się w pobliżu. Twórca tłumaczy, że chodzi przede wszystkim o możliwość świadomej reakcji na obecność kamer, które coraz trudniej odróżnić od zwykłych okularów.
O jego pomyśle napisał niedawno magazyn technologiczny Wired, a kwestia ochrony prywatności przed osobami używającymi okularów z kamerami jest szeroko dyskutowana. Obawy dotyczą przede wszystkim tego, że pozwalają nagrywać ludzi niemal niezauważalnie – szczególnie często podnoszony jest problem nagrywania kobiet bez ich wiedzy, nękania i stalkingu.
Nawet 760 mln zł rocznie z reklam scamu
Paliwa do dyskusji dostarczył w ostatnich dniach raport Fundacji Instrat. Jego autorzy szacują, że Meta mogła w ciągu roku uzyskać w Polsce około 760 mln zł przychodów z emisji oszukańczych reklam. Według Instratu byłoby to około 37 proc. przychodów raportowanych na polskim rynku. Oszukańcze reklamy miały odpowiadać za około 10,8 proc. zasięgu wszystkich reklam emitowanych na platformach Mety w Polsce. Są to jednak szacunki autorów raportu, a nie dane finansowe udostępnione przez samą spółkę.
To nie wypadek przy pracy – to zorganizowane grupy przestępcze, które Meta chętnie wpuszcza do Polski
– ocenił Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat.
Meta: „To fikcja stworzona na zamówienie”
Meta zdecydowanie odrzuca wnioski Instratu. Firma wskazuje między innymi na niewielką próbę badawczą i kwestionuje sposób kwalifikowania reklam jako oszukańczych. Zwraca też uwagę, że raport został przygotowany na zlecenie kancelarii prawnej reprezentującej osobę pozostającą z koncernem w sporze. „Ten raport to fikcja stworzona na zamówienie, która służy wprowadzaniu opinii publicznej w błąd” – przekazało biuro prasowe Mety. Koncern zapewnia, że walka z oszustwami leży również w jego interesie. Według danych Mety ponad 88 proc. oszukańczych reklam usuniętych w Polsce między lipcem 2025 a czerwcem 2026 r. zostało wykrytych i zdjętych jeszcze zanim zgłosili je użytkownicy. Firma informuje też o wykorzystaniu nowych modeli AI do wykrywania reklam podszywających się pod osoby publiczne oraz o zaostrzaniu zasad weryfikacji reklamodawców usług finansowych.
Teraz zacznie się spór o szczegóły
EU Kids Act nie jest jeszcze obowiązującym prawem. Propozycja Komisji musi przejść negocjacje z państwami członkowskimi i Parlamentem Europejskim, a jednym z najbardziej spornych tematów będzie zapewne sposób weryfikowania wieku użytkowników. Polska równolegle chce przyspieszenia egzekwowania już obowiązującego DSA i pracuje nad własnymi regulacjami. Coraz wyraźniej widać jednak, że europejski spór z Big Tech nie dotyczy już tylko tego, jakie przepisy uchwalić, ale czy państwa i instytucje UE potrafią skutecznie wymusić ich przestrzeganie.
