- Śmierć 87-letniej Maricarmen Abascal po brutalnej eksmisji z mieszkania w Madrycie wstrząsnęła Hiszpanią, stając się symbolem walki o prawo do dachu nad głową.
- Kobieta została eksmitowana, gdy fundusz inwestycyjny podniósł jej czynsz z 500€ do 1650€, mimo że jej emerytura była niższa o 300€.
- Tragedia Maricarmen wywołała ogólnokrajowe protesty i polityczny kryzys, który doprowadził do rozwiązania parlamentu i zapowiedzi przedterminowych wyborów na 29 listopada 2026 roku.
- Jej historia stała się iskrą zapalną dla walki o nowe prawo mieszkaniowe, mające chronić lokatorów przed działaniami tzw. "sępich funduszy".
Śmierć, która stała się iskrą zapalną. Kim była Maricarmen Abascal?
Maricarmen Abascal, 87-letnia mieszkanka Madrytu, zmarła w szpitalu. Informację przekazał w środę madrycki Związek Lokatorek i Lokatorów, który przez lata wspierał ją w walce o dach nad głową. Jej historia nie jest jednak opowieścią o cichej śmierci. To opowieść o walce, która poruszyła miliony ludzi i doprowadziła do politycznego trzęsienia ziemi w Hiszpanii.
Wszystko zaczęło się 23 września 2026 roku. Tego dnia, po 70 latach mieszkania w tym samym lokalu, Maricarmen Abascal została z niego eksmitowana. Sceny, w których sanitariusze wynoszą starszą kobietę na noszach, obiegły cały kraj. Z mieszkania trafiła prosto do szpitala, z którego już nigdy nie wróciła.
Nie udało mi się obronić mojego domu, ale walczyłam o to, by inni nauczyli się walczyć o swój – powiedziała w ostatnim nagraniu opublikowanym przez Związek. Te słowa stały się testamentem i hasłem dla tysięcy protestujących, którzy wyszli na ulice miast w całej Hiszpanii. Eksmisja Maricarmen Abascal, transmitowana przez media, stała się symbolem walki z rosnącym kryzysem mieszkaniowym w Hiszpanii. Choć jej prawnikom udało się ostatecznie wynegocjować powrót do mieszkania na uczciwych warunkach, było już za późno.
Jak „sępi fundusz” doprowadził do eksmisji 87-latki?
Problem zaczął się, gdy budynek, w którym mieszkała Maricarmen Abascal, został kupiony przez fundusz inwestycyjny. Emerytka zajmowała lokal na podstawie starych przepisów, płacąc czynsz w wysokości około 500 euro. Robiła to sumiennie przez całe lata, nawet w trakcie batalii sądowej.Nowy właściciel nie miał jednak zamiaru honorować starych umów.
Nowy właściciel, fundusz inwestycyjny nazywany w Hiszpanii „sępim”, podniósł czynsz do 1650 euro, kwoty przewyższającej emeryturę kobiety o 300 euro. To postawiło ją w sytuacji bez wyjścia. Co więcej, jak donosiły hiszpańskie media, fundusz nie zgodził się nawet na propozycję anonimowej pisarki, która zaoferowała pokrycie brakującej części czynszu. Celem nie było odzyskanie pieniędzy, a pozbycie się lokatorki.
Polityczne trzęsienie ziemi i walka o nowe prawo mieszkaniowe
Historia Maricarmen Abascal przelała czarę goryczy. Ogólnokrajowe protesty zmusiły rząd premiera Pedro Sancheza do działania. Do Kongresu Deputowanych trafił projekt ustawy, która miała chronić lokatorów i ograniczyć działalność tzw. „sępich funduszy”. Chodziło o to, by dramaty takie jak ten 87-latki już nigdy się nie powtórzyły.
Projekt jednak upadł w głosowaniu. W odpowiedzi na polityczny pat, premier Pedro Sanchez zdecydował się na radykalny krok – rozwiązał parlament i ogłosił przedterminowe wybory na 29 listopada. Protesty w obronie prawa do mieszkania w Hiszpanii doprowadziły do upadku rządowych propozycji i wywołały głęboki kryzys w rządzie.
We wtorek rząd ponownie skierował przepisy do parlamentu. Tym razem decyzję podejmie specjalny organ, w którym rząd ma niewielką większość, co daje nadzieję na zmianę. Na wiadomość o śmierci emerytki zareagował sam premier. „Ślę całą moją miłość do rodziny i bliskich Maricarmen. Uściski także dla wszystkich, którzy tę stratę odczuwają jakby była ich własną. Niech spoczywa w spokoju” – napisał Pedro Sanchez na platformie X. Walka, której symbolem stała się Maricarmen Abascal, wciąż trwa.