Spis treści
To pierwsza część problemu. Druga to opieszałość w wydawaniu tzw. pozwoleń wodno-prawnych, na podstawie których takie podmioty mogą w ogóle robić to, do czego zostały stworzone. Mimo, że zakłady składają wnioski na czas, Wody nie nadążają ich rozpatrywać, a po upływie terminu naliczają horrendalne sumy jako kary. Kto na tym traci? Parafrazując słynny cytat z Rejsu Marka Piwkowskiego, należałoby napisać: „Pan płaci, pani płaci. Społeczeństwo.” Dlaczego Wody Polskie wyciskają pieniądze z samorządowych budżetów i czy ten mechanizm da się naprawić? Po kolei.
Nowe zapisy i abonament
Po katastrofie ekologicznej na Odrze, w 2022 roku, kiedy w rzece padły tony ryb, państwo wzięło się za przepisy dotyczące wód w naszym kraju. Dwa lata później weszła w życie nowelizacja ustawy Prawo Wodne. Nowe zapisy zakładają, że podmioty, które gospodarują wodą - dostarczają ją i zajmują się odbiorem oraz oczyszczaniem ścieków, muszą posiadać tzw. pozwolenia wodnoprawne. To samo dotyczy też np. fabryk czy firm, które korzystają z zasobów wód gruntowych i powierzchniowych. Posiadacze takiej zgody muszą odprowadzać do Wód Polskich abonament. Do 2024 roku, czyli przed zmianą przepisów, naliczano go na podstawie oświadczenia podmiotu, który w dokumentach deklarował faktyczne zużycie wody w danym okresie. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Według wewnętrznych wytycznych Wód Polskich, wysokość takiej opłaty wylicza się na podstawie maksymalnych wydajności i czasu pracy tzw. urządzeń wodnych. W skrócie - na podstawie zapisów m.in. na tabliczkach znamionowych pomp, wykorzystywanych w danym przedsiębiorstwie.
Matematycy, nie technicy
Co więcej, jak mówi nam pracownik Wód Polskich, który woli pozostać anonimowy - obowiązek wyliczania opłat na podstawie tego rodzaju technicznych zapisów, dołożono do obowiązków działu opłat. Innymi słowy, za sprawdzanie zgodności ze stanem faktycznym i wyliczanie wysokości abonamentu, odpowiadają ludzie, którzy nie mają żadnego przygotowania technicznego, a do tej pory zajmowali się wyłącznie strictee matematyczną robotą, z resztą w pełni zgodną ze swoimi kompetencjami. To jest około siedmiu dokumentów do zatwierdzenia. Tabliczki znamionowe pomp i innych urządzeń, do tego tabele z danymi technicznymi. Ludzie nie wiedzą jak mają do tego podchodzić. Istotne jest też to, że prawo w tym zakresie zmieniło się w styczniu 2024 roku, ale ludzie którzy mają się zajmować rozpatrywaniem wniosków i naliczaniem opłat, otrzymali jakiekolwiek wskazówki, dopiero pół roku później, w lipcu. - mówi nam zaniepokojony sprawą pracownik Wód Polskich. Powołane do kontroli całego procesu, działające w ramach Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej jednostki, nie spełniają - jak słyszymy - swojego zadania. Kontrola oświadczeń składanych przez podmioty odbywa się wyłącznie korespondencyjnie i ciągnie się w nieskończoność, a to wydłuża czas oczekiwania na wydanie pozwolenia wodnoprawnego. Wody Polskie zjadają więc własny ogon - same wyznaczają terminy na składanie wniosków, ale nie są w stanie ich rozpatrzyć. Przedsiębiorstwa, chcąc dalej dostarczać wodę ludziom - robią to de facto bez pozwolenia, co według wewnętrznych wytycznych, pozwala nakładać na „wodociągowców” kary. Przyjęto, że ich wysokość będzie wynosiła pięciokrotność wyliczonej opłaty abonamentowej.
Po drodze pojawił się też inny problem. Po analizie przez radców prawnych Wód, okazało się, że nie są oni przekonani co do zgodności z prawem dołożenia kompetencji kontrolnych dyrektorom zlewni RZGW. Ostatecznie więc nie zatwierdzono tych upoważnień. - alarmuje w rozmowie z nami inny pracownik Wód. Idealnym przykładem walki z nowym mechanizmem naliczania opłat i wydawania pozwoleń przez Wody Polskie, są wodociągi w podwarszawskim Piasecznie, które walczą o swoje racje przed sądem. O tym konkretnym przypadku opowiemy w dalszej części tekstu. Jeśli np. takie Wodociągi w Piasecznie wygrają przed sądem, będzie to oznaczało do Wód, czyli dla budżetu państwa, konieczność wypłaty gigantycznych odszkodowań. Takie działanie to więc nic innego jak narażenie nie tyle firmy, co skarbu państwa na ogromne koszty. - alarmuje nasz rozmówca.
Kto sypie?
Jak udało nam się ustalić, pracownicy działów opłat, próbowali rozwiązać opisany wyżej problem wewnętrznie, w ramach spotkania z zarządem firmy. Podnosili wtedy, że dodatkowe obowiązki nie powinny leżeć w ich kompetencjach. Zarząd zamiast skupiać się na istocie problemu i szukać rozwiązania, zaczął wtedy szukać osób które próbują nagłaśniać sprawę i opisywać ją na zewnątrz. Kiedy na popularnym portalu gowork.pl pojawił się wpis ukazujący wewnętrzną sytuację w Wodach i nowe obowiązki dołożone działowi opłat - dział IT miał otrzymać zlecenie od szefów, by namierzyć z jakiego adresu i komputera wysłano komentarz. Na zebraniu, w którym oprócz pracowników działu opłat byli także dyrektorzy wszystkich regionalnych zarządów, ówczesna zastępczyni dyrektora Departamentu Usług Wodnych, miała próbować uspokajać pracowników, przekonując, że dadzą sobie radę i że „w nich wierzy”.
Efekt? Ludzie - jak słyszymy od naszych rozmówców - musieli zostawać po godzinach, a ze zbyt małej liczby rozpatrzonych wniosków tłumaczyć się w notatkach. Wnioski jak utykały na etapie rozpatrywania tak utykają nadal.
Biurokratyczna machina
Podmioty, które gospodarują wodą na danym terenie, nazwijmy je roboczo „wodociągi” - muszą składać taki wniosek co najmniej 90 dni przed upływem obowiązującego pozwolenia wodnoprawnego. W takim wniosku musi się znaleźć m.in. szczegółowo opisany proces pobierania próbek ścieków do badań i częstotliwość ich pobierania. To jednak wymóg rozpisany w nowych wytycznych, o których podmioty - jak słyszymy - nie zostały klarownie poinformowane. Wody mimo wszystko przyjmują taki wniosek, procedują go, a po całej procedurze odsyłają jako nierozpatrzony. Podmiot musi więc sporządzić nowy wniosek i procedura rusza od nowa. W tym czasie wygasa obowiązujące pozwolenie, a to już podstawa do naliczenia kary za wykonywanie usług bez pozwolenia wodnoprawnego. Ta kara to 500% opłaty abonamentowej. - tłumaczy nasz rozmówca. Tak właśnie było w przypadku wspomnianego już Piaseczna. Tamtejsze wodociągi, gdyby opłatę naliczano na podstawie faktycznego zużycia wody, płaciłyby abonament w wysokości około 60ciu tysięcy złotych. Wody Polskie wyliczyły jednak opłatę w wysokości około 800set tysięcy. Na przedsiębiorstwo nałożono karę w wysokości prawie piętnastokrotności tej sumy. Sprawa czeka na swój finał w sądzie drugiej instancji.
Wody Polskie dołożyły co prawda po dwie osoby do każdego działu opłat w kraju, które miały wesprzeć proces rozpatrywania wniosków, ale to rozwiązanie, jak mówią nasi rozmówcy - nie sprawdziło się. To są często ludzie bardzo młodzi bez doświadczenia, a poza tym jaki jest sens przydzielać dwie osoby do takiego Dębę, gdzie rozpatrywanych jest osiem spraw i tyle samo ludzi do Warszawy, która rozpatruje 400 spraw? Rekrutację tych ludzi przeprowadzono kompletnie bez analizy i logicznego myślenia! - mówi nam pracownik jednego z zarządów gospodarki wodnej.
Polecany artykuł:
Czy PWIK w Piasecznie odzyska ponad milion?
Wody Polskie to ogromny urząd, który ma możliwość nakładania kar, a sam jest bezkarny. - rozpoczyna rozmowę Paweł Wojciechowski, prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Piasecznie, kiedy spotykamy się w jego biurze. Na stoliku leży co najmniej kilka grubych segregatorów. Są w nich setki pism i dokumentów - to m.in. korespondencja z Wodami Polskimi po odmowach rozpatrzenia wniosków i nałożeniu kary. Stos papierów dotyczy tylko samego 2024 roku.
Przed zmianą Prawa Wodnego, tzw. operat wodnoprawny wydawało starostwo powiatowe. Według nowych regulacji odpowiadają za to wyłącznie Wody Polskie. Podmioty, które muszą się o nie ubiegać, mają dwie możliwości. To po pierwsze złożenie wniosku, a po drugie oświadczenie, że w działalności danego podmiotu nic się zmieniło (nie było żadnych modyfikacji np. technologii oczyszczania ścieków). W przypadku Piaseczna możliwa i zgodna z prawem była wyłącznie pierwsza opcja, bo zakład w ostatnich latach unowocześnił cały proces technologiczny. By uniknąć niejasności i ewentualnego przekroczenia wyznaczonego terminu, PWIK w Piasecznie złożyły dokumenty w Wodach Polskich na 112 dni przed upływem terminu obowiązującego wtedy pozwolenia. Wody nie zdążyły rozpatrzyć dokumentów w terminie. Za swoją pracę, piaseczyńskie wodociągi zostały ukarane ponad milionem złotych kary. Co istotne, instytucja w odpowiedzi na nasze pytania w tej sprawie sama zapewnia jednak, że okres rozpatrywania wniosków jest krószy. Załatwienie sprawy udzielenia pozwolenia wodnoprawnego, jako sprawy wymagającej postępowania wyjaśniającego powinno nastąpić nie później niż w ciągu miesiąca. W przypadku, gdy wniosek o udzielenie pozwolenia wodnoprawnego dotyczy sprawy szczególnie skomplikowanej – nie później niż w ciągu dwóch miesięcy od dnia wszczęcia postępowania. – czytamy w oficjalnej odpowiedzi przygotowanej w pionie zastępcy prezesa Wód Polskich ds. usług wodnych, Magdaleny Żmudy.
W kontakcie z PWIK, Wody przedstawiły jednak inne stanowisko. Wody Polskie przejmując kompetencje w sprawie wydawania pozwoleń dobrze wiedziały ile będą miały pracy. Nierozpatrzenie naszego wniosku w terminie tłumaczą w oficjalnym piśmie m.in. brakami kadrowymi. – wyjaśnia prezes PWIK w Piasecznie.
Jeszcze kilka lat temu to przedsiębiorstwo płaciło około 60ciu tysięcy złotych za kwartał. Ta kwota, jak wyjaśnia jego szef – wynikała z ilości zrzuconego odcieku z oczyszczalni, czyli wody oczyszczonej ze ścieków. Po zmianie przepisów, PWIK złożyło jednak zgodnie z przepisami – wniosek o wydanie pozwolenia wodnoprawnego. Dokumenty trafiły wtedy do RZGW, które zaakceptowało parametry zawarte we wniosku i wydało taryfę dla przedsiębiorstwa. W maju 2024 wodociągi w Piasecznie weszły w tzw. pierwszy okres taryfowy. Na początku 2025 roku w firmie ruszyła jednak kontrola Wód Polskich, która miała sprawdzić czy parametry zgłoszone we wniosku są prawdziwe.
Po kontroli usłyszeliśmy, że działamy bez pozwolenia wodnoprawnego, a to jest podstawa do nałożenia na nas kary. To raz. Dwa – zmieniono nam opłatę kwartalną, na podstawie decyzji po kontroli. Rocznie przekłada się to na wydatki rzędu około czterech milionów! – alarmuje Paweł Wojciechowski. Te pieniądze PWIK musiało już wpłacić do Wód Polskich. Zapisy w nowych regulacjach zakładają, że bez względu na reklamacje czy odwołania przed dany podmiot od takich decyzji – naliczona kara i tak musi wpłynąć na konto Wód Polskich. Tak też stało się w tym przypadku. Instytucja przekonywała później szefa piaseczyńskich wodociągów, że zamiast wysyłać nowy wniosek o pozwolenie, mógł po prostu ubiegać się inną drogą formalną o przedłużenie obowiązującego. Nie mogliśmy tego zrobić ze względu na modyfikacje w zakładzie. Wtedy musiałbym poświadczyć nieprawdę w dokumentach. – podsumowuje szef PWIK w Piasecznie.
W drugim kwartale 2024 roku na przedsiębiorstwo naliczono 841 tysięcy złotych kary. Tę decyzję można było zaskarżyć jedynie do Wód Polskich, które stały się rozjemcą we własnej sprawie i podtrzymały wydane wcześniej postanowienie. W uzasadnieniu napisano, że karę i tak trzeba uiścić, a potem można udowadniać swoje racje przed sądem.
Od wokandy do wokandy
Po opłaceniu nałożonej przez Wody Polskie kary, Wodociągi w Piasecznie decydują się na batalię sądową. Sprawa trafia do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który w pierwszej instancji odrzuca skargę PWIK. Co ciekawe, sądy w Gdańsku i Poznaniu, w podobnych sprawach uznają, że rację mają przedsiębiorstwa. Według orzeczenia WSA w Warszawie – wodociągowcy z Piaseczna, mogą ubiegać się jednak o rekompensatę od RZGW. Sprawa trafia do Naczelnego Sądu Administracyjnego. PWIK czeka więc na rozstrzygnięcie w drugiej instancji.
W tym czasie jednak Wody Polskie wyznaczają w firmie nową kontrolę. Po niej zapada decyzja o zmniejszeniu opłaty kwartalnej dla PWIK z ponad 800set tysięcy złotych na 183 tysiące. W uzasadnieniu decyzji, instytucja pisze, że tak wysoka opłata wynikała z interpretacji sytuacji. Wynikało z niej, że PWIK odprowadzają w odciekach także metale ciężkie. To jest po prostu nieprawda. Nie odprowadzamy żadnych metali ciężkich. Są na to badania i dowody. – wyjaśnia prezes piaseczyńskiego PWIK.
Wodociągi ubiegają się więc o zwrot około 1 mln 80 tys. złotych. Ta kwota dotyczy jednak głównie drugiego kwartału 2024 roku. Naczelny Sąd Administracyjny nie wyznaczył jeszcze terminu pierwszej rozprawy. Skargi dotyczące I, III i IV kwartału 2024 roku, są wciąż rozpatrywane w WSA. Jeśli więc zsumować wszystkie pieniądze, o których zwrot mogą ubiegać się podobne przedsiębiorstwa w całym kraju – kwoty rekompensat należy liczyć w wielu milionach.
Wody Polskie: działamy zgodnie z ustawą
O kontrowersje wokół naliczania opłat i nakładania kar na podmioty takie jak piaseczyńskie wodociągi zapytaliśmy w Wodach Polskich. W odpowiedzi na nasze pytania, instytucja potwierdza, że obecnie przyjęto dwa sposoby naliczania opłat. Pierwszy dotyczy opłaty stałej, pobieranej za samą możliwość korzystania z zasobów wodnych zgodnie z warunkami pozwolenia wodnoprawnego. Drugi – opłaty zmiennej – ma być bezpośrednio powiązany z rzeczywistą ilością pobranej wody lub odprowadzonych ścieków.To właśnie w tym miejscu pojawiają się jednak największe kontrowersje.
Wody Polskie potwierdzają też, że podstawą ustalania opłaty zmiennej są składane przez przedsiębiorstwa oświadczenia dotyczące faktycznego zakresu korzystania z usług wodnych. Oświadczenia te są następnie weryfikowane przez pracowników działów opłat w zarządach zlewni. Jednocześnie instytucja przyznaje, że w przypadku stwierdzenia korzystania z wód bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego obowiązuje zupełnie inny mechanizm. Wówczas wysokość opłaty nie jest ustalana na podstawie rzeczywistego zużycia czy faktycznej ilości odprowadzonych ścieków, ale według maksymalnej technicznej wydajności instalacji oraz urządzeń służących do poboru lub odprowadzania wód.
To nic innego jak potwierdzenie, że przedsiębiorstwo może zostać obciążone opłatami wyliczonymi wyłącznie na podstawie teoretycznych możliwości swojej infrastruktury, nawet jeśli rzeczywista eksploatacja była znacząco niższa. PWIK w Piasecznie jest konkretnym przykładem tego systemowego problemu.
W odpowiedzi na nasze pytania dotyczące tego podmiotu, Wody Polskie nie podały konkretnych kwot, które zostały naliczone przedsiębiorstwu przed rozpoczęciem sporu. Nie odniosły się również do pytania, jaka byłaby wysokość należności wyliczona na podstawie rzeczywistych danych przedstawionych przez podmiot w składanych oświadczeniach.
Zamiast tego urząd wskazał wyłącznie podstawę prawną stosowaną przy naliczaniu opłat za działalność prowadzoną bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego. Wynika z niej, że ilość ścieków przyjmuje się według maksymalnej technicznej wydajności instalacji, a gdy nie można ustalić czasu eksploatacji – z góry zakłada się okres jednego kwartału.
To właśnie ten mechanizm jest kolejnym źródłem niekończących się sporów. Jak pokazuje opisany wyżej przykład, co istotne – niejedyny taki przypadek w Polsce, pokazuje, że naliczanie opłat od maksymalnych parametrów technicznych może prowadzić do wielokrotnego zawyżania należności względem faktycznej skali działalności,
Kontrola głównie zza biurka
Zapytaliśmy też o sposób prowadzenia kontroli. Jak przyznają same Wody Polskie, pierwszym etapem sprawdzania podmiotów działających bez pozwolenia wodnoprawnego jest obecnie tzw. kontrola zdalna. Dopiero jeśli nie pozwoli ona na zgromadzenie wymaganych danych, podejmowane są działania w terenie przez regionalne zarządy gospodarki wodnej.
Oznacza to, że ustalenia będące podstawą późniejszych opłat i kar finansowych mogą być w wielu przypadkach dokonywane bez bezpośredniej wizyty kontrolerów na miejscu.
Eksperci zwracają uwagę, że przy skomplikowanej infrastrukturze wodociągowej lub kanalizacyjnej ustalenie rzeczywistego wykorzystania urządzeń wyłącznie na podstawie dokumentacji może prowadzić do błędnych wniosków.
W sprawie kontrowersji związanych ze zwiększaniem zatrudnienia w działach opłat (po dwie osoby na dział, bez względu na liczbę rozpatrywanych w danym oddziale spraw) instytucja nie odpowiedziała wprost, czy zwiększenie zatrudnienia zostało poprzedzone analizą liczby spraw i rzeczywistego obciążenia poszczególnych jednostek. Nie wiadomo więc, czy nowe etaty kierowano tam, gdzie występowały największe zaległości i liczba postępowań, czy też proces miał charakter bardziej administracyjny niż analityczny. Najbardziej dotkliwe konsekwencje dotyczą podmiotów działających bez wymaganego pozwolenia wodnoprawnego. Wody Polskie potwierdzają, że administracyjna kara pieniężna wynosi w takim przypadku 500 proc. opłaty zmiennej. Oznacza to, że jeżeli sama opłata została ustalona na podstawie maksymalnej wydajności urządzeń, również kara jest liczona od tak wyznaczonej wartości.Powstaje więc pytanie, czy mechanizm ten rzeczywiście służy rekompensowaniu szkód wynikających z nielegalnego (w świetle znowelizowanej ustawy Prawo Wodne) korzystania z wód, czy też staje się narzędziem generującym należności znacząco przewyższające rzeczywistą skalę korzystania z zasobów wodnych. Sprawy takie jak ta z Piaseczna poka-zują, że odpowiedź na to pytanie może stać się łatwiejsza dopiero po prawomocnych orzeczeniach sądów administracyjnych. Logika i trzeźwe myślenie każą jednak taki mechanizm ocenić jednoznacznie.