- Najnowsze interpretacje fiskusa z 2025 roku ujawniają, że świadoma strategia podziału ulgi prorodzinnej jest kluczowa dla optymalizacji podatkowej rodziców
- Samo płacenie alimentów bez udowodnienia faktycznej opieki nad dzieckiem nie gwarantuje już prawa do odliczenia ulgi
- Analiza sporów z urzędami skarbowymi potwierdza, że cały ciężar dowodowy w zakresie aktywnego wychowania spoczywa na rodzicach
- Indywidualne limity dochodowe każdego z rodziców bezpośrednio wpływają na płynność finansową gospodarstwa domowego i możliwość skorzystania z odliczenia
- Orzecznictwo sądowe wskazuje, że realne koszty ponoszone na edukację dziecka mogą mieć większe znaczenie niż procentowy podział czasu opieki
Ulga na dziecko po rozwodzie: Dogadajcie się, albo fiskus podzieli po równo
Najnowsze wyjaśnienia skarbówki z 2025 roku stawiają sprawę jasno: po rozwodzie, w modelu opieki naprzemiennej, to rodzice decydują, jak podzielić między siebie ulgę na dziecko. Jak wynika z interpretacji Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 2 kwietnia 2025 roku, wystarczy pisemne porozumienie, aby ustalić podział w dowolnych proporcjach, na przykład 70/30 lub 60/40. Dopiero gdy rodzice nie dojdą do konsensusu, urząd skarbowy automatycznie podzieli ulgę po równo. To ważna zmiana, wprowadzona przez Polski Ład od 2024 roku, która zakończyła spory o to, u którego z rodziców dziecko formalnie mieszka. Teraz, gdy dziecko spędza czas u obojga rodziców, fiskus nie przyzna już całej ulgi jednemu z nich bez zgody drugiego.
Samo porozumienie to jednak dopiero pierwszy krok. Każdy z rodziców, aby skorzystać ze swojej części odliczenia, musi również spełnić indywidualne kryteria dochodowe. Próg dla rodzica, który nie jest w związku małżeńskim, wynosi 56 000 zł rocznego dochodu. Co istotne, w opiece naprzemiennej dochody rodziców nie są sumowane, a każdy z nich jest rozliczany osobno właśnie względem tego limitu. Z kolei dla osoby samotnie wychowującej dziecko próg jest wyższy i wynosi 112 000 zł. Kwoty samej ulgi pozostają bez zmian: to 1 112,04 zł rocznie na pierwsze i drugie dziecko, 2 000,04 zł na trzecie oraz 2 700 zł na czwarte i każde kolejne. Jeśli należny podatek jest niższy niż kwota ulgi, rodzic może ubiegać się o zwrot niewykorzystanej części. Jego wysokość jest jednak ograniczona do sumy składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, które zapłacił w danym roku, również w innych krajach Unii Europejskiej.
Polecany artykuł:
Alimenty to za mało. Jak udowodnić fiskusowi „faktyczną opiekę”?
Kluczowym warunkiem, oprócz limitów dochodowych, jest realne uczestnictwo w życiu dziecka, określane w przepisach jako „faktyczne wykonywanie władzy rodzicielskiej”. Urzędnicy skarbowi, co potwierdza interpretacja z kwietnia 2025 roku, nie zadowalają się już tylko formalnym posiadaniem praw rodzicielskich. Sprawdzają, czy rodzic aktywnie uczestniczy w wychowaniu: kontaktuje się z nauczycielami, interesuje zdrowiem dziecka, pomaga w nauce czy dba o jego rozwój. Samo płacenie alimentów, bez osobistego zaangażowania, nie wystarczy już, by móc odliczyć ulgę. W praktyce oznacza to, że rodzice powinni być gotowi, by w razie wątpliwości udokumentować swój wkład, na przykład przedstawiając harmonogram opieki, potwierdzenia opłat za zajęcia dodatkowe czy świadectwa szkolne z podpisami obojga.
Brak precyzyjnej definicji „faktycznego wykonywania władzy” stwarza jednak pole do nieporozumień i prowadzi do coraz częstszych sporów z fiskusem, czego dowodem jest 1240 skarg zarejestrowanych przez Krajową Administrację Skarbową w 2025 roku. Jak zauważa dr hab. Anna Kowalska, urzędy odchodzą od sztywnych reguł na rzecz oceny rzeczywistego zaangażowania, ale jednocześnie przerzucają na rodziców cały ciężar dowodowy. W efekcie sprawy te coraz częściej trafiają na wokandę. Sądy zdają się podchodzić do tematu elastycznie, czego przykładem jest wyrok Sądu Okręgowego w Bydgoszczy z 2025 roku. Sąd przyznał ojcu prawo do 70% ulgi, mimo że opiekował się dzieckiem tylko przez 30% czasu, ponieważ ponosił wyższe koszty związane z jego edukacją. W podobnym tonie wypowiedział się Sąd Najwyższy, który stwierdził, że regularne opłacanie zajęć dodatkowych i udział w zebraniach szkolnych w pełni potwierdzają aktywne uczestnictwo w wychowaniu dziecka.