Spis treści
Kredyty coraz trudniej dostępne
Po kilku miesiącach poprawy sytuacja na rynku kredytowym znów się pogorszyła. Z analizy BIG DATA RynekPierwotny.pl i Rankomat.pl wynika, że sierpień przyniósł największy od roku spadek zdolności kredytowej analizowanych gospodarstw domowych.
Przeciętnie zarabiający singiel, który otrzymuje około 6 tys. zł na rękę miesięcznie, mógł liczyć średnio na 434,5 tys. zł kredytu mieszkaniowego. To o 3 proc. mniej niż miesiąc wcześniej.
Podobny spadek dotknął bezdzietną parę zarabiającą razem 8 tys. zł netto. Jej zdolność kredytowa zmniejszyła się do 540,1 tys. zł.
Najgorzej wygląda sytuacja rodziny 2+1 z dochodem 10 tys. zł netto. Jej możliwości kredytowe spadły z 631,9 tys. zł do 599,4 tys. zł, czyli aż o 5 proc. w ciągu miesiąca.
– Był to pierwszy od wielu miesięcy przypadek, gdy pogorszenie sytuacji objęło jednocześnie wszystkie analizowane grupy kupujących mieszkania – mówi Marek Wielgo, ekspert RynekPierwotny.pl.
Rodziny tracą najwięcej
W przypadku rodzin z dzieckiem nie jest to jednak chwilowe wahnięcie. Ich zdolność kredytowa spada już czwarty miesiąc z rzędu.
Jeszcze cztery miesiące temu wynosiła 675,8 tys. zł. Teraz jest to niespełna 600 tys. zł. Oznacza to spadek aż o 11 proc. Co więcej, zdolność kredytowa rodzin jest już o 3 proc. niższa niż rok temu.
Skąd taki zwrot? Jednym z powodów są rosnące koszty finansowania. Jeszcze kilka miesięcy temu rynek zakładał kolejne obniżki stóp procentowych. Te oczekiwania osłabły, a oprocentowanie części kredytów hipotecznych znów przekracza 6 proc.
– Część banków przyjęła bardziej ostrożne założenia przy ocenie zdolności kredytowej klientów – wyjaśnia Jan Dziekoński, główny ekonomista RynekPierwotny.pl.
W Warszawie zniknęło 200 mieszkań
Niższa zdolność kredytowa bardzo szybko odbiła się na rynku mieszkaniowym. W sierpniu we wszystkich siedmiu analizowanych metropoliach zmniejszyła się liczba mieszkań dostępnych dla przeciętnie zarabiających singli.
W Warszawie singiel z dochodem około 6 tys. zł netto i 20-procentowym wkładem własnym mógł wybierać spośród około 1 tys. mieszkań, podczas gdy w lipcu było ich 1,2 tys. To spadek o 16 proc.
Jeszcze mocniej oferta skurczyła się w Krakowie. Z około 700 lokali zostało zaledwie 400, czyli o 39 proc. mniej.
We Wrocławiu liczba dostępnych mieszkań spadła z 1,4 tys. do 1,1 tys., w Poznaniu z 2,2 tys. do 1,8 tys., a w Trójmieście z 1,4 tys. do 1,2 tys.
Największy wybór nadal mają mieszkańcy Łodzi oraz Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Tam przeciętnie zarabiający singiel miał do wyboru odpowiednio około 5,4 tys. i 5,1 tys. mieszkań.
Pary też mają problem
Nie tylko single muszą zaciskać pasa. W sierpniu spadła również liczba mieszkań dostępnych dla bezdzietnych par.
W Warszawie było ich około 3,8 tys., wobec 3,9 tys. miesiąc wcześniej. W Krakowie oferta zmniejszyła się z 3,2 tys. do 2,7 tys., a we Wrocławiu z 3,8 tys. do 3,4 tys.
W Łodzi para mogła wybierać spośród około 7,6 tys. lokali, a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – około 7,5 tys.
Rodziny tracą setki mieszkań
Największy problem dotyczy jednak rodzin z dzieckiem. W Warszawie liczba mieszkań, które mieściły się w ich możliwościach finansowych, spadła z 6,2 tys. do 5,7 tys.
W Krakowie oferta skurczyła się z 5 tys. do 4,2 tys. mieszkań, a we Wrocławiu z 5,5 tys. do 4,7 tys.
Największy wybór nadal czeka na rodziny w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – około 8,5 tys. lokali – oraz w Łodzi, gdzie jest ich około 8,3 tys.
Problem jest jednak szerszy. Jak wskazuje Marek Wielgo, sierpniowe dane pokazują, jak mocno dostępność mieszkań zależy od zdolności kredytowej. Wystarczy spadek możliwości kredytowych o kilka procent, aby z budżetu kupującego wypadły setki mieszkań.
Bank pożyczy więcej, ale trzeba uważać
Trzeba też pamiętać, że zdolność kredytowa może mocno różnić się w zależności od banku.
W sierpniu singiel z dochodem około 6 tys. zł netto mógł dostać od około 371 tys. zł do prawie 498 tys. zł. Rodzina 2+1 zarabiająca 10 tys. zł netto mogła liczyć na kredyt od około 547 tys. zł do niemal 699 tys. zł.
Wyższa kwota kredytu nie musi jednak oznaczać lepszej oferty. Bank, który jest gotów pożyczyć więcej, może jednocześnie naliczać wyższe koszty.
Dlatego przed podpisaniem umowy trzeba patrzeć nie tylko na to, ile bank chce pożyczyć, ale przede wszystkim na to, ile ostatecznie trzeba będzie oddać.