Wojna USA i Izraela z Iranem kosztuje Polskę 10 mld zł! Płacą za to Polacy

2026-05-27 16:59

Wojna w Iranie i wzrost cen ropy oznaczają dla nas straty na miliardach złotych, przy czym firmy transportowe i przewozowe cierpią zdecydowanie bardziej niż zwykli kierowcy. Rząd Donalda Tuska łatkuje dziury Pakietem CPN, ale eksperyci są jasni: bez elektryfikacji transportu każdy kolejny wstrząs na rynkach surowcowych będzie oznaczał dla polskiej gospodarki katastrofę.

  • Kryzys w Iranie kosztuje Polskę co najmniej 10 miliardów złotych — głównie przez wzrost cen paliw. Najbardziej cierpią firmy transportowe i przewozowe
  • Rząd Donalda Tuska wprowadził Pakiet CPN (obniżkę VAT i akcyzę), ale to jedynie tymczasowe rozwiązanie, które do budżetu kosztowało już 2 mld zł
  • Fundacja Instrat proponuje zamiast dalszych subsydiów inwestować 6 miliardów złotych z planowanego podatku od zysków nadzwyczajnych w elektryfikację transportu — społeczny leasing elektryków, rozwój sieci ładowania i tańszy transport publiczny

Rachunek za uzależnienie od ropy

Konflikt na Bliskim Wschodzie nie pozostał sprawą tylko dla USA, Iranu czy Izraela. Gdy sytuacja się zaogniła, dostawy ropy i gazu zostały wstrzymane, a ceny surowców energetycznych poszybowały w górę. Polska, uzależniona od importu paliw kopalnych, odczuła to z całą mocą — zarówno firmy, jak i zwyczajni kierowcy zaczęli płacić znacznie więcej za benzynę i diesel.

Fundacja Instrat, zajmująca się analizą trendów ekonomicznych i społecznych, postanowiła policzyć, ile nas ten kryzys naprawdę kosztuje. Wynik? Co najmniej 10 miliardów złotych. To nie jest liczba szacunkowa wyciągnięta z powietrza — to suma strat, które Polska już poniosła i będzie ponosić, dopóki uzależniona będzie od importowanych paliw.

Sytuacja była na tyle poważna, że rząd Donalda Tuska musiał działać szybko. W ramach tzw. Pakietu CPN obniżono VAT i akcyzę na paliwa, a jednocześnie wprowadzono maksymalne ceny na stacjach benzynowych. Dla zwykłych kierowców to oznaczało pewną ulgę — choć ceny i tak rosły, przynajmniej państwo hamowało wzrosty. Problem pojawił się jednak dużo wcześniej i dla zupełnie innej grupy.

Michał Grabka, główny autor analizy Fundacji Instrat, mówi o tym jasno: Nie wiemy, ile jeszcze ten konflikt potrwa. Musimy uniezależnić się od importu ropy i gazu oraz postawić na elektryfikację krajowego transportu. Im więcej aut elektrycznych napędzanych polską energią ze słońca i wiatru, tym pewniejsza będzie cena za przejechany kilometr i więcej pieniędzy zostanie w naszej gospodarce.

Firmy przewozowe cierpią najmocniej

Wzrost cen paliw uderzył głównie w firmy transportowe i przewozowe, które ponoszą znacznie większe straty niż kierowcy prywatnych samochodów benzynowych. Czemu? Bo korzystają z oleju napędowego, a jego cena wzrosła o 1,77 złotego na litrze. Dla porównania — cena benzyny dla zwykłych kierowców poszła w górę o zaledwie 40 groszy.

To wydaje się różnica niewielka, ale gdy mnożymy ją przez tysiące litrów spalanego dziennie przez całą flotę przewozową, wychodzą nam straty liczące się w miliardach. Dla firmy transportowej, która co miesiąc tankuje kilkadziesiąt tysięcy litrów diesla, to różnica między zyskiem a stratą.

Tu pojawia się paradoks Pakietu CPN. Obniżka VAT sprawdza się dla zwykłych konsumentów, ale dla firm zarejestrowanych jako podatnicy VAT jest zupełnie neutralna — bo i tak VAT odliczają. Innymi słowy, przedsiębiorstwa nie odczuły korzyści z dofinansowania państwa w takim samym stopniu co kierowcy prywatni. Dla nich inflacja wciąż rośnie, a marża biznesowa kurczy się.

To oznacza, że firmy przewozowe — kolej życiowa dla logistyki, handlu i całej polskiej gospodarki — zostały przygotowaniem bez realnego wsparcia. Mogły liczyć tylko na symboliczne obniżki i obietnice rządu Donalda Tuska.

Pakiet CPN to tylko czasowe łatanie

Od wybuchu kryzysu do połowy maja 2026 roku budżet Polski stracił na całej operacji ratunkowej blisko 2 miliardy złotych. To pieniądze, które trafiły na zmniejszenie podatków i subsydia na paliwa, aby głównie zwykłych kierowców obciążyć mniej boleśnie.

Brzmi szlachetnie, ale jest w tym pewna hipokryzja. Rząd Donalda Tuska wydaje miliardy, żeby łatać dziury w krótkoterminowym kryzysie, ale ani złotówki nie przeznacza na zabezpieczenie kraju przed podobnymi wstrząsami w przyszłości. 

Ministerstwo Finansów pod kierownictwem Andrzeja Domańskiego pracuje nad podatkiem od zysków nadzwyczajnych sektora paliwowego — takim, który miałby uchwycić dodatkowe zyski firm paliwowych na pali kryzysowych cen. Szacunki mówią o około 6 miliardach złotych wpływów. To niemałe pieniądze. Problem polega na tym, że na razie robi się z nich nic — zamiast inwestować w zmianę systemu, rząd Donalda Tuska wydaje je na wsparcie bieżące.

Fundacja Instrat jest wyraźna: tak nie powinno być. Te pieniądze powinny trafiać na rozwiązania długoterminowe, a nie na ratowanie dzisiaj. Bo jutro kryzys może być jeszcze gorszy.

Elektryfikacja transportu szansą na niezależność

Fundacja Instrat proponuje konkretny plan: 6 miliardów złotych z windfall tax powinno trafić na elektryfikację polskiego transportu. To nie jest marzenie. To jest racjonalny biznesplan, który wiele krajów Europy już wdrożyło. Plan ma trzy filary.

  • Po pierwsze — społeczny leasing europejskich pojazdów elektrycznych. Chodzi o program, w którym mniej zamożne gospodarstwa domowe mogą wynająć nowoczesny elektryk za około 450 złotych miesięcznie. Francja robi to od lat — program Leasing Social pozwolił tysiącom zwykłych rodzin przesiąść się na prąd. Polska mogłaby zrobić dokładnie to samo, i znowu byłaby pola do racjonalnej konkurencji z innymi krajami.
  • Po drugie — Pakiet e-CPN, czyli obniżenie VAT do 8 procent na ładowanie w domu i na publicznych stacjach. Jednocześnie trzeba masywnie inwestować w rozwój infrastruktury — sieci ładowania. Teraz są rozproszone, niedostępne dla wielu ludzi. Trzeba tego zmienić. Czym się różni ładowanie u siebie w garażu od tankowania na stacji? Czasem czekaniem. Czasem brakiem stacji. Trzeba to załatwić.
  • Po trzecie — Bilet Polska, czyli jednolity bilet na transport publiczny po preferencyjnej stawce. W Niemczech taki bilet kosztuje około 63 euro, czyli 265 złotych. Dla porównania — w Polsce билет miesięczny na komunikację miejską w Warszawie to prawie 100 złotych, ale to tylko w jednym mieście. Trzeba ujednolicić system i zmniejszyć ceny. Ludzie powinni mieć motywację, żeby zostawić samochód w domu.

Aleksander Rajch, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności, mówi o tym z mocą: Obecnie po raz kolejny dostrzegamy wyraźnie, że tarcia polityczne w odległych regionach świata, na przebieg których mamy bardzo ograniczony wpływ, przynoszą bezpośrednie, negatywne konsekwencje dla polskiej gospodarki i naszych portfeli. Elektryfikacja transportu pozwoli tę negatywną korelację zmienić

Prognozy są obiecujące. Już za niecałe 5 lat — mówimy o roku 2031 — rozwój floty samochodów elektrycznych w Unii Europejskiej może ograniczyć popyt na ropę naftową o co najmniej 1 milion baryłek dziennie. To prawie 10 procent obecnego zapotrzebowania. Gdy flota elektryków rośnie, zapotrzebowanie na paliwa kopalne spada. A gdy zapotrzebowanie spada, ceny stabilizują się — i znowu mamy kontrolę nad sytuacją.

Wraz z rozwojem elektromobilności stopniowo rośnie również niezależność energetyczna Polski. Bo energia elektryczna, którą będą ładować się elektrykami, może pochodzić z polskich paneli słonecznych, turbin wiatrowych, elektrowni atomowych. To polska energia, polska tańsza, polska kontrolowana.

Wybór między miliardami dzisiaj a pewną przyszłością

Polska stoi przed wyborem. Może wydawać miliardy na łatanie dziar w kryzysach, które będą się powtarzać lub może inwestować w zmianę systemu — taką, która rzeczywiście uniezależni nas od wahań cen na światowych rynkach surowcowych.

Fundacja Instrat pokazuje wyraźnie, że każdy kolejny wstrząs na rynkach surowcowych będzie oznaczał dla Polski straty na miliardach złotych. Konflikt w Iranie to dopiero początek. Jutro może być konflikt w innym regionie, na innym kontynencie — zawsze będzie tak, że miejsca, których nie kontrolujemy, będą nas drażnić w portfelu.

Dlatego Michał Grabka kończy swoją analizę słowami: Zachętą może być obniżona stawka VAT na ładowanie elektryków i społeczny leasing – tani najem dla mniej zamożnych. To nie jest cena mająca załatwiać kryzys. To jest inwestycja, która buduje polską odporność ekonomiczną na następne lata.

Miłosz Motyka, minister Energii [IMPACT 2026]
QUIZ. Czy ta firma jest polska, czy zagraniczna? Same wielkie nazwy
Pytanie 1 z 13
Bakkaland to firma:

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki