- Analiza danych Głównego Urzędu Statystycznego ujawnia, jak kluczowe trendy rynkowe determinują wysokość waloryzacji emerytur w 2026 roku
- Potrącenie zaliczki na podatek dochodowy realnie obniża odczuwalny wzrost świadczenia, co podkreśla znaczenie optymalizacji podatkowej w planowaniu finansów
- Eksperci finansowi wskazują, że rekordowy koszt podwyżek stanowi fundamentalne wyzwanie dla długoterminowej płynności finansowej budżetu państwa
- Niekorzystne trendy demograficzne podważają obecny model biznesowy systemu emerytalnego, wymuszając poszukiwanie nowej strategii biznesowej dla państwa
- Raport Ministerstwa Finansów potwierdza, że efektywne zarządzanie ryzykiem demograficznym jest kluczowe dla stabilności całego systemu w perspektywie do 2080 roku
Anatomia podwyżki na 2026 rok: Skąd wzięło się 5,08% i ile trafi na konto?
Emeryci i renciści mogą spodziewać się waloryzacji świadczeń, która od 1 marca 2026 roku prawdopodobnie wyniesie 105,08%. Wartość ta jest wyższa od pierwotnych założeń budżetowych i wynika z precyzyjnego mechanizmu ustawowego. Do obliczenia wskaźnika waloryzacji bierze się pod uwagę dwa kluczowe czynniki:
- inflację,
- realny wzrost płac.
Kluczowe jest to, że prawo nakazuje wybrać wyższy z dwóch wskaźników inflacji – ogólny lub ten dotyczący koszyka dóbr i usług kupowanych przez seniorów (tzw. inflacja emerycka). Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z 15 stycznia, to właśnie inflacja emerycka okazała się wyższa i wyniosła 4,2%. Do tej wartości dodaje się następnie 20% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia, który prognozowany jest na poziomie 4,4%, co daje dodatkowe 0,88 punktu procentowego. Suma tych dwóch składników (4,2% + 0,88%) daje prognozowany wskaźnik 5,08%. Na ostateczne i oficjalne potwierdzenie tych danych musimy poczekać do początku lutego, kiedy GUS opublikuje finalne dane o wynagrodzeniach.
Przełóżmy te procenty na konkretne kwoty, które trafią do portfeli seniorów. Osoby pobierające najniższą emeryturę, wynoszącą obecnie 1 878,91 zł brutto, mogą liczyć na wzrost o 95,45 zł, do kwoty 1 974,36 zł brutto. Ta nowa, wyższa kwota stanie się również podstawą do obliczenia trzynastej i czternastej emerytury, co w praktyce przełoży się na około 1 699 zł „na rękę” z każdego z tych dodatkowych świadczeń. Podwyżka obejmie również inne dodatki, na przykład dodatek pielęgnacyjny wzrośnie o 17,69 zł, z obecnych 348,22 zł do 365,91 zł. Warto jednak pamiętać, że nominalny wzrost brutto nie zawsze jest równoznaczny z kwotą, która faktycznie trafi na konto. W przypadku świadczeń przekraczających 2 500 zł brutto od podwyżki zostanie potrącona zaliczka na podatek dochodowy, co realnie zmniejszy odczuwalny wzrost dla osób z wyższymi emeryturami.
Radość seniorów, ból głowy ministra. Kto zapłaci za rekordowe podwyżki?
Choć dla pojedynczych emerytów podwyżki mogą wydawać się skromne, w skali całego kraju koszty waloryzacji stanowią ogromne obciążenie dla finansów publicznych. W 2026 roku Fundusz Ubezpieczeń Społecznych przeznaczy na emerytury i renty rekordową kwotę 444 miliardów złotych. To aż 89% jego całego budżetu, który wynosi 508,9 mld zł. Aby zobrazować tę skalę, wystarczy spojrzeć na miesięczne wypłaty ZUS na same emerytury, które przekroczą 27 mld zł, podczas gdy jeszcze w grudniu 2023 roku było to 21,75 mld zł. Główną przyczyną tego skokowego wzrostu jest stale rosnąca liczba osób pobierających świadczenia. Tylko w tym roku do systemu dołączy 123 tysiące nowych beneficjentów, co sprawi, że po waloryzacji przeciętna emerytura w Polsce osiągnie poziom około 4 320 zł miesięcznie.
Długoterminowe trendy stanowią jednak największe wyzwanie dla stabilności całego systemu. Prognozy Ministerstwa Finansów są jednoznaczne i pokazują, że do 2080 roku liczba Polaków w wieku produkcyjnym, a więc tych, którzy swoimi składkami finansują obecne świadczenia, skurczy się z 21 milionów do zaledwie 12,5 miliona. W tym samym czasie liczba emerytów będzie rosła. Ta niekorzystna sytuacja demograficzna nieuchronnie napędza debatę na temat przyszłego kształtu waloryzacji. Związki zawodowe krytykują obecne rozwiązanie, domagając się zwiększenia udziału realnego wzrostu płac w podwyżce z 20% do 50% lub wprowadzenia mechanizmu kwotowo-procentowego, który byłby korzystniejszy dla osób z najniższymi świadczeniami. W tle tych dyskusji ZUS zapowiada na drugą połowę 2026 roku zmiany, które mają zwiększyć sprawiedliwość systemu. Chodzi między innymi o ponowne przeliczenie świadczeń dla osób, które przeszły na emeryturę w czerwcu w latach 2009–2019 i mogły być poszkodowane przez obowiązujące wówczas zasady naliczania.
